Spis treści:
- Co dzieje się z ciałem, gdy zakładamy nogę na nogę
- Skąd bierze się mrowienie i drętwienie?
- Obwinianie jednej pozycji to spore uproszczenie
Zakładanie nogi na nogę jest szkodliwe. Brzmi logicznie, prawda? Jedna noga znajduje się wyżej, druga niżej, co oznacza, że ciało ustawione jest asymetrycznie. Coś musi być nie tak. Do tego dochodzą opowieści o ucisku naczyń krwionośnych i drętwieniu kończyn. Problem w tym, że intuicja często prowadzi nas na manowce, a zdrowy rozsądek warto traktować ze… zdrowym dystansem. Czy to jeden z tych przypadków?
Co dzieje się z ciałem, gdy zakładamy nogę na nogę
Zakładanie nogi na nogę to raczej odruch niż świadoma decyzja. Ciało samo szuka pozycji, w której jest mu wygodniej. Zmieniamy ułożenie nóg, bo (zbyt) długo siedzimy w jednej pozycji. A skoro robimy to bezwiednie, pojawia się naturalna myśl, że nie ma się czym przejmować. Tyle że niemal każdy słyszał, czy to od babci, czy w internecie, że siadanie w ten sposób szkodzi.
Gdy zakładamy nogę na nogę tylko na chwilę, organizm zazwyczaj radzi sobie bez problemu. Owszem, może dojść do lekkiego ucisku naczyń krwionośnych, zwłaszcza w okolicy kolana, ale zdrowe ciało szybko kompensuje takie drobne zaburzenia. Kręgosłup i miednica potrafią dostosować się do asymetrii, bo są do tego przystosowane. Problem zaczyna się wtedy, gdy w tej pozycji spędzamy długie godziny.
Przy długotrwałym siedzeniu z nogą na nodze miednica może delikatnie się przekręcać, a kręgosłup reagować skrętem i napięciem mięśni po jednej stronie. Biodra zaczynają pracować nierównomiernie, a mięśnie stabilizujące są przeciążone. Różnica między "na chwilę" a "przez pół dnia przy biurku" okazuje się więc kluczowa. To nie sama pozycja jest problemem, lecz czas, przez jaki ją utrzymujemy.
Skąd bierze się mrowienie i drętwienie?
Uczucie mrowienia lub drętwienia to najczęściej efekt ucisku nerwów albo chwilowego ograniczenia przepływu krwi. Gdy noga pozostaje w nienaturalnym ułożeniu przez dłuższy czas, nerwy zaczynają dawać o sobie znać. To sygnał ostrzegawczy, ale niekoniecznie powód do paniki.
Jeśli drętwienie mija po zmianie pozycji i nie wraca, mamy do czynienia z chwilowym dyskomfortem. Jeśli jednak pojawia się regularnie, narasta szybko i towarzyszy mu ból lub osłabienie, warto przyjrzeć się temu uważniej. Nie musi to automatycznie oznaczać, że zakładanie nogi na nogę jest "zakazane". Częściej oznacza, że ciało domaga się większej różnorodności ruchu.
Obwinianie jednej pozycji to spore uproszczenie
Zrzucanie całej winy na zakładanie nogi na nogę jest kuszące, bo daje prostą odpowiedź. A wszyscy lubimy proste wyjaśnienia. Tymczasem ciało nie funkcjonuje w oderwaniu od reszty dnia. Jeśli przez osiem godzin siedzisz, niezależnie od tego, jak układasz nogi, kręgosłup i mięśnie i tak dostają w kość. Nawet najbardziej "książkowa" pozycja przestaje być dobra, gdy trwa zbyt długo.
Znacznie większy wpływ na dolegliwości przypisywane tej pozycji mają brak ruchu, ogólna kondycja mięśni, styl życia i predyspozycje genetyczne. Są osoby, które siedzą z nogą na nodze przez lata i nie odczuwają żadnych konsekwencji. Są też takie, u których nawet niewielka asymetria szybko wywołuje napięcie i ból.
Jeśli istnieje jedna zasada, która sprawdza się niemal zawsze, jest nią częste zmienianie pozycji. Chwila z obiema stopami na podłodze, potem noga na nodze, później podnóżek, następnie wstanie i krótki ruch. Ciało lubi dynamikę i różnorodność. Zakładanie nogi na nogę samo w sobie nie jest więc naszym wrogiem. Prawdziwym problemem jest po prostu bezruch.













