Z najnowszej wersji raportu "Barometr WHC", opublikowanej w styczniu b.r. przez fundację Watch Health Care wynika, że aktualnie (dane gromadzono jesienią ub.r.) na wizytę u lekarza specjalisty czeka się w naszym kraju 4,2 m-ca, a na badanie diagnostyczne 2,8 mc-a. To rekordowe dane, nienotowane od 14 lat, czyli do czasu, kiedy fundacja regularnie publikuje odświeżone wersje raportu. Dla porównania, w 2012 roku średni czas oczekiwania na świadczenie zdrowotne wynosił 2,4 m-ca. "Średnio" jest jednak słowem bardzo nieprecyzyjnie oddającym faktyczny czas oczekiwania, który zależy od bardzo wielu czynników, m.in., miejscowości, konkretnej poradni czy szpitala, specjalizacji lekarza, typu badania lub rodzaju operacji.
Nie średnie, ale realne
Bardziej adekwatne dane można sprawdzić, przyglądając się poszczególnym specjalizacjom lub świadczeniom. O ile do kardiologa nie czeka się znacznie dłużej, niż pokazuje średnia, bo 4,6 mc-a, o tyle sprawy mają się inaczej w przypadku innych specjalizacji. Na przykład do neurochirurga czeka się średnio 13,1 mc-a, endokrynologa - 12,9 mc-a, diabetologa - 5,4 mc-a, reumatologa - 4,8, mc-a otolaryngologa - 3,5 mc-a, a neurologa - 1,8 mc-a. Warto jednak pamiętać, że mowa tu o wizytach pierwszorazowych, będących często wstępem do całego procesu leczenia, tj. diagnostyki, ew. skierowania na zabieg i samego zabiegu.
Weźmy na przykład zabiegi laryngologiczne, które nie wymagają długiego pobytu na oddziale (zazwyczaj hospitalizacja trwa do trzech dni). Na jeden z najpopularniejszych, czyli prostowanie krzywej przegrody nosa, czeka się średnio 16,7 mc-a, jednak ankieterowi pracującemu nad gromadzeniem danych do wspomnianego wyżej raportu, który dzwonił do różnych placówek podając się za pacjenta "z nawracającymi ostrymi zapaleniami zatok, w jednym w ośrodków w województwie mazowieckim zaproponowano kwalifikację do operacji w roku 2029, a następnie oczekiwanie na zabieg kolejne 2 lata". Drugim, podobnie rutynowym zabiegiem, wykonywanym na oddziałach otolaryngologicznych, jest usuwanie migdałków podniebiennych. W raporcie nie podano średniej dla całego kraju, ale zamieszczono przypadki dwóch pacjentów - dziecka i dorosłego.
Kobieta, lat 29: "niedosłuch spowodowany stanem zapalnym migdałków podniebiennych; niedrożność nosa; bóle okolic szczękowo-nosowych; posiada skierowanie od laryngologa" - czas oczekiwania: 12,8 miesiąca
Dziecko, lat 3,5: "trzykrotnie przeszło zapalenie oskrzeli w ciągu pół roku; przewlekły ropny katar; nawracające infekcje dróg oddechowych; obecnie ból ucha; badanie laryngologiczne wykazało przerośnięcie trzeciego migdałka 2-3 stopnia" - czas oczekiwania: 14 miesięcy.
Myślałam , że na zabieg nie będę czekać długo, dopuszczałam rok, półtora. Termin dostałam na październik 2029.
Za trzy lata albo kiedy ktoś umrze
Zdarza się również, że choć pierwsza wizyta w poradni odbywa się dość szybko, czas oczekiwania na zlecony w niej zabieg jest długi.
- Od dawna mam problem z przewlekłym bólem kręgosłupa spowodowanym przerostem piersi. Zimą tego roku ortopeda i fizjoterapeuta rozłożyli ręce i powiedzieli, że bez zabiegu redukcji nigdy nie pozbędę się bólu - opowiada 40-letnia Aldona z Krakowa. - Dostałam skierowanie, zarejestrowałam się do poradni chirurgii plastycznej w szpitalu wojskowym w Krakowie i dostałam zaskakująco bliski termin, czekałam może ze dwa miesiące. Myślałam więc, że i na sam zabieg nie będę czekać długo, dopuszczałam rok, półtora. Termin dostałam na październik 2029. Pani doktor była bardzo miła i tłumaczyła, że w kolejce mają jeszcze dużo operacji plastycznych brzuchów.
Kolejki nie dotyczą oczywiście wyłącznie poradni, badań i zabiegów, ale także przyjęć na odziały szpitalne i do zakładów specjalistycznych. Milena Kruszewska, prezeska Fundacji Watch Health Care, w opublikowanej w serwisie YouTube rozmowie z Aleksandrą Kurowską, komentując tegoroczny raport powiedziała: "Jest coraz więcej starszych osób w Polsce, które potrzebują pomocy. Na przykład na pobyt w zakładzie pielęgnacyjno-leczniczym w 2023 roku można się było całkiem szybko dostać, bo w ciągu miesiąca, i uzyskać pomoc. Teraz jest to 13,7 miesiąca, kolejka w ciągu roku wydłużyła się o prawie rok. Najsmutniejsze jest to, że kiedy nasi ankieterzy dzwonią do placówek medycznych jako pacjenci z określonymi potrzebami zdrowotnymi, słyszą od rejestratorek np. ".

Terminy niby są, ale jednak nie ma
Z kwestią terminów wiąże się jeszcze jedna kwestia, którą warto wyjaśnić. Zdarza się bowiem, że pacjenci, idąc za radę pracowników rejestracji, usiłują sprawdzić daty w jedynym oficjalnym źródle, czyli internetowym "Informatorze o Terminach Leczenia NFZ" (terminyleczenia.nfz.gov.pl). Dane te pochodzą z raportów ze szpitali i poradni, które "mają obowiązek przekazywać oddziałom wojewódzkim NFZ codziennie informację o pierwszym wolnym terminie" (za NFZ). Rzecz jednak w tym, że nie można już sprawdzić, jak dawniej, "pierwszego wolnego terminu", a jedynie "średni czas oczekiwania" i liczbę osób czekających w kolejce. Na tej podstawie trudno jednak zorientować się, gdzie można liczyć na szybszy termin.
- O tej stronie dowiedziałam się od lekarki, która zleciła mi wykonanie gastroskopii - zgadza się 41-letnia Magda z Katowic. - Weszłam na stronę, pomyślałam, że jest całkiem dobrze zrobiona, bo wyszukiwarka jest czytelna, ale potem się kompletnie pogubiłam: czy szukać poradni z krótszym średnim czasem oczekiwania, czy może z mniejszą kolejką? Bo przecież jeśli kolejka jest duża, to placówce może skończyć się limit, zanim nadejdzie moja kolej. W końcu postawiłam na starą dobrą metodę telefoniczną, skorzystałam z infolinii NFZ i tam mi faktycznie pomogli (mowa o bezpłatnej Infolinii Narodowego Funduszu Zdrowia, o numerze 800 190 590 - przyp. red. ).
Z tego, że publikowane w "Informatorze…" dane mogą nie być aktualne, zdaje sobie sprawę sam NFZ. Aleksandra Kwiecień, rzeczniczka prasowa małopolskiego oddziału NFZ, zapytana o wiarygodność dotychczasowych danych o kolejkach, odpowiedziała: - Jakość danych publikowanych w informatorze o terminach leczenia była uzależniona od rzetelności informacji przekazywanych przez poszczególnych świadczeniodawców. Na ograniczenia tego narzędzia miała również wpływ dynamika zmian w zakresie wolnych terminów. Zdarzało się, że dane aktualne na moment publikacji przestawały takimi być chwilę później ze względu na rejestracje wizyt dla kolejnych pacjentów.
Korzystanie z innych wyszukiwarek nie gwarantuje wcale otrzymanie lepszych czy jaśniejszych wyników, bo wszystkie opierają się na danych pozyskanych z "Informatora…". Na dodatek nigdy nie wiadomo, jak często owe dane są aktualizowane.
Żeby poprawić informacje o terminach, NFZ od 2024 prowadzi prace nad systemem PCUŚ (Prognozowany Czas Oczekiwania na Udzielenie Świadczenia), który ma zostać wdrożony jeszcze w tym roku. Z założenia dane będą aktualizowane raz w miesiącu, a w przypadku świadczeń objętych Centralną e-Rejestracją - codziennie.
- Nie jest to wskazanie rzeczywistego terminu konsultacji czy badania - zastrzega jednak Kwiecień. - Ale to poglądowa informacja, dzięki której pacjent wie, kiedy może się spodziewać wyznaczenia terminu wizyty i jak prognozowany czas oczekiwania różni się między poszczególnymi podmiotami, które odpowiadają za dany rodzaj świadczeń.

Jeden problem, wiele przyczyn
Choć nakłady na ochronę zdrowia systematycznie rosną, kolejki do świadczeń wcale się nie skracają. Po części wynika to z faktu, że system nadal pozostaje niedofinansowany - autorzy raportu "Barometr WHC" wskazują, że mimo tego, iż w 2026 na ochronę zdrowia przeznaczono rekordowe 6,8 PKB, to "wciąż brakuje ok. 23 mld zł", by system mógł sprawnie działać.
Jednak pieniądze nie są jedynym problemem. Innym jest to, że "kompleksowe" leczenie odbywa się w wielu etapach, do których obowiązują oddzielne kolejki, a przykładowa ścieżka może wyglądać tak (za "Barometrem"): Pacjent z dusznością zostaje skierowany z POZ do kardiologa, na którego czeka 4,6 m-ca. Następnie wykonuje badania - na założenie holtera EKG czeka 2 m-ce, a na USG serca - 4. Rozpoznana zostaje wada zastawki, czas oczekiwania na konsultację u kardiochirurga wynosi 1,5 m-ca, a na zaleconą przez niego koronarografię - 5,8 m-ca. Po niecałym miesiącu dochodzi wreszcie do wymiany operacji, a łączny czas leczenia od pojawienia się objawów trwa niespełna 20 m-cy.
Specjaliści zwracają również uwagę na niedobór kadry medycznej, zwłaszcza pielęgniarek, połączony z nierównomiernym dostępem do lekarzy - dotyczy to szczególnie wsi i mniejszych miejscowości, w których pracuje mniej specjalistów niż w większych miastach. Z kolei dyrektorzy przychodni zwracają często uwagę na to, że pacjenci nie odwołują wcześniej umówionych wizyt, uniemożliwiając tym samym skorzystanie z terminów innym potrzebującym (pisaliśmy o tym TUTAJ).
Tę obserwację potwierdza również Aleksandra Kwiecień, przytaczająca dość niepokojące dane. - W 2025 r. w Małopolsce przepadło 227,5 tys. nieodwołanych wizyt i badań. Najwięcej w zakresie ortopedii i traumatologii ruchu, kardiologii, neurologii i okulistyki. Rzeczniczka mówi, że pacjenci nie odwołują wizyt mimo tego, że ci z nich, którzy przy rejestracji podali swój numer telefonu, otrzymują sms przypomnienia. Dostrzega jednak problem, o którym i mi opowiadały osoby korzystające z publicznej ochrony zdrowia.
- Zgodnie z obowiązującymi przepisami pacjent ma obowiązek poinformowania o rezygnacji z wizyty. Placówki powinny zaś umożliwiać chorym skuteczne wywiązywanie się z tego obowiązku. Z informacji przekazywanych przez pacjentów wynika, że brak możliwości dodzwonienia się do rejestracji jest częstą przyczyną nieodwoływania wizyt. Docelowym rozwiązaniem, które ułatwi umawianie i odwoływanie konsultacji, jest Centralna e-Rejestracja.
O przyczyny kolejek zapytałam również Ministerstwo Zdrowia, które wskazało kolejne powody: "powstawanie list oczekujących spowodowane jest, m.in., zmianami demograficznymi, takimi jak starzenie się społeczeństwa, wiążące się ze zwiększeniem liczby świadczeń, rozwojem medycyny i pojawianiem się coraz droższych technologii medycznych, wzrostem popytu na usługi wyższej jakości, związane ze wzrostem świadomości społeczeństwa i wiedzy w zakresie nowych metod leczenia, dynamicznie wzrastającą liczbą osób z określonymi schorzeniami, w tym cierpiących na choroby przewlekłe, ograniczonymi środkami przeznaczanymi na finansowanie świadczeń oraz niewystarczającą liczbą lekarzy określonych specjalności (poradni), ich nierównomiernym rozmieszczeniem oraz zróżnicowanym poziomie wyposażenia.
Wpływ mają też wybory świadczeniobiorców, którzy wolą konsultować się u specjalisty, zamiast u lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. Ponadto często pacjenci realizując prawo wyboru świadczeniodawcy nie kierują się wyłącznie długością czasu oczekiwania, ale także renomą konkretnego świadczeniodawcy w skali kraju. Świadomie rezygnują z możliwości szybszego uzyskania dostępu do świadczenia u innego świadczeniodawcy na rzecz wykonania świadczenia u wybranego przez siebie, uznanego za najlepszego świadczeniodawcy".
W 2025 r. w Małopolsce przepadło 227,5 tys. nieodwołanych wizyt i badań.
Pacjent poczeka, choroba nie
Choć temat długich kolejek do specjalistów stał się już powodem żartów i internetowych memów, a niektórych po prostu frustruje, nie należy go bagatelizować, bo dla wielu chorych konsekwencje zbyt długiego oczekiwania na wizytę lub zabieg mogą okazać się tragiczne. We wstępnie do raportu fundacji Watch Health Care został użyty termin "kolejką jest technologią o udowodnionej szkodliwości" - czyli zjawiskiem, które może sprawić, że stan pacjenta się pogorszy, utraci on sprawność lub dojdzie to takiej progresji choroby, że leczenie, wcześniej możliwe i potencjalnie efektywne, przestaje mieć już sens. Poza tym odległe terminy powodują, że część pacjentów, dodajmy - tych, których na to stać, co samo w sobie prowadzi do powstania nierówności społecznych, zaczyna korzystać z prywatnego sektora. Może to wyglądać tak, jak w przypadku 41-letniego Piotra z Krakowa.
- Od lat męczę się z przewlekłym zapaleniem zatok. Doszło już do tego, że straciłem węch i smak, bo wszystkie ujścia zatok były niedrożne. Chodziłem po przypadkowych lekarzach, aż w końcu pomyślałem, że pójdę do kogoś z doświadczeniem. Wybrałem się więc do ordynatora oddziału otolaryngologicznego, bo ktoś powiedział mi, że to świetny specjalista od zatok - opowiada Piotr. - Faktycznie, po raz pierwszy ktoś porządnie przeanalizował mój wynik tomografu, a nie tylko rzucił na niego okiem, narysował mi na kartce co się dzieje, dlaczego i co trzeba z tym zrobić. Zlecił zabieg FESS. Na pożegnanie zażartowałem: no to do zobaczenia w szpitalu X (w którym pracował lekarz - przyp. red.). A on powiedział: no jeśli chce pan czekać dwa lata, ale nie polecam. I zaczął mówić o możliwości prywatnej operacji, którą sam wykona, w klinice w innym mieście.
Piotr nie zdecydował się na opcję prywatną (kosz to ok. 8-14 tys. zł w zależności o stopnia skomplikowania zabiegu, np. konieczności wycięcia polipów) i znalazł odział w niewielkim szpitalu powiatowym, w którym zabieg wykonano zaledwie kilka miesięcy później. Jednak jest wiele osób, które, z powodu cierpienia, bólu czy strachu, udadzą się na płatne konsultacje i zabiegi.
- Miałbym środki, żeby zrobić ten zabieg prywatnie, ale już nie na to, żeby go powtórzyć. A po roku okazało się, że trzeba tak zrobić - tłumaczy Piotr. - Nie powinno być tak, że tylko ludzie z pieniędzmi albo rodziną, która ich poratuje w potrzebie, mogą liczyć na sensowne leczenie.

"Tak być nie powinno": A jak będzie?
Z tego, że problem kolejek istnieje, zdają sobie sprawę nie tylko pacjenci i lekarze, ale także pracownicy NFZ i Ministerstwa Zdrowia, które zapewnia, że "skracanie czasu oczekiwania jest jednym z głównych priorytetów Ministra Zdrowia". Z odpowiedzi na pytania, przesłane do biura prasowego Ministerstwa Zdrowia, wyłania się kilka kierunków działań, które mają pomóc w rozładowaniu kolejek do świadczeń. Ministerstwo chce to osiągnąć przez rokroczne podnoszenie środków przeznaczonych na finansowanie ochrony zdrowia; wprowadzaniu "bodźców finansowych" za oferowanie większej liczby wizyt czy badań, poprzez oferowanie korzystniejszego przelicznika per świadczenie; zwiększenie uprawnień lekarzy POZ (w ramach opieki koordynowanej) do zlecania badań wcześniej zarezerwowanych wyłącznie dla lekarzy specjalistów, czyli kardiologa, diabetologa, alergologa, nefrologa, endokrynologa i specjalisty chorób płuc; kontynuowanie wprowadzania rozwiązań z dziedziny telemedycyny, takich jak konsultacje telefoniczne czy wystawianie e-skierowań; wprowadzenie mechanizmu "motywującego poradnie specjalistyczne do zwiększania odsetka przyjmowanych pacjentów pierwszorazowych".
Z dostępnych danych, którymi dysponuje NFZ, wynika, że finansowe "mobilizowanie" placówek do przyjmowania większej liczby pacjentów pierwszorazowych przynosi efekty. - Po wprowadzeniu nowych rozwiązań wzrósł udział wizyt pierwszorazowych w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej. W trzecim kwartale 2025 r. lekarze specjaliści w całej Polsce przyjęli o 200 tys. nowych pacjentów więcej niż rok wcześniej - mówi Kwiecień. Jednak część osób, które już pozostają pod opieką poradni specjalistycznych objawia się, że ze względu na większą liczbę nowych pacjentów, wydłużą się terminy na wizyty kontrolne.
- Nowe zasady nie oznaczają, że poradnie mają rezygnować z opieki nad chorymi pozostającymi w leczeniu - uważa Kwiecień. - Mechanizm rozliczeniowy nie nakazuje ograniczania wizyt kontrolnych, nie określa też maksymalnej liczby pacjentów pozostających pod opieką poradni. Jest jedynie zachętą do zmiany organizacji pracy tak, by zwiększyć odsetek wizyt pierwszorazowych. Warto pamiętać, że pacjenci zdiagnozowani, stabilni, z ustalonymi planem leczenia w poradni specjalistycznej mogą w większym stopniu pozostawać pod opieką lekarzy rodzinnych. Ułatwia to m.in. model opieki koordynowanej w podstawowej opiece zdrowotnej. W Małopolsce realizuje go już blisko 280 placówek POZ.
Kolejnym, testowanym od kilku miesięcy i stopniowo wdrażanym w coraz większej liczbie placówek, jest system Centralnej e-Rejestracji, który pozwala umawiać się na wizyty czy badania bezpośrednio przy pomocy jednej platformy, bez konieczności telefonowania czy osobistej rejestracji w różnych placówkach. System docelowo ma objąć wszystkie działające w Polsce placówki ochrony zdrowia, ale podmioty, które już z niego korzystają, potwierdzają, że wstępne założenia, takie jak ograniczenie liczby nieodwołanych wizyt (m.in. dzięki wysyłanym automatycznie przypomnieniom) i efektywne zapełnianie powstałych w ten sposób "wolnych" wizyt się sprawdzają.
Dodatkowo Ministerstwo wspomina o rozpoczętym jeszcze w 2024 roku programie nazywanym "Odwróconą Piramidą Świadczeń", której celem jest zatrzymanie pacjentów w POZ, m.in. dzięki wspomnianemu wyżej realizowaniu wcześniej niedostępnych lekarzom POZ badań. Co prawda POZ już teraz są przeciążone, a wizyt u specjalistów nie ubywa, jednak Ministerstwo przekonuje, że na efekty wprowadzonych zmian trzeba poczekać. "Odwrócenie piramidy świadczeń ma charakter złożonego i rozłożonego w czasie procesu, którego rezultatów nie można oczekiwać w krótkiej perspektywie. Efekty podejmowanych działań ujawniają się bowiem stopniowo, w miarę konsekwentnego wdrażania przyjętych rozwiązań oraz dostosowywania struktury systemu do zakładanych założeń (…). Efektem reformy będzie poprawa dostępności i skrócenie czasu oczekiwania poprzez przesunięcie znacznej części świadczeń z poziomu szpitali do AOS, zwiększenie dostępności do badań diagnostycznych w warunkach ambulatoryjnych (dzięki regulacjom sprzyjającym realizacji tych świadczeń w AOS), a także zmiana - tam, gdzie jest to możliwe - hospitalizacji kilkudniowych na rzecz jednodniowych".
Wygląda więc na to, że choć o kolejkach wiemy wszyscy i nikt nie neguje tego, że na świadczenia trzeba czekać, musimy również poczekać na efekty już wdrożonych rozwiązań - lub na wymyślenie zupełnie innych. Tymczasem jedyne, co pozostaje pacjentom, to samodzielne szukanie placówek, które oferują najlepsze terminy - jak Piotr, który zabieg FESS wykonał w szpitalu oddalonym od jego miejsca zamieszkania o niespełna 200 kilometrów.











