Katarzyna Pruszkowska, INTERIA.PL: W ostatnich lata coraz więcej mówi się o ADHD, na rynku pojawiło się wiele poradników, skierowanych zarówno dla dorosłych, jak i dla rodziców dzieci z ADHD. Mam jednak wrażenie, że nadal jest pewna grupa, o której napisano niewiele, a którą zajęłaś się ty - mowa o rodzicach, którzy sami mają ADHD, które z oczywistych względów wpływa także na ich rodzicielstwo.
Ola Pflumio: - To prawda, choć od razu zaznaczę, że ta grupa nie jest jednorodna: jedni wychowują dzieci, które również mają ADHD, inni - dzieci neurotypowe, a to sprawia, że codzienność stawia przed nimi różne wymagania. Jak mówi Karolina Ziegart-Sadowska, psycholożka, psychterapeutka, która pracuje z neuroatypowymi dorosłymi, dziećmi i ich rodzicami, osobom neurotypowym zawsze będzie trochę łatwiej. Mają bowiem większy dostęp do funkcji wykonawczych, które, mówiąc w skrócie, są fundamentem dorosłego życia, a więc pozwalają nam planować, zaczynać i kończyć projekty, motywować się, skupiać uwagę, organizować.
- Osobom z ADHD to wszystko nie przychodzi tak łatwo. Owszem, wiele z nich przez lata wypracowało sobie swoje strategie, dlatego w określonych kontekstach potrafią dobrze, a nawet bardzo dobrze funkcjonować. Np. w pracy radzić sobie świetnie, ale kosztem życia prywatnego, bo po powrocie do domu dosłownie się rozpadają i muszą poświęcić sporo czasu na powrót do równowagi.
- Tak dzieje się szczególnie u kobiet, ponieważ po porodzie i w trakcie karmienia piersią doświadczają silnych wahań hormonów, a ponadto często mają duże deficyty snu - oba te czynniki mają ogromny wpływ na nasilenie się objawów ADHD. W swojej codziennej pracy bardzo często słyszę od rodziców, którzy mają ADHD, że to właśnie narodziny dzieci sprawiły, że przestali "ogarniać" rzeczywistość. Oczywiście nie chcę przez to wszystko powiedzieć, że rodzicielstwo osób neurotypowych jest sielanką - nic z tych rzeczy. Po prostu uważam, że warto uświadomić sobie, że życie z ADHD i jednoczesne wychowywanie dziecka stawia przed człowiekiem zupełnie innych rodzaj trudności i zamiast biczować się, że znowu nie "dowozimy", można podejść do siebie z większą wyrozumiałością.

Czyli teoretycznie może się zdarzyć, że do czasu narodzin dziecka kobiety nawet nie podejrzewają, że mogłyby mieć ADHD, bo nauczyły się sobie radzić i dopiero, kiedy wszystko wymyka im się z rąk, zaczynają zastanawiać się, dlaczego?
- Nie tylko "teoretycznie" może się zdarzyć - moje doświadczenie pokazuje, że właśnie opisałaś bardzo częsty scenariusz. Wiem, że w wielu rodzinach dużo się zmieniło i podział obowiązków z czasów naszych rodziców odchodzi do lamusa, ale nie ma się co oszukiwać - duża część opieki nadal spada właśnie na matkę, zwłaszcza, kiedy dziecko jest maleńkie. Kobieta, która jeszcze kilka miesięcy wcześniej mogła zadbać o to, by spać tyle, ile potrzebuje, z dnia na dzień traci tę możliwość. Wiem, że już wspominałam o śnie, ale w literaturze naprawdę mocno podkreśla się jego regulujący wpływ na cały układ nerwowy.
- No więc - nie ma czasu na sen, ciało nadal regeneruje się po porodzie, dziecko wymaga nieustannej uwagi, na dodatek ryzyko pojawienia się depresji poporodowej jest u kobiet z ADHD wyższe. "A więc kobiety szukają pomocy u specjalistów, do których trafiają z powikłaniami niezaopiekowanego ADHD, do których zaliczamy, m.in., depresję czy zaburzenia lękowe i często dopiero po jakimś czasie pojawia się podejrzenie zespołu nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi.
Zdaję sobie sprawę z tego, że co człowiek, to historia, ale może możesz powiedzieć, jak na diagnozę reagują osoby, które się jej zupełnie nie spodziewały, nie podejrzewały, że ich trudności mogą wynikać właśnie z ADHD?
- Reakcji rzeczywiście jest wiele, ale myślę, że uogólniając mogę opisać kilka najczęstszych. Pierwszą jest zaprzeczenie. Mam klientki, które przychodzą do mnie na coaching świeżo po otrzymaniu diagnozy i mówią: "myślę, że niechcący oszukałam lekarza, bo wcześniej dużo się naczytałam o ADHD i wiedziałam, jak odpowiadać na pytania". To dotyczy szczególnie perfekcjonistek, którym łatwiej uwierzyć, że po prostu są leniwe i mają słaby charakter, niż ograniczenia, na które nie mają wpływu.
- Poza tym osoby z ADHD od dziecka słyszą znacznie więcej negatywnych komunikatów, niż ich neurotypowi rówieśnicy, więc wiele z nich z czasem może te komunikaty zinternalizować. Choć przykre i szkodliwe, przez lata im towarzyszyły, więc nie porzucimy ich ot tak, bo dostaliśmy kartkę z diagnozą. Przełom przychodzi najczęściej wtedy, kiedy uda im się trochę odpuścić i zrozumieć, że nie wszystko od nich zależy. Że ich mózgi naprawdę inaczej funkcjonują i żeby móc łatwiej żyć trzeba przyjrzeć się swoim potrzebom i ograniczeniom, i układać życie biorąc je pod uwagę.
- Takie godzenie się z diagnozą bywa naprawdę trudne, Niektórym może towarzyszyć poczucie żałoby. Bo dawniej nie mówiono o ADHD, dzieci z tym zaburzeniem najczęściej dostawały łatki niegrzecznych, krnąbrnych, roztrzepanych, upartych, za to nie otrzymywały żadnej pomocy. Można więc doświadczać poczucia niesprawiedliwości - życie mogło być łatwiejsze, ale nie było. Pogodzenie się z tym, co nas spotkało wymaga czasu, jednak żeby to wszystko nie brzmiało tak negatywnie powiem, że w którymś momencie procesu, który zaczyna się po otrzymaniu diagnozy, pojawia się ulga. Czasem na początku, czasem po jakimś czasie. Ale przychodzi, razem z komunikatem: "nie jestem wybrakowana/y, gorsza/y. Po prostu mam ADHD".
Tak, rozmawiając o ADHD spotkałam się z tym komunikatem, ukrywającym się pod wieloma różnymi słowami. "Gorszy, słabszy, wolniejszy, nie tak inteligentny, łamaga sportowa, a nawet tchórz" - tak opisywały mi to, jak myślały o sobie w szkole i na studiach osoby z ADHD.
- Właśnie z tego powodu podczas pracy z klientami jestem szczególnie wyczulona na ich dialog wewnętrzny. Te 20 tysięcy negatywnych komunikatów więcej, które dzieci z ADHD słyszą do 12 roku życia, naprawdę nie wpadają w próżnię. Niestety bardzo często stają się częścią ich tożsamości i przekonań na własny temat. A ponieważ jako ludzie ogólnie jesteśmy bardziej wyczuleni na porażki, niż na sukcesy - bo dawniej to właśnie unikanie błędów pozwalało nam przeżyć, nasze mózgi "chętniej" koncentrują się na negatywnych doświadczeniach.
- Nie pomyślałabyś, ile trafia do mnie wspaniałych kobiet, które są czułymi, opiekuńczymi, uważnymi matkami, ciągle przekonanymi o tym, że zawalają. Bo zapominają o stroju na basen, jakiejś kartkówce, oddaniu lektury. I na podstawie takich zdarzeń budują w sobie obraz gorszego rodzica. To jest rozdzierający serce widok, bo czasami naprawdę trudno zmienić ten wewnętrzny dialog, szczególnie, jeśli otoczenie, w postaci partnera, mamy czy teściowej, dokłada swoje trzy grosze w postaci komunikatów: "znowu zapomniałaś, znowu nie dopilnowałaś, co z ciebie za matka?!".
No właśnie - jak na diagnozę może zareagować otoczenie? Pytam, bo zarówno wśród rodziców małych dzieci, które są diagnozowane jeszcze w szkole, jak i dorosłych, spotykam się z czymś w rodzaju wyparcia: "nie, mylicie się, to nie ADHD, to na pewno tylko normalne dziecięce zachowanie, czasowy kłopot, wina szkoły, lenistwo dorosłego dziecka" etc.
- No cóż, moi rodzice na początku zareagowali tak samo - właśnie zaprzeczeniem. Kiedy udało nam się spokojnie porozmawiać, okazało się, że było w tym sporo poczucia winy, że przecież starali się być dobrymi, uważnymi rodzicami, więc na pewno by coś zauważyli; że nie mieści im się w głowie, że mogli przeoczyć coś tak ważnego. Z tego wynika, że diagnoza ADHD może uderzać w takie poczucie rodzicielskiej kompetencji.
- Tymczasem warto pamiętać, że rodzice nie są przecież specjalistami z zakresu zdrowia psychicznego i diagnostami. Mają prawo nie wiedzieć, nie rozumieć, nie połączyć kropek. Dlatego zachęcam rodziców małych dzieci, by nie obruszali się na komunikaty, które słyszą w przedszkolach czy szkołach, ale decydowali się na diagnostykę, jeśli specjaliści ją sugerują. Taka sugestia nie jest bowiem żadnym zarzutem, że źle opiekujesz się dzieckiem, ale sygnałem, że coś może być na rzeczy. A wczesne postawienie diagnozy naprawdę znacząco ułatwia życie, i to nie tylko dziecku, ale całej rodzinie.
Mam wrażenie, że elementem godzenia się z diagnozą ADHD jest zrozumienie, że układ nerwowy działa inaczej, że ciało potrzebuje więcej wypoczynku. Dla osoby, które zawsze żyła w pędzie to może być bardzo trudne.
- Pełna zgoda. Zawsze powtarzam moim klientkom, że my jesteśmy jak takie dziesięcioletnie iPhony, które ładują się przez całą noc, a rano po 10 minutach już mają 80 proc. baterii. Osoby z ADHD wkładają o wiele więcej energii w wykonywanie najprostszych codziennych czynności, niż osoby neurotypowe, więc ich poziom zasobów naprawdę spada znacznie szybciej. Takie poczucie, że musimy starać się bardziej czy maskować problemy może wywołać poczucie niesprawiedliwości i złość: "Dlaczego po pracy jedynie, na co mam siłę, to leżenie przed telewizorem?", "dlaczego muszę zapisywać każdą najmniejszą pierdołę, bo inaczej zapomnę?", "Dlaczego zawsze muszę zareagować tak impulsywnie i sprowadzić na siebie problem?".
- Te pytania, choć charakterystyczne dla tego czasu "żałoby", mogą co jakiś czas wracać, bo życie po diagnozie nie stanie się automatycznie łatwiejsze. Zwłaszcza, kiedy są dzieci i nie możemy sobie pozwolić, żeby przez jakiś czas troszczyć się tylko o siebie.
- To temat, który nieustannie wraca podczas moich sesji - klientki wiedzą, że muszą nauczyć się zarządzać swoimi zasobami, ale często na początku uważają, że dbanie o siebie oznacza zaniedbanie dziecka, które jest dla nich najważniejsze. Z jednej strony to wydaje się oczywiste, że przemęczone i wypalone nie będą w stanie zaspokoić wszystkich potrzeb dzieci, ale często nie umieją sobie wyobrazić, jak można połączyć obie te strefy. Wtedy na sesjach pojawia się taki bunt: "no dobrze, skoro mam o siebie zadbać, to powiedz mi, jak i kiedy? Bo to wszystko tak ładnie brzmi, a ja nie mam nawet czasu, żeby usiąść i przez 5 minut pogapić się za okno".
- Myślę, że częściowo winne są social media, w których dbanie o siebie oznacza weekend spędzony w hotelu z koleżankami, wizyty u kosmetyczki, długie leżenie w wannie z książką w ręku, spędzanie "jakościowego" czasu bez dzieci. To wszystko oczywiście jest przyjemne, ale większości kobiet dostępne tylko od czasu do czasu, a jeśli coś nie zdarza się regularnie, nie pomoże nam zadbać o siebie w dłużej perspektywie.

Jedna z twoich bohaterek powiedziała, że jej dbaniem o siebie jest to, że kiedy jest z dzieckiem i czuje się przebodźcowana, zakłada słuchawki wygłuszające. Wcześniej miała z tego powodu wyrzuty sumienia, ale zobaczyła, jak bardzo ograniczenie poziomu hałasu wpływa na jej samopoczucie.
- To znakomity przykład, bo właśnie o taki self care mi chodzi: dostępny tu i teraz, nie zajmujący dużo czasu, niekoniecznie kosztowny. Czasami przeszkodą w zadbaniu o siebie są wyrzuty sumienia - na przykład po całym dniu mamy dość ludzi, dźwięków, ostrych świateł, a dziecko ciągnie nas do bawialni, w której tego wszystkiego będzie aż nadto. Można się wtedy ugiąć, ustąpić, ale potem zapłacić za to gorszym samopoczuciem czy złością na dziecko. A można wytłumaczyć mu, że dziś nie możemy pójść do bawialni, ale zamiast tego na wspólny spacer, na którym dziecko sobie pojeździ na rowerze czy poskacze w kałużach, a mama dostanie chwilę ciszy i zieleni.
- Warto nawet zrobić sobie listę rzeczy, które trwają chwilę, a regulują, i powiesić ją w widocznym miejscu, bo pod wpływem silnych emocji czasami zapominamy o tym, co mogłoby nam pomóc. To mogą być naprawdę proste rzeczy - szybki chłodny prysznic, kilka ćwiczeń rozciągających lub zatańczenie do ulubionej piosenki, kilka minut w ciszy z kawą. Wiem, że to brzmi bardzo niepozornie, ale w dłuższej perspektywie naprawdę działa.
Kiedy wspomniałaś o zrobieniu listy, pomyślałam sobie, że to wcale nie musi być takie łatwe, bo część osób z ADHD inaczej odczytuje impulsy płynące z ciała i może nie znać swoich potrzeb.
- To prawda, dlatego czasem mówię, że otrzymanie diagnozy może być początkiem poznawania siebie na nowo, także w obszarze odpoczynku. Wiem, że to ważny temat, bo ostatnio mam sporo klientek, z którymi pracuję właśnie w tym obszarze. Chcą zadbać o zasoby, o regenerację, ale nie umieją. Także dlatego, że polecane w prasie czy social mediach sposoby na nie zwyczajnie nie działają - np. jak wspomniałaś, ADHD może zaburzyć interocepcję, czyli odbieranie sygnałów płynących z działa, więc nawet regularne jedzenie, picie i korzystanie z toalety może być wyzwaniem. Dlatego to tak ważne, żeby proponowane rozwiązania były szyte na miarę, sprawdzone i łatwe do powtórzenia. Bo w razie nasilenia trudności ADHD funkcje wykonawcze słabną, więc łatwiej będzie pamiętać o czymś, co już wcześniej weszło nam w nawyk.
Zobacz również:
Z rozmów z osobami z ADHD wiem, że trudne jest dla nich także poczucie, że jako rodzice stale podlegają ocenom otoczenia. A jeśli czegoś nie dopilnują, od razu dostają łatki "chaotyczna matka", "niezainteresowany ojciec".
- No tak, bo zapomnieli, nie spakowali, nie dopilnowali, nie przyszli, nie zrobili stroju. Jasne, że czasem trudno w takich sytuacjach nie czuć wstydu czy złości na siebie, powiedziałabym, że to nawet naturalne, zwłaszcza, jeśli dziecko daje znać, że było mu trudno. Jednak kiedy do tego dochodzi jeszcze porównywanie się do innych rodziców i słuchanie komentarzy na swój temat, zrobi się naprawdę trudno. W social mediach można zobaczyć mamy, które przygotowują jakieś bajeczne śniadaniówki, piękne stroje na bal, ciasta na kiermasze; o wszystkim pamiętają, zawsze przychodzą. Wtedy można sobie pomyśleć, że ich rodzicielstwo jest łatwe i przyjemne, a nie taka orka, jak u nas. Jednak jest takie powiedzenie, które lubię powtarzać klientkom: "nie porównuj swojego zaplecza do czyjejś sceny" - to, co widzimy, jest tym, co ktoś chce nam pokazać. Nie całą prawdą o czyimś życiu.
Bardzo rozczuliła mnie wypowiedź jednej z twoich bohaterek, akurat mówiąca o pracy z dzieckiem, ale chyba dość uniwersalna dla osób z ADHD - że owszem, czyta poradniki, ale nie jest w stanie tak długo stosować zawartych w nich wskazówek, bo zapomina. I nie może sprawdzić, czy działają, czy nie.
- To bardzo typowe, bo ADHD oznacza trudności w zakresie funkcji wykonawczych - naszym problemem nie jest to, że nie wiemy, co czy kiedy mamy robić, ale mimo całej wiedzy często nie umiemy się czegoś zabrać. Gdyby istniał jeden poradnik, który przedstawiłby metodę niwelującą ten właśnie kłopot, autor zarobiłby miliony, a my żylibyśmy, jak to w bajkach, długo i szczęśliwie. Niestety, praca z ADHD nie polega na zastosowaniu jednego magicznego tricku, ale na mozolnym budowaniu rusztowań, które pomogą nam lepiej funkcjonować w codzienności. Jedną z jego części jest stworzenie pomostu między tym, co mam zrobić i nawet wiem, jak, a tym jak się do tego zmobilizować. To jest proces, a więc będą sukcesy, ale i porażki.
To, co mówisz, przypomina mi tytuły "ADHD to supermoc", których szczerze nie znoszę. Zwykle chodzi w nich o ten słynny stan flow i fiksację, które pozwalają się głęboko skoncentrować i zrobić jakieś zadanie szybciej, bardziej kreatywnie czy nowatorsko. Ale brakuje tego właśnie fragmentu o codziennej pracy nad sobą u układaniu rzeczywistości tak, by życie mogło być łatwiejsze.
- Jeśli chodzi o te słynne adehadowe moce, to jesteśmy dwie, również nie lubię tego określenia, bo oczywiście dobrze koncentrować się na pozytywach i mocnych stronach, ale bez zakłamywania rzeczywistości - życie z ADHD bywa trudne. Uważam nawet, że w dzisiejszym świecie późnego kapitalizmu, który opiera się na sprawnych funkcjach wykonawczych, jeszcze trudniej, niż dawniej, kiedy duża część pracy opierała się na sile czy zdolnościach manualnych. Dlatego uważam za tak ważne kształtowanie środowiska, w którym będzie można zaspokoić przynajmniej część naszych potrzeb. To może wiązać się np. ze zmianą pracy, przeprowadzką do spokojniejszego miejsca, a nawet rezygnacją z jakichś znajomości, które sprawiają, że czujemy się gorsi.
- Takie "życiowe porządki", akceptacja siebie i tego, że być może muszę zacząć żyć trochę inaczej, niż inni ludzie, często są początkiem łatwiejszego życia. Można się buntować, można próbować żyć "na siłę" forsując rozwiązania, które do nas kompletnie nie pasują. Albo uznać, że skoro w tym życiowym rozdaniu dostaliśmy takie karty, to takimi gramy. Skoncentrować się nie na wyzwaniach, tylko na mocnych stronach i to na nich budować. To szczególne ważne dla rodziców, których dzieci również mają ADHD, bo dzięki temu mogą im dać nie tylko zrozumienie, ale i wiedzę o tym, jak zaprojektować życie "pod siebie".
- Myślę sobie, że większość osób z naszego pokolenia musiała, czy musi, samodzielnie nad sobą pracować czy sięgać po pomoc specjalistów. A nasze dzieci mogą mieć już łatwiej, bo wyrastają w domu, w którym mogą na co dzień podglądać, jak można ułatwiać sobie codzienność, uznawać swoje ograniczenia i koncentrować się na talentach czy pasjach. To prezent nie do przecenienia, a także kolejny argument dla rodzica za tym, że dbanie o siebie przysłuży się nie tylko jemu, ale całej rodzinie.












