Spis treści:
- Izolat białka sojowego i grochowego, czyli jak powstaje vege burger
- Wegańska parówka - dietetycy podnoszą alarm
- Sery w wersji wege - uwaga na utwardzane tłuszcze roślinne
- Ultraprzetworzona żywność ukryta pod zieloną etykietą
- Jak mądrze kupować produkty roślinne?
Izolat białka sojowego i grochowego, czyli jak powstaje vege burger
Przepisy na domowe kotlety warzywne coraz częściej nie mają nic wspólnego z tym, co znajdziesz w składzie gotowych dań wege. To co w domu powstaje z buraka, kaszy jaglanej czy soczewicy, w fabryce robione jest z przetworzonych składników. Najczęściej są to izolaty białkowe z soi lub grochu.
W czym problem, skoro wciąż są to składniki roślinne? W obróbce technologicznej, bo izolaty to czyste białko roślinne, bez błonnika, witamin czy minerałów. Aby z suchego proszku stworzyć soczystego burgera, producenci muszą zastosować zaawansowaną teksturyzację oraz dodać pokaźne ilości tłuszczów rafinowanych (np. oleju kokosowego lub rzepakowego). Zatem na talerzu ląduje produkt wysokokaloryczny, ubogi w mikroskładniki, za to nasycony tłuszczami, niekoniecznie tymi zdrowymi.
Wegańska parówka - dietetycy podnoszą alarm
Jednym z hitów lodówek z żywnością wege są parówki i kabanosy. W wersji tradcyjynej powstają z wysokoprzetworzonego mięsa. To może warzywne będą lepsze? Nie zawsze. Wystarczy spojrzeć na etykiety, które informują o bardzo wysokiej zawartości sodu i zagęstników.
Białko roślinne jest mdłe w smaku, to aby uzyskać satysfakcjonujący zamiennik mocno się je dosala, nawet o 30-50% więcej niż w przypadku mięsnego odpowiednika. Natomiast strukturę uzyskuje się za pomocą składników takich jak guma guar, guma ksantanowa czy metyloceluloza. Zatem w wielu przypadkach wyglądajacy niewinnie produkt, jest tak naprawdę fastfoodem.
Sery w wersji wege - uwaga na utwardzane tłuszcze roślinne
Również wegański ser nie zawsze będzie zdrowszą alternatywą dla tradycyjnego nabiału. W dobrym serze zrobionym z mleka krowiego, znajdziesz sporą porcję białka i wapń. Co znalazłam w wegańskich odpowiednikach? W składzie wielu tego typu produktów mamy:
- wodę jako bazę,
- rafinowane oleje roślinne (kokosowy lub palmowy),
- skrobię modyfikowaną dla nadania konsystencji,
- sztuczne barwniki i aromaty.
Z punktu widzenia dietetyki, wegański ser żółty w plastrach to niemal czysty, utwardzony tłuszcz zmieszany ze skrobią. Zawartość białka w takich produktach oscyluje często w granicach 0-1%, a wapń występuje tylko wtedy, gdy produkt został sztucznie wzbogacony.

Ultraprzetworzona żywność ukryta pod zieloną etykietą
Podane wyżej przykłady pokazują, że to co na pierwszy rzut oka może wydawać się zdrowe może okazać się również szkodliwe co klasyczny fast food. Badania epidemiologiczne publikowane w prestiżowych pismach medycznych (np. The Lancet) jednoznacznie łączą wysoką konsumpcję żywności ultraprzetworzonej z rozwojem otyłości, cukrzycy typu 2 oraz chorób sercowo-naczyniowych.
Niestety, wegańskie gotowe dania z mikrofali, roślinne nuggetsy czy gotowe sosy idealnie wpisują się w definicję UPF. Znak "plant-based" stał się sprytnym narzędziem marketingowym (tzw. health halo effect), które usypia czujność konsumenta. Paczka wegańskich chipsów i burger z izolatu sojowego smażony na głębokim tłuszczu to wciąż dieta śmieciowa - bez względu na to, że przy jej produkcji nie ucierpiało żadne zwierzę.
Jak mądrze kupować produkty roślinne?
Czytaj składy, unikaj produktów, które na pierwszych trzech miejscach mają wodę, olej kokosowy i skrobię modyfikowaną. Z diety roślinnej nie musisz rezygnować. Nieprzetworzone produkty roślinne są zdrowe i powinno się je spożywać codziennie, w towarzystwie mięsa lub bez niego. To wymaga powrotu do podstaw i zwracania uwagi na to, co ląduje na talerzu. Zielona etykietka i specjalne miejsce w sklepie wcale nie oznaczają, że możesz w pełni zaufać producentom. Oni w dużej mierze kierują się zyskiem, a tu niestety znaleźli możliwość sprzedawania tanich w produkcji, wysoko przetworzonych artykułów, po które konsument sięga z przekonaniem, że dba o zdrowie.














