Reklama

Tak "leczą" nas celebryci. Niestety, to nie jest zmyślone [FELIETON]

Tęsknię za czasami, gdy media pozwalały sobie na podawanie spreparowanych informacji raz w roku. Siadało się wtedy 1 kwietnia przed Teleexpressem i próbowało zgadnąć, która ze śmiesznych lub absurdalnych historii nie jest prawdziwa. Dziś to się nazywa fake newsy, i mamy z nimi do czynienia codziennie. Pół biedy, gdy dotyczą celebrytów, gorzej, gdy dotyczą medycyny i zdrowia publicznego, a już dramatycznie - gdy ci pierwsi biorą się za komentowanie tego drugiego. Celebrity-based medicine ma się coraz lepiej. A z okazji prima aprilis nie trzeba już wymyślać dowcipnych treści, wystarczy otworzyć social media gwiazd.

COVID-19? Nie istnieje, ale straszy

Wraz z początkiem pandemii SARS-CoV-2 nastała też inna, bardzo szkodliwa i zaraźliwa pandemia - pandemia fake newsów, dezinformacji i paramedycznych doniesień wyssanych z palca. Sprzyjały jej strach, niepewność i media elektroniczne, które w tym przypadku funkcjonują jak lekarstwo: podane przez specjalistę - pomagają, w niepowołanych rękach mogą być trujące i wywołać lawinę bolesnych skutków ubocznych.  

Najpopularniejszy fake-news o COVID-19, który ciągle ma się świetnie? Że choroby nie ma, wymyślono ją by kontrolować ludzkość, a poprzez szczepionki - doprowadzić do depopulacji świata. O tym, że są tańsze i skuteczniejsze metody osiągnięcia takiego niecnego celu, autorzy teorii chyba nie wspominają. Widać zakładają finezję stojących za tym wszystkim spiskowców. 

Reklama

Kogo? Nie wiadomo, zwykle są to bliżej nieokreślone wielkie korporacje, bogacze pociągający za sznurki władzy i niewidzialni wrogowie, ukryci w meandrach social mediów. Co ciekawe, takie teorie szerzone są właśnie za pośrednictwem mediów społecznościowych, a osoby je upowszechniające, ochoczo korzystają także z produktów i usług wielkich korporacji. 

Czosnek na wirusa, alkohol dla kurażu

Ale wróćmy do pseudomedycyny. 

Na temat COVID-19 napisano już chyba wszystko. Ale szczególnie ciekawe wydają się doniesienia, jakoby wirus SARS-CoV-2 mógł się przenosić przez sieć komórkową 5G (przypomnijmy, dla osób, które na biologii w piątej klasie przysnęły: SARS-CoV-2, jak wszystkie tego typu wirusy, przenosi się wyłącznie drogą kropelkową i kontaktową za pośrednictwem śluzówki jamy ustnej, nosa i oczu). By się chronić, należy się więc odłączyć od WiFi i na wszelki wypadek telefon owinąć folią aluminiową. Poza tym, wystarczy, że zjesz czosnek i popijesz wódką, a żaden wirus się ciebie nie chwyci. Ale zaraz, zaraz... przecież skoro wirusa nie ma, to jak może przenosić się przez wirtualne łącza i po co zabijać go naturalnymi suplementami diety? 

Interesujące są też sposoby domowej autodiagnostyki, wszak testy się mylą i są tylko nabijaniem kieszeni koncernom farmaceutycznym. A przecież zamiast się badać, można wstrzymać oddech na przynajmniej 10 sekund. Jeśli wytrzymasz bez kaszlu lub uczucia dyskomfortu, to oznacza, że nie jesteś zakażony. Proste? Bynajmniej. Można się pogubić. 

Celebrity-based medicine na ratunek

Na szczęście z pomocą w zrozumieniu zawiłości tego świata i medycyny, przychodzą celebryci. Oni przecież znają się najlepiej na śpiewaniu, pozowaniu i graniu w serialach. Z pewnością więc, wraz z kolejnymi polubieniami na Instagramie, nabyli też dogłębną wiedzę medyczną. Ona po prostu na nich spłynęła razem ze sławą. Podobnie zresztą, jak wiedza w każdej innej dziedzinie. Celebryci są wszak ekspertami od wszystkiego. Jak zrobić obiad, wychować dziecko, odwrócić ocieplenie klimatu, poprowadzić działania wojenne, wyleczyć raka, pokonać depresję? Spytajmy celebrytów, a świat będzie lepszy. 

Oregano i jad żaby. Szamanki z social mediów

Wśród koronasteptycznych-ekspertek w naszym kraju prym wiodą piosenkarka Edyta Górniak oraz Viola Kołakowska, była/obecna partnerka Tomka Karolaka. 

Pierwsza w szczycie zakażeń covidem sugerowała, że osoby przebywające w szpitalach to podstawieni statyści. A na wszelkie wirusy pomoże witamina C i oregano. Niestety zapomniała powiedzieć, jak je stosować. Viola Kołakowska zabłysnęła m.in. atakami na znane osoby chorujące na COVID-19, i stwierdzeniem, że (choć przecież koronawirus nie istnieje) najlepszą metodą walki z nim będzie naturalna "szczepionka" na bazie jadu amazońskiej żaby. Czyli jednak coś jest na rzeczy. 

Dlaczego to jest niebezpieczne?

Podobne wnioski dotyczące zdrowia, chorób i leczenia, wyłuskane z własnych przemyśleń i przeczuć, opublikowane przez osobę znaną, to właśnie celebrity-based medicine. W przeciwieństwie do evidence-based medicine, czyli medycyny opartej na dowodach i badaniach, ta gałąź "nauki" zyskuje coraz więcej zwolenników. 

Zjawisko celebrytyzacji nauki i medycyny jest zresztą znacznie starsze od covidu, a nawet od social mediów. Jak świat światem, to co polecał i sugerował ktoś znany, trafiało pod strzechy. 

Działa tu kilka mechanizmów psychologicznych. Celebryci, dzieląc się jakimiś spostrzeżeniami, często wskazują na własne doświadczenia (niekoniecznie przecież prawdziwe) i swój sukces (niekoniecznie zaistniały) związany ze stosowaniem (lub zaniechaniem stosowania) danego produktu, co podbija ich wiarygodność. Mało tego, niektórzy ludzie wierzą, że stosując metody leczenia promowane i używane przez celebrytów, lub przyjmując ich tok myślenia, upodobnią się do nich. Zwykle robią to nieświadomie. 

Szkoda, że zajęci hejtem na służbę zdrowia i wszelkie media, zapominają, że znani i lubiani, lubią być pod wpływem. Kogoś, lub - o zgrozo - czegoś. I odlatywać daleko od rzeczywistości. Warto trzymać się więc faktów, by nie odlecieć razem z nimi. 

CZYTAJ TAKŻE: 

Bożena Dykiel przekonuje, że litem leczy się depresję. Ma rację?

Viola Kołakowska twierdzi, że zna przyczynę śmierci księżnej Diany

Edyta Górniak o szczepionce: Wolę odejść z tego świata

INTERIA.PL

W serwisie zdrowie.interia.pl dokładamy wszelkich starań, by przekazywać wyłącznie sprawdzone, rzetelne informacje o objawach i profilaktyce chorób, bo wierzymy, że świadomość i wiedza w tym zakresie pomogą dłużej utrzymać dobre zdrowie.
Niniejszy artykuł nie jest jednak poradą lekarską i nie może zastąpić diagnostyki i konsultacji z lekarzem lub specjalistą.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL