Maskowanie i jego sens
Paulina Kaczmarczyk definiuje maskowanie jako "bycie nie sobą". Mówi, że to "coś, co nakładasz na siebie, gdy wychodzisz z domu i nie chcesz, aby inni rozpoznali twoje prawdziwe cechy". Podkreśla, że w przypadku osób autystycznych "to walka o przetrwanie", a nie jedynie dopasowanie się do oczekiwań. Jej zdaniem osoby w spektrum często ukrywają zachowania, które mogą się nie spodobać otoczeniu, jak mówienie bez przerwy o swoim zainteresowaniu czy brak kontaktu wzrokowego. "Dlatego się maskujemy, aby nie było po nas widać, że jesteśmy innymi osobami" - mówi, dodając, że brak patrzenia w oczy bywa odbierany podejrzliwie, mimo że dla wielu osób atypowych to naturalna cecha bez złych intencji.
Codzienne koszty udawania
O maskowaniu Paulina dowiedziała się dopiero wtedy, gdy zaczęła czytać o autyzmie. Wspomina, że jako dziecko była "totalnie innym człowiekiem w szkole i w domu": w szkole cicha i wycofana, w domu rozmowna i odważna. Dziś wciąż maskuje się w nowych miejscach, podczas rozmów o pracę czy w kontaktach z dorosłymi, choć "coraz mniej", bo uczy się być sobą także poza domem. W codzienności korzysta z "teorii łyżeczek": codziennie mam 12 łyżeczek do wykorzystania. Wstawanie z łóżka, przygotowanie posiłku, dojazd na uczelnię, siedzenie na zajęciach i konieczność maskowania zużywają kolejne "łyżeczki". Po wielogodzinnym dniu na uczelni, korkach i domowych obowiązkach potrafi spać nawet 15 godzin, a po intensywnym wyjeździe - jak mówi - rekordowo 18 godzin z powodu zmęczenia przebodźcowaniem i udawaniem.
Bodźce i regeneracja
W rozmowie pojawia się też temat środowiska sensorycznego. Paulina zauważa, że wiele osób autystycznych ma trudność ze światłem, sama jednak "bardzo nie lubi, jak jest ciemno" i woli mocne oświetlenie. Mówi o osobach autystycznych, które chodzą na głośne koncerty i korzystają z tego, że jeden, mocny dźwięk zagłusza inne bodźce. Na duże wydarzenia chodzi z partnerem, zabiera słuchawki, zatyczki do uszu, wodę, telefon, zabawkę sensoryczną oraz - jak dodaje - tabletki uspokajające "w razie W". Świadomość, że ma te rzeczy przy sobie i że towarzyszy jej bliska osoba, pomaga jej czuć się bezpieczniej. Duże znaczenie przypisuje też piciu wody i odpoczynkowi. Krytycznie ocenia zakazy picia wody na lekcjach i w restauracjach, a długi sen traktuje jako realną potrzebę organizmu, a nie przejaw lenistwa.
Relacje i szacunek dla różnic
Paulina mówi, że dziecko ma prawo wiedzieć o swoim autyzmie i podkreśla rolę psychoedukacji dla rodziców i dzieci. Wspomina o młodszej siostrze, u której z siostrą widzą cechy autyzmu, ale mama nie chce jeszcze diagnozy. Opowiada też, jak stopniowo edukowała koleżanki na studiach o autyzmie, zanim powiedziała im o własnej diagnozie, oraz że wiele z tych osób poszło potem na diagnozę ADHD lub autyzmu. Od sześciu lat jest w związku z chłopakiem, u którego dostrzega cechy ADHD; uważa, że satysfakcjonujące relacje są możliwe niezależnie od neurotypu, jeśli opierają się na rozmowie, szacunku i wiedzy. Zauważa, że ADHD bywa społecznie bardziej akceptowane niż autyzm, ale za kluczowe uznaje inne podejście: "Pierwsze - szanujmy się wszyscy i nie oceniajmy innych", pamiętając, że "każdy mózg jest inny, każdy jest inny".








