Karolina Siudeja-Dudek, Interia ZDROWIE: Mam wrażenie, że w pewnym momencie życia zaczyna się ciągła i nierówna walka z plamami na skórze. Dlaczego przebarwienia mają tak dużą tendencję do nawrotów, nawet po skutecznej terapii?
Dr Agnes Frankel: Bo większość terapii działa tylko "na powierzchni problemu", a nie w jego źródle. Przebarwienia to nie jest plama - to zapis w komórkach skóry. Melanocyty mają tzw. pamięć pigmentacyjną i po każdej ekspozycji na UV, stan zapalny czy stres bardzo szybko wracają do nadprodukcji melaniny.
To trochę jak z odciskiem na płycie winylowej - możesz go wygładzić, ale jeśli nie zmienisz sposobu odtwarzania, rysa wraca. Skóra "pamięta" stan zapalny, promieniowanie i hormony, dlatego bez strategii długoterminowej przebarwienia są chorobą nawrotową, a nie jednorazowym problemem estetycznym.
Czym różni się melasma od zwykłych plam posłonecznych i dlaczego jest trudniejsza do leczenia?
- Melasma to nie jest klasyczne uszkodzenie posłoneczne, tylko zaburzenie regulacji całego mikrośrodowiska skóry. W odróżnieniu od plam soczewicowatych, które są bardziej "punktowym efektem UV", melasma angażuje naczynia, fibroblasty, mediatory zapalne i hormony.
Badania pokazują, że w melasmie dochodzi do zwiększonej angiogenezy i przewlekłego mikrozapalenia skóry, co utrwala aktywność melanocytów (Passeron et al., Journal of the European Academy of Dermatology and Venereology, 2021).
Dlatego leczenie melasmy to nie jest "rozjaśnianie plamy", tylko modulowanie całego ekosystemu skóry - i to jest powód, dla którego jest tak wymagająca terapeutycznie.
Wiele kobiet używa SPF codziennie. Dlaczego mimo to przebarwienia nadal się pojawiają?
- Bo SPF to nie jest produkt - to zachowanie. Większość kobiet używa zbyt małej ilości, nie reaplikuje filtra i nie chroni skóry przed światłem widzialnym (HEV), które ma ogromny udział w powstawaniu przebarwień, szczególnie u osób z melasmą.
Dodatkowo filtry przeciwsłoneczne nie blokują całkowicie promieniowania - redukują je. Jeśli skóra jest "zaprogramowana" na nadprodukcję melaniny, nawet niewielka dawka UV czy światła widzialnego może być bodźcem do nawrotu.
Dlatego sam SPF bez terapii regulującej melanocyty działa jak parasol w burzy - pomaga, ale nie zatrzymuje całego procesu.
Zawsze zaczynam od zmiany sposobu myślenia – z „usuwania plam” na „strategię skóry”. Pierwszym krokiem jest wyciszenie stanu zapalnego i odbudowa bariery
A jaką rolę w powstawaniu przebarwień odgrywają hormony, stres i przewlekły stan zapalny organizmu?
- Kluczową. Skóra jest narządem hormonalnym i neuroimmunologicznym - reaguje na to, co dzieje się w całym organizmie. Estrogeny, progesteron, kortyzol i mediatory zapalne wpływają bezpośrednio na aktywność melanocytów.
Przewlekły stres zwiększa poziom kortyzolu i nasila proces tzw. inflammaging, który stymuluje melanogenezę. Z kolei zaburzenia hormonalne - szczególnie w okresie okołomenopauzalnym - destabilizują kontrolę nad pigmentacją.
W badaniach wykazano, że czynniki zapalne i stres oksydacyjny odgrywają istotną rolę w patogenezie melasmy (Kim et al., International Journal of Molecular Sciences, 2020).
Dlatego jeśli nie pracujemy na poziomie całego organizmu, leczenie skóry zawsze będzie tylko częściowo skuteczne.

Jakie składniki aktywne są dziś najskuteczniejsze w redukcji przebarwień i co realnie działa lepiej niż sama witamina C?
- Witamina C jest dobrym antyoksydantem, ale w monoterapii to za mało. Najsilniejsze działanie mają dziś kombinacje składników, które działają na różnych etapach melanogenezy: kwas traneksamowy, cysteamina, niacynamid, arbutyna, kwas azelainowy czy retinoidy.
Szczególnie interesujący jest kwas traneksamowy - działa nie tylko na melanocyty, ale też na komponentę naczyniową i zapalną przebarwień. W metaanalizach wykazano jego wysoką skuteczność w leczeniu melasmy (Zhang et al., Aesthetic Plastic Surgery, 2021).
Największą zmianą w podejściu jest jednak to, że nie szukamy "jednego składnika", tylko budujemy terapię wielopoziomową.
Jakie błędy w pielęgnacji najczęściej utrwalają przebarwienia zamiast je rozjaśniać?
- Najczęstszy błąd to agresywność. Zbyt intensywne peelingi, niekontrolowane stosowanie kwasów czy retinoidów prowadzą do mikrozapalenia skóry, które paradoksalnie nasila przebarwienia. Skóra reaguje obronnie i produkuje jeszcze więcej melaniny.
Drugim błędem jest brak regeneracji - pacjentki koncentrują się na "rozjaśnianiu", a zapominają o odbudowie bariery i kontroli stanu zapalnego.
To trochę jak próba rozjaśnienia skóry, która jest w stanie permanentnego podrażnienia - efekt będzie zawsze krótkotrwały.
Jakie rozwiązania najczęściej poleca pani pacjentkom i od czego zaczynacie terapię, aby efekty były trwałe?
- Zawsze zaczynam od zmiany sposobu myślenia - z "usuwania plam" na "strategię skóry".
Pierwszym krokiem jest wyciszenie stanu zapalnego i odbudowa bariery. Następnie wprowadzam terapię regulującą melanocyty - często w formie terapii łączonych: odpowiednio dobrana pielęgnacja, zabiegi laserowe lub regeneracyjne (np. PRP, exosomy), a także wsparcie od wewnątrz.
W badaniach coraz wyraźniej podkreśla się skuteczność podejścia multimodalnego w leczeniu melasmy i przebarwień (Grimes et al., Dermatologic Clinics, 2022).
To właśnie personalizacja i łączenie metod daje realnie trwałe efekty.
Gdyby miała pani wskazać jedną najważniejszą zasadę, dzięki której przebarwienia wracają rzadziej - co by to było?
- Myślenie o skórze w perspektywie lat, a nie tygodni. Przebarwienia to nie jest problem sezonowy - to proces biologiczny, który wymaga strategii długoterminowej.
Jeśli pacjentka traktuje pielęgnację i terapię jako ciągły, świadomy proces - obejmujący ochronę przeciwsłoneczną, regulację hormonów, redukcję stanu zapalnego i dobrze dobrane zabiegi - wtedy nawroty są rzadsze i łagodniejsze.
To nie jest walka z jedną plamą. To jest zarządzanie skórą jak żywym, inteligentnym systemem.













