Reklama

70 proc. obywateli Unii Europejskiej to osoby w pełni zaszczepione

Taki wynik został osiągnięty już w sierpniu. Choć 70 proc. wydaje się wynikiem imponującym, trudno mówić o całkowitym bezpieczeństwie, bo jest bardzo prawdopodobne, że osoby te będą musiały przyjąć niebawem kolejną, trzecią już dawkę szczepionki. Przewodnicza Komisji Europejskiej, Ursula von den Leyen mówi o "wielkim osiągnięciu" i apeluje do wszystkich niezaszczepionych, by nadrobiły ten brak, precyzując, że ma na myśli wyłącznie tych, u których nie ma ku temu przeciwwskazań.

Szczepienia a sprawa polska

W Polsce za to w pełni zaszczepionych jest 58 proc. obywateli. Oznacza to, że jesteśmy w tyle, przynajmniej w porównaniu z całą UE. Eksperci, widząc, co się dzieje, zachęcają do szczepień wszystkich nieprzejednanych, gwarantując, że szczepionek nie zabraknie. Ba, można sobie nawet wybrać preparat, przy pomocy którego chce się być szczepionym.

Dlaczego duża część naszych rodaków nadal się waha? Powodów jest niemało, wymieniamy te, które najczęściej pojawiają się w wypowiedziach osób niechętnych szczepieniom:

"Boję się długofalowych skutków szczepienia - kto wie, jak zareaguje organizm? Czy ktoś mi da gwarancję, że nie zachowuję np. na raka za kilka lat? A może pojawią się zupełnie inne skutki uboczne? Poza tym, mam 35 lat, to ostatni dzwonek na pierwszą ciążę. Nie mam pewności, jak szczepienie wpłynie na płód",

"Preparaty zostały w zasadzie niedawno dopuszczone do obiegu. Czy zostały należycie przebadane? Pozostaje mi albo ślepa wiara w zapewnienia naukowców, albo wstrzymanie się z decyzją",

"Mam obawy, że szczepienie trzeba będzie ponawiać rok w rok. Jak na grypę. Od razu mówię, że na grypę się nie szczepiłem i nie planuję. Z COVID-19 może być tak samo, będziemy musieli po prostu nauczyć się z nim żyć",

"Nie mam zaufania do największych koncernów farmaceutycznych. Żartobliwie mówi się o nich, że ich wyroby mają człowieka leczyć, jak najdłużej, ale niekoniecznie wyleczyć",

"Znajomy ciężko przeszedł szczepienie - ból ręki, osłabienie... Ja mam skłonność do zakrzepów, z powodu ryzyka zakrzepicy dobór odpowiedniej metody antykoncepcyjnej był wyzwaniem. W tym kontekście boję się szczepień i uważam, że mam powód",

"Podejrzewam, że już przechorowałam COVID, nie żyłam pod kloszem, jeździłam mpk, dotykałam twarzy, nie dezynfekowałam zakupów przyniesionych ze sklepu - nie twierdzę, że koronawirus nie istnieje, ale widocznie jestem odporna. Zresztą, zaszczepieni też mogą chorować, a co gorsza - przenosić wirusa dalej"

Reklama

Dawki przypominające - dla kogo?

W świetle aktualnej wiedzy nie ma potrzeby, by wszyscy, którzy przyjęli pełne dawki musieli szturmować punkty szczepień po tę trzecią, przypominającą. Jak podaje serwis PAP Zdrowie, naukowcy wyodrębnili grupy, którym dodatkowa dawka jest jednak rekomendowana, a są to m.in.:

  • pacjenci z chorobą nowotworową,
  • osoby, u których zdiagnozowano umiarkowany lub ciężki zespół pierwotnych niedoborów odporności,
  • nosiciele wirusa HIV,
  • biorcy narządów, przyjmujący leki immunosupresyjne,
  • osoby, którym podano wypreparowane komórki macierzyste (np. z krwi obwodowej),
  • osoby poddawane leczeniu nerkozastępczemu (dializom),
  • pacjenci przyjmujący duże dawki kortykosteroidów.

Im właśnie wysłano skierowania na kolejną dawkę szczepień. 

Szczepionek na pewno nie zabraknie

Komisja Europejska przekonuje, żeby nie tylko dążyć do wyszczepienia całe dorosłej i nastoletniej populacji, ale i wydatnie pomagać tym państwom, które ze względów finansowych nie mogą sobie na to pozwolić.

Badacze apelują, by nieszczepieni przełamali się i przyjęli szczepionkę, nie jest za późno, a dawek na pewno nie zabraknie. Do końca roku planuje się wypuszczenie do obiegu kolejnych 200 milionów dawek, tak aby kraje o niskim lub średnim dochodzie mogły "gonić" Europę.

Zobacz także:

Wariant Mu już w Polsce. Co o nim wiadomo?

Syndrom śmiejącej się kukiełki - na to cierpi syn Colina Farrella

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL