Spis treści:
- Spinalonga - mała wysepka z długą historią
- Wegetacja w leprozorium
- Lata 30. i zmiana warunków na wyspie
- Lekarstwo na trąd
- Byli wolni, ale nie mieli dokąd wracać
- Dzieci ze Spinalongi
- Trąd - choroba, która wciąż istnieje
- Strach, który zamroził ludzkie sumienia
Spinalonga - mała wysepka z długą historią
U północno-wschodnich wybrzeży Krety, w Zatoce Elounda leży Spinalonga. Skalista wyspa o powierzchni zaledwie 85 tys. metrów kwadratowych. Przez wieki była strategicznym punktem na mapie Krety. Jej położenie miało ogromne znaczenie dla żeglarzy i kupców - właśnie dlatego w XVI wieku Wenecjanie wznieśli tu potężną twierdzę, która miała chronić ważny szlak handlowy przed piratami i Turkami. Choć wyspa była zamieszkana już w czasach antycznych, to właśnie weneckie fortyfikacje nadały jej charakter, który w dużej mierze zachowała do dziś. Te same fortyfikacje stały się więzieniem dla nieuleczalnie chorych.
Gdy myślimy o trądzie, mogłoby się wydawać, że historia leprozorium na Spinalonga dotyczy czasów zamierzchłych. Jednak w tej historii najbardziej szokujący jest fakt, że kolonia trędowatych powstała tam w 1903 roku, a zamknięta została dopiero w 1957 r. jako jedno z ostatnich miejsc izolacji chorych w Europie.
Przeraża również to, że wyspa trędowatych leży niezwykle blisko miejscowości Plaka. Wywożeni stamtąd chorzy widzieli swoje domy z miejsca wygnania. Jednak często sami decydowali się na izolację, by nie narażać swoich najbliższych na stygmatyzację.
Wegetacja w leprozorium
Pierwsi chorzy przypłynęli na Spinalongę w 1904 roku. Było ich wielu, aż 251 trędowatych. Co zastali? Skrajnie trudne warunki, bo decyzja o utworzeniu kolonii nie niosła za sobą budowy jakiejkolwiek infrastruktury dla izolowanych. Jedynie żółta flaga na wysokim maszcie ostrzegała podróżnych przed przybijaniem do brzegu. Przecież trędowaci nie trafili tu na leczenie, zostali odizolowani - bo właśnie o to chodziło - by uratować przed nimi zdrowe społeczeństwo. Dlatego na wyspie pojawili się strażnicy. Wybrano na nich byłych więźniów, więc nietrudno się domyślić, że nie tylko nędza doskwierała tu chorym.
Trzeba tu jednak było jakoś żyć. Nowi mieszkańcy wyspy niszczyli opuszczone przez Turków domy, by budować własne. Byli uzależnieni od tego, co wysłała rodzina. Łodziami przypływały paczki, ale przewoźnicy nie robili tego oczywiście za darmo - nietrudno się domyślić, że stawki były drakońskie. Dlatego trędowaci ze Spinalongi musieli radzić sobie jakoś sami. Ich życie było nędzne i naznaczone cierpieniem - obracało się głównie wokół zdobywania pożywienia. Nic dziwnego, że niektórzy decydowali się na ucieczkę lub samobójstwo.
Z czasem na wyspie powstawała infrastruktura niezbędna do życia. Była uboga, siermiężna, ale stwarzała choćby pozory normalności. Choć władze greckie starają się ustami przewodników turystycznych romantyzować historię Spinalongi, to gdy tam będziesz nie daj sobie wmówić, że było to miejsce przyjazne i bezpieczne. Nie było, a co szokuje najbardziej to fakt, że nigdy nie było tam szpitala. Chorzy leczyli się samodzielnie, korzystali z tego co mieli - strzępy ubrań służyły za bandaże, a próby leczenia olejem chaulmoogra (pozyskiwanym z nasion drzewa Hydnocarpus) niedożywionych ludzi rzadko przynosiły pożądany skutek.

Lata 30. i zmiana warunków na wyspie
W 1925 roku na wyspie pojawił się lekarz - dr Grammatikakis, który zaczął udzielać pomocy medycznej i przesyłał raporty na ląd. Trzy lata później wyspę odwiedził francuski bakteriolog, noblista dr Charles Nicolle. Po jego wizycie chorzy otrzymali możliwość leczenia preparatem hygranol. Warto zaznaczyć, że wciąż nie było tam szpitala, a jedynie punkt medyczny w odrestaurowanym meczecie. Działało również prymitywne pomieszczenie do dezynfekcji osób, które wyjeżdżały z wyspy.
Niewielki przełom nastąpił, gdy na Spinalongę przywieziono chorego na trąd studenta prawa - Epaminondasa Remoundakisa. Przebywał tam od 1936 roku i był jednym z ostatnich, którzy opuścili wyspę w latach 50. Założył "Bractwo Chorych ze Spinalongi pw. św. Pantelejmona" - co pozwoliło nieco poprawić byt mieszkańców. Początkowo trędowaci aktywiści sprzątali ulice, działali dla poprawy warunków higienicznych. Remoundakis regularnie pisał listy do greckich władz opisując sytuację i potrzeby chorych na Spinalondze. Dzięki jego zaangażowaniu pozwolono trędowatym zawierać małżeństwa i prowadzić działalność gospodarczą. Zaczęło rozwijać się życie kulturalne - powstała kawiarnia, organizowano koncerty muzyczne.
Młody prawnik walczył również o godne traktowanie chorych i edukację zdrowych. Pamiątką takich działań jest zdjęcie grupy Greków, którzy odwiedzili wyspę. Jednym z efektów jego działań był zakaz używania luster na wyspie, tak, aby chorzy nie byli zmuszeni oglądać swoich zdeformowanych ciał.
Mimo lepszej sytuacji na wyspie, chorzy cały czas byli uzależnieni od pomocy płynącej z Krety. Niestety wybuch II wojny światowej sprawił, że znów cierpieli głód i nędzę. Z drugiej strony niemieckie wojsko trzymało się od nich z daleka - to uratowało ich przed innymi okrucieństwami wojny. Głód doskwierał im tak bardzo, że znalazło się kilku śmiałków, którzy postanowili odległość od wyspy do Plaka pokonać wpław. Jak podają źródła, ich ciała zniszczone chorobą i głodem nie zawiodły - dotarli na Kretę i tam zginęli zastrzeleni przez niemieckich żołnierzy.

Lekarstwo na trąd
Z drugiej strony to właśnie w latach 40. XX w. pojawiła się nadzieja - sulfony. Były to pierwsze skuteczne leki przeciwprątkowe stosowane systemowo i znacząco zmniejszające "obciążenie" bakterii. Dapsone (DDS) używany był w monoterapii od lat 40., a jego wdrożenie zaczęło zmniejszać potrzebę całkowitej izolacji. Lek dotarł na wyspę Spinalonga z opóźnieniem, w Europie trwała wojna. Miało to miejsce w 1948 roku. Dlaczego rząd grecki nie podjął już wtedy działań w celu uwolnienia chorych z leprozorium? To pytanie zadaje sobie chyba każdy, kto poznaje tę historię. Szpitale i leprozoria w tym kraju zaczęto stopniowo likwidować dopiero w 1952 roku.
Byli wolni, ale nie mieli dokąd wracać
Zasada izolacji została formalnie zniesiona w 1955 roku, choć wyspa funkcjonowała jeszcze przez dwa lata. Część chorych chętnie ją opuściła kierowana potrzebą wolności. Jednak tak, jak postąpiono z nimi skazując ich na izolację, tak po uwolnieniu również nie otrzymali wsparcia. Piętno trądu było tak silne, że rodziny pisały do chorych by ci nie wracali do domów. To przerażające, że ostatni z trędowatych został z wyspy usunięty niemal siłą - tak bardzo nie chciał wracać do świata, który go odrzucił.
Miał po części rację - bo rzeczywistość znów okazała się dla chorych okrutna. Społeczeństwo greckie nie było przygotowane na ich powrót. Rodziny nie chciały przyjmować ich pod swój dach, nikt nie chciał dawać im pracy. Większość z nich trafiła do utworzonego w Atenach, a konkretnie Ajia Warwara szpitala.
Dzieci ze Spinalongi
Trąd nie powoduje bezpłodności, więc naturalnie podczas ponad 50 lat działania w leprozorium rodziły się również dzieci. Do lat 30. XX wieku żyły one z chorymi rodzicami na wyspie. Były zdrowe, mogły wrócić do krewnych, tyle że nikt ich tam nie chciał. Obawa przed chorobą była tak silna, że pozwalała skazywać maluchy na gehennę Spinalongi.
W latach 30. w Atenach powstał dla nich sierociniec. Trafiały tam i od razu były pozbawiane prawdziwej tożsamości. Wymazana przeszłość pozwalała im rozpocząć nowe życie w rodzinach adopcyjnych. Szacuje się, że na wyspie urodziło się ok. 1000 dzieci, zdecydowana większość z nich opuściła ją w wieku niemowlęcym - zatem nie mają pojęcia o tym, że urodzili się na wyspie trędowatych. Są jednak tacy, którzy pamiętają. Co roku na Spinalongę przypływa sędziwy już człowiek, który jako 7-latek został zabrany z wyspy. Wraca tu z szacunku dla matki, która robiła wszystko, by jej syn nie zaraził się trądem.
Trąd - choroba, która wciąż istnieje
W trakcie wizyty na Spinalonga wielu turystów jest zaskoczona, gdy dowiaduje się, że trąd nie zniknął z naszej planety wraz z wynalezieniem lekarstwa. Co roku na świecie wykrywanych jest około 170-200 tys. nowych przypadków. Trąd wciąż występuje w 120 krajach. a największe skupiska nowych zachorowań znajdują się w regionach Azji Południowo-Wschodniej i Afryce Subsaharyjskiej - m.in. w Indiach, Indonezji, Brazylii, Mozambiku.
Trąd wywołuje zakażenie prątkami bakterii Mycobacterium leprae. Atakuje skórę, nerwy obwodowe, błony śluzowe i oczy. Na początku mogą pojawiać się plamy skóry o zmienionej pigmentacji i obniżonej czuciowości, drętwienie lub pieczenie kończyn, pogrubione nerwy, powolne osłabienie siły mięśni. Jeśli choroba nie jest leczona, dochodzi do powikłań: owrzodzeń troficznych, zniekształceń palców rąk i nóg, zmian w nosie lub uszach, uszkodzenia wzroku bądź deformacji - co prowadzi do trwałych kalectw.
Współczesne metody leczenia pozwalają nie tylko zatrzymać postęp tej choroby, ale w wielu przypadkach cofnąć zmiany i zapobiec nieodwracalnym uszkodzeniom. Terapia wielolekowa (MDT - multidrug therapy), która łączy m.in. rifampicynę, dapsonę i klofaziminę, jest oferowana bezpłatnie w krajach dotkniętych chorobą. Dzięki temu możliwe jest także przywrócenie funkcji nerwów i skóry, jeżeli interwencja nastąpi wcześnie - a opóźnienie leczenia znacząco zwiększa ryzyko trwałych uszkodzeń. Po kilku tygodniach leczenia pacjent przestaje być zakaźny, co eliminuje potrzebę izolacji.
Strach, który zamroził ludzkie sumienia
Spinalonga nie była jedynym europejskim leprozorium, ale tylko ona jest jaskrawym przykładem tego, jakie spustoszenie w ludzkiej duszy może siać strach i brak rzetelnej wiedzy. Przed wynalezieniem skutecznego leku na trąd chorzy byli wyrzucani poza nawias społeczeństwa, zresztą po zlikwidowaniu leprozoriów nie było wcale lepiej. Obawa przed zarażeniem się była tak silna, że doprowadzała do wielu osobistych tragedii.
Z jednej strony izolacja była konieczna - z drugiej mity i przekonania, które narosły wokół tej choroby tak silne, że konsekwencją było skazywanie żywych ludzi na społeczny niebyt, nędzę i odrzucenie. Nazwiska trędowatych usuwano z rejestrów ich rodzinnych miejscowości w chwili skierowania na wyspę. Dokumentacja, która była prowadzona na miejscu również zniknęła. Nic dziwnego, że temat ten w społeczeństwie kreteńskim wciąż wzbudza kontrowersje. Z relacji osób, których członkowie rodziny znaleźli się na Spinalondze wynika, że starsze pokolenie skrzętnie ukrywało ten fakt. Wielu z nich do dziś nie chce o tym mówić. Czy można ich za to potępiać?














