Spis treści:
- Samotność, apatia i utrata kontroli. Dlaczego seniorzy w placówkach zamykają się w sobie?
- Medycyna, nauka i akordeon. Muzykoterapia przywraca seniorom tożsamość
- Koncert to nie terapia. Na czym polega profesjonalna muzykoterapia?
- Co muzyka robi z mózgiem?
- Od shrutiboxu po przeboje Czerwonych Gitar. Jak wygląda sesja muzykoterapii?
- Muzykoterapia dla seniorów. Nisza, która potrzebuje edukacji i siły rodzin
- Zajęcia muzyczne z seniorami. Co rodziny mogą zrobić w domu?
Samotność, apatia i utrata kontroli. Dlaczego seniorzy w placówkach zamykają się w sobie?
Polska starzeje się w zawrotnym tempie. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), w naszym kraju żyje już blisko 10 milionów osób powyżej 60. roku życia, co stanowi ponad 26,6 proc. całego społeczeństwa. To grupa, której spora część wymaga stałego wsparcia i całodobowej opieki.
Część seniorów wciąż żyje samodzielnie, z pomocą bliskich albo usług środowiskowych, ale wielu z nich spędza jesień życia poza własnym domem. Na koniec 2025 r. w zakładach stacjonarnych pomocy społecznej mieszkało 128,2 tys. osób, a około 69 proc. z nich miało co najmniej 60 lat. Największą część tego systemu stanowiły domy pomocy społecznej - około 909 placówek, w których przebywało blisko 82,6 tys. mieszkańców. Obok DPS-ów funkcjonuje również sektor placówek całodobowej opieki prowadzonych prywatnie lub statutowo. Pod koniec 2025 r. stanowiły one 31,1 proc. wszystkich zakładów stacjonarnej pomocy społecznej, co oznacza około 723 placówki. Dysponowały one łącznie ok. 30,8 tys. miejsc.
Największym wyzwaniem, z jakim na co dzień mierzą się placówki całodobowe, jest postępująca apatia podopiecznych. Kiedy senior odmawia wyjścia z pokoju lub odwraca wzrok, nie wynika to z jego uporu, złośliwości czy zwykłego znudzenia. Ten głęboki marazm ma medyczne uzasadnienie. W przebiegu demencji uszkodzeniu ulegają płaty czołowe mózgu - czyli nasz wewnętrzny "silnik napędowy", który odpowiada za motywację i inicjatywę. Mózg osoby starszej dosłownie zapomina, jak chcieć coś zrobić. Z kolei biologiczna anhedonia, czyli niezdolność odczuwania przyjemności, sprawia, że rzeczy, które wcześniej cieszyły - zapach kawy czy wizyta rodziny - przestają wywoływać uśmiech, ponieważ odpowiedzialne za to szlaki nagrody w mózgu uległy zatarciu.
Do tej blokady neurologicznej dochodzi silny cios psychologiczny. Przeprowadzka do ośrodka opiekuńczego to dla seniora nagła utrata kontroli nad własnym życiem. Z dnia na dzień przestaje decydować o tym, o której wstaje z łóżka, co zje na obiad i z kim wypije herbatę. Narzucony rytm placówki sprawia, że senior wpada w stan wyuczonej bezradności. Znika człowiek z bogatym życiorysem, dawnym zawodem i pasjami, a jego miejsce zajmuje bierny pacjent, którego cały świat kurczy się do czekania na kolejny posiłek.

Medycyna, nauka i akordeon. Muzykoterapia przywraca seniorom tożsamość
Rzeczywistość w placówkach opiekuńczych jest bardzo trudna. Seniorzy wycofują się we własny świat, siedzą w ciszy, przysypiają z głowami opartymi na stołach lub godzinami wpatrują się w przestrzeń. Trudno zmotywować ich do aktywności, a przeciążony codziennymi obowiązkami medycznymi i pielęgnacyjnymi personel często nie ma do tego odpowiednich, specjalistycznych narzędzi. Opiekunowie dają z siebie wszystko, ale w starciu z tak głębokim, neurologicznym otępieniem, tradycyjne metody aktywizacji - takie jak wyklejanki, czy oglądanie telewizji - po prostu zawodzą.
Zdarza się, że w obliczu tej bezsilności personel traci nadzieję. Muzykoterapeutka Ewa Banachiewicz wspomina sytuacje z zajęć, gdy któryś z opiekunów, widząc seniorkę pogrążoną w głębokim letargu, rzucał w dobrej wierze: "Pani Ewo, niech jej pani nie daje instrumentu, ona jest zbyt chora, nie da rady". Okazało się jednak, że w profesjonalnej muzykoterapii nie ma rzeczy niemożliwych. Gdy ta sama "zbyt chora" osoba bierze do rąk instrument i nagle budzi się do życia, uśmiecha się i angażuje w rytm - to moment ogromnego wzruszenia i zaskoczenia dla wszystkich. Muzykoterapia zdejmuje z barków personelu część ciężaru, przynosi ulgę i pokazuje, że w podopiecznych wciąż tli się iskra, którą da się rozpalić.
O tym, że ten stan wycofania przy chorobach neurodegeneracyjnych można przełamać, wspierając tym samym zarówno seniorów, jak i całe placówki opiekuńcze, na co dzień przekonuje Ewa Banachiewicz, założycielka firmy "Seniorzy w Rytmie". Swoją wiedzę, narzędzia i czas dedykuje w stu procentach osobom starszym.
Ewa to dyplomowana muzykoterapeutka. W 2019 roku ukończyła Akademię Muzyczną w Katowicach na kierunkach akordeon i muzykoterapia. Na tym jednak nie poprzestała, sięgając po wiedzę, którą w Polsce dysponuje zaledwie garstka specjalistów. W 2023 roku, zdobyła międzynarodowy certyfikat Neurologic Music Therapy (NMT) w prestiżowej Academy for NMT w Toronto. Aby jeszcze lepiej rozumieć procesy starzenia się organizmu, ukończyła również podyplomową geriatrię i gerontologię z elementami opieki paliatywnej na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu. Szlifowała swoje umiejętności m.in. w The Louis Armstrong Center for Music and Medicine w Nowym Jorku oraz w fundacji Nordoff-Robbins Polska.
W bezpośrednim kontakcie z podopiecznymi Ewa stawia na empatię, humor i autentyczność. Znana również pod swoim artystycznym pseudonimem "Harmoniewka", od 25 lat gra na akordeonie, choć świetnie radzi sobie też z wieloma innymi instrumentami, które w jej rękach otwierają serca nawet najbardziej wycofanych pacjentów. Z równą pasją potrafi poprowadzić medyczny proces terapeutyczny, co zagrać do tańca podczas zabawy integracyjnej.
Koncert to nie terapia. Na czym polega profesjonalna muzykoterapia?
W Polsce muzykoterapia wciąż bywa mylona z relaksem przy muzyce z radia lub koncertem piosenek biesiadnych. Ewa Banachiewicz stanowczo oddziela te dwa światy. Czym zatem jest ta dziedzina w ujęciu medycznym? Muzykoterapia to kliniczne i oparte na dowodach naukowych wykorzystanie muzyki do osiągnięcia celów poznawczych, rehabilitacyjnych i psychologicznych. Muzyka służy tu do trenowania pamięci, stymulowania motoryki małej (np. u dłoni dotkniętych poudarowym niedowładem lub artretyzmem), obniżania poziomu lęku i agresji w demencji, a także do przełamywania poczucia osamotnienia. Instrumenty i śpiew są narzędziami, które mają pomóc seniorowi odzyskać utraconą sprawczość i tożsamość.
- Niektórzy nazywają jednorazowy koncert muzykoterapią, ale to błąd. Koncert, na którym jest 70 osób, poprawia nastrój, ale to nie jest proces terapeutyczny. Osoby z demencją mogą odbierać go po prostu jako niezrozumiały hałas, ponieważ wykonawca realizuje swój z góry założony program i nie nawiązuje relacji z widzem - tłumaczy ekspertka.
Profesjonalna muzykoterapia odbywa się w kameralnych grupach, liczących maksymalnie do 15 osób. Prowadzi ją wykwalifikowany absolwent uczelni wyższej, a każde spotkanie ma ściśle określony cel, dopasowany do stanu pacjentów. Co równie ważne, zajęcia te oddają osobom starszym to, co system opieki często im odbiera: sprawczość.
- Muzykoterapia przywraca im poczucie kontroli i godność. To oni wybierają, co gramy, na czym gramy, czy chcą śpiewać, czy nie. Nikt do niczego nie jest zmuszany - podkreśla Ewa.
Co muzyka robi z mózgiem?
Dlaczego muzykoterapia działa lepiej niż zajęcia manualne czy układanie puzzli? Odpowiedź kryje się w neurobiologii. Nauka dowodzi, że muzyka jest przetwarzana przez niemal cały mózg jednocześnie, angażując układy: słuchowy, ruchowy, emocjonalny i poznawczy.
Skuteczność tej metody u seniorów tłumaczą badania opublikowane w prestiżowym czasopiśmie naukowym Brain. Zespół badawczy pod kierunkiem dr. Jörna Jacobsena z Instytutu Maxa Plancka udowodnił, dlaczego pacjenci z zaawansowaną chorobą Alzheimera tracą pamięć o swoim życiu, a wciąż pamiętają piosenki. Naukowcy odkryli, że pamięć muzyczna jest zlokalizowana w specyficznych obszarach mózgu (m.in. w dodatkowym polu ruchowym), które ulegają uszkodzeniom i zanikowi znacznie wolniej niż inne struktury mózgowe. To obszary, do których demencja dociera na samym końcu.
- Gra na instrumencie najsilniej uruchamia obydwie półkule mózgu równocześnie. Muzyka jest zapisana w różnych jego częściach, dlatego pacjenci potrafią przypomnieć sobie utwory, nawet gdy tracą kontakt z rzeczywistością - wyjaśnia ten fenomen założycielka "Seniorów w Rytmie". Zjawisko to obserwuje w swojej codziennej pracy. Opowiada o seniorce z zaawansowaną demencją, która przez większość dnia śpi, nie reaguje na bodźce i nie pamięta własnego imienia, ale zapytana o piosenkę, jest w stanie odśpiewać niemal wszystkie jej słowa.
Terapia dźwiękiem to nie tylko pamięć, ale także regulator nastroju. Potwierdza to obszerny przegląd badań klinicznych opublikowany przez niezależną organizację badawczą Cochrane Library. Wykazał on jednoznacznie, że regularna muzykoterapia skutecznie łagodzi objawy depresyjne i zmniejsza nasilenie zaburzeń behawioralnych - takich jak agresja, pobudzenie czy niepokój - u osób z demencją.
Ewa Banachiewicz przywołuje tu anegdotę ze swojej praktyki. Miała poprowadzić zajęcia dla 8-osobowej grupy, w której po południu wystąpił tzw. "syndrom zachodzącego słońca" - znane zjawisko neurologiczne, w którym pacjenci z otępieniem stają się późnym popołudniem niezwykle pobudzeni, zdezorientowani i niespokojni. - Myślałam, że nic z tego nie będzie. Wzięłam gitarę, po prostu zaczęłam śpiewać... i w mgnieniu oka cała grupa się zaangażowała, odzyskując humor - wspomina terapeutka.
Wobec tak twardych dowodów trudno przejść obojętnie. Na jednej z konferencji medycznych pewien neurolog z nieskrywanym szokiem przyglądał się efektom muzykoterapii. - Był zdumiony, jak fantastycznie to działa, przyznając, że oni, jako lekarze, potrafią zaoferować pacjentom tylko tabletki - opowiada Ewa Banachiewicz. Podkreśla, że muzykoterapia jest niefarmakologicznym narzędziem wspierającym leczenie, pozwalającym ograniczyć ilość podawanych środków uspokajających.
Od shrutiboxu po przeboje Czerwonych Gitar. Jak wygląda sesja muzykoterapii?
Jak zaplanowana przez eksperta muzykoterapia wygląda od kuchni? To precyzyjnie skonstruowany proces, który - w zależności od kondycji uczestników - trwa 45 minut w przypadku pacjentów chorych i z demencją. Dla zdrowszych, aktywnych bywalców klubów seniora, zajęcia mogą trwać od godziny do półtorej.
Każde spotkanie muzykoterapeutyczne Ewa rozpoczyna od jasnego wyznaczenia ram i zbudowania poczucia bezpieczeństwa. Przedstawia się, tłumaczy, skąd przyjechała i co będą wspólnie robić. Od początku sygnalizuje, nad czym będą pracować danego dnia - czy będzie to pamięć, koncentracja, orientacja, komunikacja, czy inne funkcje potrzebne pacjentom w codziennym funkcjonowaniu.
Skuteczność takich interwencji potwierdzają chociażby badania publikowane w "Journal of Alzheimer's Disease" czy "Frontiers in Aging Neuroscience". Naukowcy jednoznacznie dowodzą w nich, że aktywny udział w procesie muzykoterapeutycznym pobudza neuroplastyczność mózgu, ułatwia odbudowę połączeń synaptycznych i mierzalnie spowalnia degradację poznawczą. Ewa daje więc seniorom konkretne, medyczne wsparcie, zachowując przy tym pełną swobodę - od początku zajęć obowiązuje żelazna zasada, że nikt nie musi robić niczego, na co nie ma ochoty.
Na start potrzebny jest lodołamacz. Najczęściej to prosta, znana wszystkim od dziecka rozgrzewka - wspólne odśpiewanie "Szła dzieweczka do laseczka" czy "Tam nad Wisłą w dolinie". Gdy głosy już wybrzmią, a na twarzach pojawią się uśmiechy, przychodzi czas na właściwy, intensywny trening poznawczy i ruchowy. W rytm muzyki seniorzy podają sobie piłkę lub uderzają w bęben. Do tego dochodzi zadanie umysłowe (tzw. dual-tasking), które zmusza zardzewiałe złącza neuronowe do pracy: odpowiadanie na zadawane przez terapeutkę w rytm muzyki pytania, np.: "wymień trzy zielone rzeczy" albo "gdzie można pojechać na wakacje?".
Na tym etapie wykorzystuje też swój autorski pomysł na zaangażowanie każdego uczestnika - powierzenie mu roli "asystenta". Jeśli któryś z seniorów nie lubi śpiewać lub nie chce grać na instrumencie, Ewa mianuje go swoim osobistym asystentem lub asystentką. Taka osoba pomaga w drobiazgach: rozdaje i chowa instrumenty, trzyma rekwizyty, zaznacza odpowiedzi na planszy. Dzięki temu nikt nie jest do niczego zmuszany, a jednocześnie senior zyskuje cel, zadanie do wykonania i czuje się po prostu potrzebny.
Ogromne wrażenie robi instrumentarium, które Ewa przywozi na zajęcia. Zostało starannie dobrane do możliwości rąk dotkniętych artretyzmem, reumatyzmem czy poudarowymi niedowładami. Zamiast skomplikowanych instrumentów strunowych, na stołach lądują dzwonki diatoniczne, łatwe w obsłudze tongue drumy, czy shrutibox. Ten ostatni to indyjski instrument posiadający miech, podobnie jak akordeon. Wymaga on tak minimalnego wysiłku fizycznego, że piękny dźwięk potrafi z niego wydobyć nawet senior o znacznej słabości mięśniowej.

Czasem praca przenosi się na instrumenty klawiszowe, co służy jako doskonały trening motoryki małej. - Kiedy senior potrafi zagrać choćby najprostszą melodię na pianinie, a cała grupa nagradza go gromkimi brawami. To niesamowicie buduje jego wartość i poczucie własnej skuteczności - zauważa Ewa Banachiewicz. Gitarę również można wykorzystać przy fizycznych ograniczeniach: terapeutka trzyma odpowiednie chwyty na gryfie, a uderzanie w struny pozostawia seniorowi.
Muzykoterapia to również intensywna praca z ciałem. W przypadku pacjentów poruszających się na wózkach inwalidzkich muzykoterapeutka wprowadza specjalne układy choreograficzne. Przy dynamicznych dźwiękach orkiestr dętych seniorzy wykonują ćwiczenia przeciwzakrzepowe - od ruchów nadgarstkami po energiczne wykopy nóg. Co ciekawe, stymulowani rytmem i zachęcani powtarzającym się refrenem, są w stanie wykonać znacznie więcej powtórzeń, niż podczas tradycyjnej, "suchej" gimnastyki.
Repertuar jest dopasowany do neurologicznych możliwości odbiorców. Z osobami z głęboką demencją Ewa podróżuje najdalej - do czasów ich wczesnej młodości, bazując na stałej, powtarzalnej liście piosenek z lat 60. Z kolei zdrowi, aktywni seniorzy z klubów chętnie powracają do muzyki z lat 70. i 80., z entuzjazmem śpiewając hity Czerwonych Gitar.
Jeśli grupa jest zżyta, a uczestnicy czują się ze sobą bezpiecznie, dochodzi do najbardziej kreatywnego etapu - techniki songwritingu. Z pomocą muzykoterapeutki seniorzy wspólnie układają własne piosenki. I choć wokół tego zadania jest zawsze mnóstwo śmiechu, to właśnie w tych autorskich tekstach często kryją się najgłębsze, spychane na co dzień emocje - przemyślenia o tym, co w życiu najważniejsze, o przemijaniu i, niezmiennie, o miłości.
Muzykoterapia dla seniorów. Nisza, która potrzebuje edukacji i siły rodzin
Mimo dobrych efektów medyczna muzykoterapia dla seniorów w Polsce to wciąż branża nieusystematyzowana. Zawód muzykoterapeuty nie jest u nas prawnie uregulowany, więc rodzi to wiele nieporozumień. Największą barierą nie jest jednak zła wola placówek, lecz po prostu brak świadomości istnienia tej nowatorskiej dziedziny. Wiele osób odpowiedzialnych za opiekę senioralną nie miało jeszcze okazji poznać różnicy między profesjonalnym, medycznym procesem terapeutycznym, a wspólnym śpiewaniem przy muzyce z wieży stereo w ramach standardowej terapii zajęciowej.
Przez tę niewiedzę muzykoterapia wciąż bywa traktowana jako zwykły "zapychacz czasu". Założycielka "Seniorów w Rytmie" na co dzień stara się przebić ten edukacyjny mur. Zdarza się na przykład, że placówki, chcąc zintegrować jak najwięcej podopiecznych, proponują zajęcia od razu dla 30-osobowych grup. Tymczasem w tak dużej i zróżnicowanej społeczności - gdzie obok siebie siedzą osoby z niedosłuchem, pacjenci po udarach i z głęboką demencją - nie da się poprowadzić skutecznego, zindywidualizowanego procesu klinicznego.
Muzykoterapeutka zaznacza, że odpowiednio poprowadzona muzykoterapia to neurorehabilitacja. Aby w pełni zrozumieć jej fenomen, trzeba spojrzeć na mózg osoby z demencją. Wskutek choroby wiele połączeń nerwowych ulega zniszczeniu, a dostęp do dawnych wspomnień jest zablokowany - przypominają one dawno nieuczęszczane, zarośnięte gęstymi krzakami drogi. Tradycyjna komunikacja i zwykłe pytania nie potrafią się przez ten gąszcz przebić. I wtedy wkracza muzyka.

Stare, znane z wczesnej młodości piosenki oddziałają na mózg na zasadzie słynnej magdalenki umoczonej w herbacie z powieści Marcela Prousta - są nagłym, potężnym wyzwalaczem. Dobrze dobrana melodia omija uszkodzone chorobą struktury, aktywizuje obydwie półkule i dosłownie pozwala na nowo wydeptać te zarośnięte ścieżki w pamięci. Muzyka toruje drogę do głęboko ukrytej tożsamości pacjenta, wydobywając słowa, emocje i fragmenty jego życia, które wydawały się bezpowrotnie utracone.
Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy ośrodek ma szansę zobaczyć to na własne oczy. Ewa często prowadzi bezpłatne zajęcia pokazowe. Kiedy dyrekcja i personel widzą, jak seniorzy budzą się z apatii, a po zajęciach są wyciszeni i uśmiechnięci, ich perspektywa zmienia się całkowicie. W placówkach, które decydują się na stałą współpracę, muzykoterapia staje się odciążeniem dla samych opiekunów.
W budowaniu tej świadomości ogromną rolę do odegrania mają rodziny seniorów. Zamiast czekać na odgórne zmiany, bliscy mogą kreować rynek oddolnie. Warto samodzielnie szukać informacji o dyplomowanych muzykoterapeutach i głośno zgłaszać dyrekcji domów opieki zapotrzebowanie na takie usługi. Kiedy rodziny zaczną oczekiwać od placówek wprowadzania niefarmakologicznych metod wsparcia mózgu, standardy opieki w Polsce poszybują w górę.
Zajęcia muzyczne z seniorami. Co rodziny mogą zrobić w domu?
Profesjonalna terapia to jedno, ale Ewa Banachiewicz podkreśla, że elementy muzycznej aktywizacji można z powodzeniem wprowadzać we własnych czterech kątach. Oto jej sprawdzone rady dla opiekunów:
- Muzyczny wehikuł czasu: jeśli mieszkasz z osobą z demencją, włączajcie utwory z lat jej wczesnej młodości (najczęściej są to lata 60. i 70.). To te wspomnienia ulegają uszkodzeniu na samym końcu. Jeśli nie wiesz, czego bliska osoba słuchała w młodości - szukaj metodą prób i błędów, puszczając różne gatunki i obserwując jej reakcje.
- Śpiewajcie i ruszajcie się razem: nawet delikatne włączenie się do refrenu, nucenie czy prosty ruch rąk w rytm muzyki działa stymulująco na mózg i obniża napięcie.
- Pytaj o radę i oddaj sprawczość: muzyka to świetny pretekst do rozmowy. Ewa podczas swoich zajęć celowo zadaje pytania, w których to seniorzy stają się ekspertami. Pyta np. o to, jakie rośliny kojarzą się z wiosną, albo do czego stosuje się dziurawiec. Senior, który może wytłumaczyć młodszemu pokoleniu zastosowanie ziół, czuje się potrzebny, mądry i ważny. Rób to samo w domu!
- Weryfikuj specjalistów: jeśli szukasz muzykoterapeuty dla babci czy dziadka dokładnie sprawdzaj portfolio. Weryfikuj, czy dana osoba ma kierunkowe wykształcenie, odpowiednie kursy i ukończone studia, dokładnie tak samo, jak w przypadku szukania psychoterapeuty.
Starość nie musi być cicha, apatyczna i samotna. Odpowiednio dobrana muzyka, poprowadzona ręką profesjonalisty, potrafi wyrwać człowieka z najgłębszego marazmu. Zamiast podawać pacjentowi kolejną tabletkę na uspokojenie, czasem wystarczy dać mu do ręki bęben, przypomnieć starą melodię i pokazać, że jego głos wciąż ma w tym świecie ogromne znaczenie.















