Spis treści:
- Co to jest hobbitmaxxing?
- Hobbici potrafili po prostu żyć
- Hobbitmaxxing pomoże na stres i wypalenie zawodowe?
- Urządź sobie swoje własne Shire
- Życie nie musi być projektem do optymalizacji
- Psycholog biznesu przekonuje: Czasem wystarczy 10 minut przerwy
- Jak żyć jak hobbit?
- Nie chodzi o ucieczkę od rzeczywistości
Co to jest hobbitmaxxing?
Coraz popularniejszy w internecie hobbitmaxxing zachęca, by żyć trochę bardziej jak mieszkańcy Shire'u: wolniej, prościej, bliżej natury, z dobrym jedzeniem i czasem na nicnierobienie.
Wyobraź sobie poranek bez odruchowego sprawdzania telefonu. Zamiast wiadomości i maili jest długie śniadanie. Potem spacer. Jest praca, ale bez ciśnienia na efekty i produktywność. Po południu herbata, książka albo spotkanie z kimś bliskim. Może ogród, spacer w lesie albo zabawa z psem? Wieczorem gotowanie, dobre jedzenie, porządki przy domu i poczucie, że po prostu dobrze przeżyłeś dzień. Brzmi mało ambitnie? Być może. I właśnie o to chodzi.
Hobbici potrafili po prostu żyć
Pomysł hobbitmaxxingu wyrasta z postaci stworzonych przez J.R.R. Tolkiena. W "Hobbicie" i później we "Władcy Pierścieni". Niewysokim i trochę za bardzo owłosionym hobbitom daleko do współczesnego ideału człowieka sukcesu. Nie marzą o tym, żeby być bardziej efektywni, szybsi, bogatsi czy bardziej rozpoznawalni. Ich kraina, Shire, jest niemal przeciwieństwem świata, w którym nieustannie coś trzeba osiągać.
Moda na hobbicie życie to coś więcej niż kolejna odsłona slow life. Hobbitmaxxing jest odpowiedzią na cyfrowe zmęczenie, przebodźcowanie i presję, by każdą minutę dnia wykorzystać produktywnie. Zamiast kolejnego kursu, treningu czy aplikacji do zarządzania czasem proponuje lepienie naczyń z gliny, robienie na drutach, sadzenie warzyw i długie śniadania.
Trend łączy w sobie elementy popularnego hobby-maxxingu, zachęcającego do zamiany czasu spędzanego online na rozwijanie tradycyjnych zainteresowań, oraz nonna-maxxingu - fascynacji stylem życia kojarzącym się z babcinym domem, domowym jedzeniem i pielęgnowaniem ogrodu. Hobbitmaxxing dodaje do tego wszystkiego jeszcze jedną rzecz: przekonanie, że życie nie musi być nieustanną gonitwą. Być może właśnie dlatego hobbitmaxxing tak dobrze trafia w nastroje zmęczonych współczesnością internautów.
Hobbitmaxxing pomoże na stres i wypalenie zawodowe?
Psycholożka biznesu i wykładowczyni, prof. Małgorzata Dobrowolska, specjalizująca się w zarządzaniu stresem, technikach wsparcia emocjonalnego i budowaniu odporności psychicznej oraz odkrywaniu swojego potencjału, zauważa, że trend hobbitmaxxingu wpisuje się w znany od dawna nurt green recovery (zielonej regeneracji). - Człowiek jest częścią natury - bez niej nie jest w stanie dobrze odpoczywać. Stworzyliśmy dla siebie sztuczne miejsca do relaksu, hotele czy miejskie galerie, ale to, czego potrzebujemy, by zresetować układ nerwowy - jest przyrodą - mówi. - Człowiek jako istota kinestetyczna potrzebuje doświadczać i dotykać natury, czuć piasek pod stopami, wziąć do ręki kamyk lub szyszkę w lesie. Usłyszeć drzewa, poczuć na twarzy wiatr. Kiedyś to było naturalne, teraz musimy się o to zatroszczyć i zaplanować - dodaje.
Trend hobbitmaxxingu wpisuje się w znany od dawna nurt green recovery (zielonej regeneracji). Człowiek jest częścią natury – bez niej nie jest w stanie dobrze odpoczywać.
Urządź sobie swoje własne Shire
W prologu "Władcy Pierścieni", w rozdziale "O hobbitach", Tolkien opisuje ich jako lud przywiązany do spokojnego, wiejskiego życia. Cenią dobrze uprawianą ziemię, spokój i ciszę. Nie przepadają za skomplikowanymi maszynami. Ich życie koncentruje się wokół domu, ogrodu, jedzenia, sąsiedzkich spotkań i codziennych rytuałów. Hobbici nie są leniwi, ale nie są też ambitni, nie oczekują, że będą robić kilka rzeczy jednocześnie. Z wdziękiem i luzem opierają się presji czasu i sukcesu.
Ich życie reguluje natura. Stąd też charakterystyczna estetyka inspirowana Shire: drewno, naturalne tkaniny, luźne fryzury, bose stopy, na stole świece, domowe pieczywo, warzywa z ogródka i książka. Nie chcesz od razu przemeblowywać domu, by poczuć się bliżej natury? Nie musisz. Najważniejsza zasada pozostaje jednak prosta - mniej ekranów, więcej prawdziwego świata. Więcej rzeczy, których można dotknąć, powąchać, posmakować i zrobić własnymi rękami.
Życie nie musi być projektem do optymalizacji
Myślisz, że nie masz do tego wszystkiego głowy i czasu? Wpadłeś w pułapkę. Współczesna kultura produktywności potrafi zamienić nawet odpoczynek w zadanie do wykonania. Trzeba dobrze spać, więc kupujemy aplikację do monitorowania snu. Trzeba odpoczywać, więc uczymy się technik relaksacyjnych. Trzeba ćwiczyć, więc liczymy kroki. Trzeba czytać, więc ustalamy miesięczny limit książek.
Nawet hobby może stać się projektem: nauczyć się języka w trzy miesiące, przebiec maraton, zrobić kurs ceramiki, przeczytać 50 książek. Hobbit powiedziałby prawdopodobnie: a po co? I to jest chyba najciekawszy element tej filozofii.
Hobbitmaxxing nie polega na tym, żeby być najlepszym hobbitem. Nie ma aplikacji, która pokaże, czy wystarczająco dobrze odpoczywasz. Nie ma rankingu liczby spacerów ani tabeli efektywności drugiego śniadania. Chodzi o to, żeby nie każdą aktywność przeliczać na korzyść.
Psycholog biznesu przekonuje: Czasem wystarczy 10 minut przerwy
Tylko jak znaleźć czas na pieczenie chleba i leżenie pod drzewem? Zapyta ktoś. Prof. Małgorzata Dobrowolska ma na to dwie rady. - Po pierwsze zacznij pracować w krótkich, 2-3-godzinnych setach pełnego skupienia, wyłącz powiadomienia, nastaw się wyłącznie na pracę i skończ ją szybciej bez rozpraszaczy. Nie musisz pracować więcej, pracuj mądrzej - zapewnia psycholożka biznesu, specjalistka od pracy nad własną siłą psychiczną - mówi.
Po drugie nie podchodź do sprawy zbyt ambitnie, nie musisz być hobbitem na pełen etat. Bo jak pokazują badania, czasem krótkie przerwy potrafią dać dobre efekty. - Model gamma popularyzowany w szkoleniach efektywności osobistej opiera się na fakcie, że najintensywniejsza regeneracja sił następuje w ciągu pierwszych 10 minut przerwy. W ergonomii i psychologii pracy podejście to wiąże się również z neurobiologią oraz modelowaniem statystycznym czasu pracy. Wniosek? Czasem wystarczy mała rzecz: kupić sobie kwiatka, wypić herbatę i pogapić się na chmury albo wyjść z biurowca do parku - dodaje prof. Dobrowolska.

Jak żyć jak hobbit?
- Zaplanuj więcej czasu na jedzenie. Nie musisz oczywiście jeść sześciu posiłków dziennie. Chodzi raczej o to, żeby nie traktować jedzenia jak paliwa spożywanego przy komputerze. Usiądź przy stole. Ugotuj coś od podstaw. Zjedz spokojnie. Zaproś kogoś na podwieczorek.
- Spaceruj bez celu. Hobbici słynęli z zamiłowania do chodzenia. Współczesny spacer często ma jednak konkretny cel: 10 tysięcy kroków, tempo, dystans, spalanie kalorii. Tym razem wyjdź bez aplikacji. Niech spacer będzie po prostu spacerem.
- Zostaw telefon poza zasięgiem. Nie musisz od razu robić cyfrowego detoksu. Zacznij od jednej godziny dziennie, podczas której telefon nie leży obok ciebie. Jeszcze lepiej, jeśli nie będzie wtedy żadnego ekranu.
- Zrób coś rękami. Upiecz chleb, ugotuj zupę, posadź zioła, napraw coś, narysuj, zrób na drutach albo po prostu posprzątaj ogród. Hobbici byli mocno związani z ziemią, rzemiosłem i codziennymi czynnościami. W świecie cyfrowym kontakt z czymś fizycznym może być przyjemną odmianą.
- Przestań być produktywny przez część dnia. To może być najtrudniejsze. Nie każda godzina musi coś przynieść. Możesz przeczytać kilka stron książki, posiedzieć na ławce, pogadać z sąsiadem albo wypić herbatę, patrząc przez okno.
- Pielęgnuj małe rytuały. Hobbici lubili powtarzalność i domowe zwyczaje. Ty też możesz mieć swoje: niedzielne śniadanie, wieczorną herbatę, piątkowe pieczenie ciasta, sobotni spacer. Rytuały nie muszą być spektakularne. Ich wartością jest właśnie to, że są zwyczajne.
- Spotykaj się z ludźmi bez specjalnego powodu. Nie wszystko musi być wydarzeniem. Wystarczy wspólna kolacja, kawa, planszówka czy rozmowa przy stole. W świecie wiadomości wysyłanych przez komunikatory bezpośredni kontakt staje się czymś, co trzeba świadomie chronić.
- Kupuj mniej, ale wybieraj rzeczy, które naprawdę lubisz. Shire nie jest światem nieustannej konsumpcji. Dom, ogród, dobre jedzenie, książki, przyjaciele - to wystarcza. Hobbitmaxxing można więc potraktować również jako pochwałę wystarczalności: nie potrzebujesz ciągle czegoś nowego, żeby dobrze żyć.
- Zostaw miejsce na nudę. To być może najważniejsza zasada. Nie wypełniaj każdej chwili podcastem, muzyką, filmem albo przewijaniem telefonu. Nuda jest niekomfortowa, ale właśnie wtedy głowa dostaje szansę odpocząć od nieustannego napływu bodźców.
Nie chodzi o ucieczkę od rzeczywistości
Oczywiście życie w stylu Shire nie jest receptą na wszystkie problemy. Jeśli ktoś doświadcza prawdziwego wypalenia zawodowego, samo pieczenie chleba i spacer po lesie nie rozwiążą problemu. Światowa Organizacja Zdrowia opisuje wypalenie jako zjawisko związane z przewlekłym stresem w pracy, charakteryzujące się wyczerpaniem, dystansem lub cynizmem wobec pracy oraz spadkiem poczucia skuteczności.
Hobbitmaxxing może być jednak ciekawym sposobem na zadanie sobie pytania: ile miejsca w moim życiu zajmuje to, co naprawdę jest dla mnie ważne?
Bo Tolkien zrobił z hobbitów coś więcej niż sympatycznych, niskich mieszkańców Shire'u, którzy lubią jeść. W świecie pełnym wielkich wojen, potężnych władców, ambicji i walki o władzę to właśnie oni - mali, zwyczajni i przywiązani do swoich domów - okazują się zdolni zrobić rzeczy wielkie.
Bilbo wyrusza w podróż, choć wcale nie jest urodzonym bohaterem. Frodo opuszcza Shire, choć najbardziej chciałby zostać w domu. Sam Gamgee okazuje się jednym z najwierniejszych i najbardziej odważnych bohaterów całej opowieści.
I tutaj kryje się najciekawszy paradoks hobbitmaxxingu: nie chodzi o to, żeby całe życie siedzieć w norze. Chodzi o to, żeby mieć do czego wracać i wiedzieć, co nam służy.














