Karolina Wachowicz: Pochodzisz z Iraku. Jak to się stało, że teraz pracujesz i mieszkasz w Polsce?
Abdullah Alfakheri: Moja rodzina pochodzi z Bagdadu w Iraku, ale ja urodziłem się i wychowałem w Szardży, w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Dorastanie w ZEA od początku dawało mi kontakt z wieloma kulturami, co, jak myślę, później ułatwiło mi odnalezienie się za granicą. Do Polski przyjechałem w wieku 17 lat, żeby studiować medycynę. Duży wpływ na tę decyzję miał mój ojciec, który w latach 90. mieszkał w Warszawie i robił doktorat w Szkole Głównej Handlowej. Wychowałem się na jego opowieściach o mieście i studiach, dlatego Polska wydawała mi się naturalnym kierunkiem.
Ile lat już mieszkasz w Polsce?
- Przeprowadziłem się tutaj w 2017 roku, więc mieszkam już dziewięć lat. W tym czasie zdążyłem przejść drogę od nastoletniego studenta medycyny do osoby pracującej w zawodzie. Warszawa naprawdę stała się moim drugim domem.
Nie czułeś się tu obco? Spotykasz się w jakimiś trudnościami lub uprzedzeniami?
- Jak każdy, kto długo mieszka za granicą, miałem różne doświadczenia. Często wynikają one po prostu z niewiedzy na temat innych kultur. Nie skupiam się jednak na takich sytuacjach i nie przywiązuję do nich większej wagi. Nie uważam też, żeby pojedyncze przypadki mówiły coś o całym kraju. Zamiast tego wolę skupiać się na tym, co mogę robić - czyli promowaniu otwartości i pokazywaniu, że różnorodność może być wartością dla społeczeństwa.
Wybrałeś Warszawski Uniwersytet Medyczny.
- Tak! To jedna z najlepszych uczelni w Europie, a możliwość studiowania medycyny po angielsku była dla mnie bardzo ważna. Dodatkowo Warszawa była mi już w pewnym sensie bliska przez historię mojego ojca, więc ten wybór był dla mnie dość naturalny - łączył moje plany z czymś osobistym.
Skąd zainteresowanie chirurgią naczyniową?
- Już na studiach starałem się jak najczęściej być przy operacjach jako asystent - wtedy odkryłem, że najbardziej fascynuje mnie chirurgia naczyniowa i jej precyzja. Po studiach chciałem zostać blisko praktyki klinicznej, dlatego zacząłem wolontariat w Szpitalu Banacha. Dziś asystuję tam przy zabiegach naczyniowych. To wymagające środowisko, ale daje ogromną możliwość nauki i rozwoju.
Starasz się pomóc innym ekspatom - medykom. W jaki sposób?
- Kiedy sam przechodziłem proces uzyskiwania prawa wykonywania zawodu, zauważyłem, że system nie do końca wspiera absolwentów anglojęzycznych kierunków, którzy chcą zostać w Polsce. Wielu z nich wyjeżdża do Wielkiej Brytanii czy Niemiec, a ja chciałem to zmienić. Założyłem Medoss - miejsce, które integruje społeczność zagranicznym lekarzom i zapewnia praktyczne wsparcie, pomagając im odnaleźć się tutaj zawodowo, a przy okazji odpowiadając na problem niedoboru lekarzy.
Systemem ochrony zdrowia w Polsce bardzo różni się od tego, jaki znałeś w ZEA?
- W ZEA system opiera się w dużej mierze na sektorze prywatnym, co często oznacza szybszy dostęp do pomocy i nowoczesne technologie. W Polsce najbardziej podoba mi się to, że opieka zdrowotna jest publiczna i dostępna dla wszystkich. To system oparty na powszechnym dostępie i myślę, że będzie się dalej rozwijał.
Z mojego doświadczenia wynika, że kiedy Polacy widzą, że się starasz, są naprawdę pomocni i szybko traktują cię jak swojego.

Jaką radę dałbyś zagranicznym lekarzom, którzy chcą pracować w Polsce?
- Najważniejsze to się integrować i nie zamykać w swojej bańce. Warto poznawać ludzi i budować relacje. Z mojego doświadczenia wynika, że kiedy Polacy widzą, że się starasz, są naprawdę pomocni i szybko traktują cię jak swojego. Moi znajomi bardzo mi w tym pomogli.
Wiążesz swoją przyszłość z Polską?
- Tak. Chcę dalej rozwijać tu swoją działalność i mieć realny wpływ na zmiany w polskim systemie ochrony zdrowia. Chciałbym też budować społeczność dla arabskich specjalistów i wspierać ich w odnalezieniu się tutaj. Prywatnie zdecydowałem, że zostaję w Polsce na stałe - chciałbym ułożyć tu sobie życie.












