Reklama

Położna: Ciężarnym w Polsce należy się dostęp do edukacji i swoboda decydowania o sobie

Czy ciąża to na pewno nie choroba, skoro z tym stanem wiąże się tak dużo wizyt u lekarza, badań i potencjalnych powikłań? Co musi znieść organizm i psychika ciężarnej kobiety, i co można zrobić, by ciążę przejść lżej? Z ekspertem, Izabelą Dembińską, warszawską położną i autorką książek "Lekko w ciąży", "Rodzić można łatwiej" i "Pierwsze chwile z noworodkiem", rozmawiamy o tym, z czym wiąże się bycie w ciąży w Polsce. Dlaczego zdrową ciążę powinna prowadzić położna, skąd bierze się nadmierna medykalizacja ciąż i dlaczego każdej ciężarnej powinno należeć się zwolnienie lekarskie, nawet bez wskazań medycznych.

Karolina Dudek, Interia ZDROWIE. Mówi się, że ciąża to nie choroba. Rzeczywiście, nie jest jako taka sklasyfikowana, ale nie jest też stanem "normalnym" dla organizmu. Funkcjonuje określenie, że ciąża to "stan odmienny". Czy słusznie?

Izabela Dembińska, położna: - I tak i nie, bo w tym stanie odmiennym ciąża to nadal stan fizjologiczny. Jednak musimy pamiętać, że nie każda ciąża pojawia się w organizmie zdrowej kobiety, nie każda też pojawia się w sposób naturalny. Kobiety, które wiele lat starają się o ciążę, a potem w nią zachodzą, np. dzięki metodom wspomagania rozrodu, są obarczone ogromnym lękiem, o to, czy ona się utrzyma. 

Reklama

- Są też panie, które zachodzą w ciążę lecząc się przewlekle, i nie są to tylko takie choroby jak cukrzyca czy nadciśnienie, ale zdarzają się dużo poważniejsze - w ciąży są także kobiety z nowotworami. Stan ciąży jest fizjologiczny i naturalny, ale pytanie, w jakim organizmie ta ciąża się rozwija i jak przebiega. Częstym przypadkiem jest ciąża wysokiego ryzyka, która może być utrzymana, ale dzięki wspomaganiu farmakologicznemu.

Czy z pani perspektywy ciąża jest wystarczającym powodem do tego, by przerwać pracę, aby skupić się na dziecku i sobie, i skorzystać ze zwolnienia lekarskiego? To gorący temat - wczesne przechodzenie na L4 przez kobiety ciężarne wzbudza wiele emocji. Niektórzy mówią o nadużyciach.  

- Obecnie na zwolnienie lekarskie przechodzą kobiety, których ciąża nie przebiega fizjologicznie. Natomiast musimy liczyć się z tym, że nawet stany naturalne, które występują w zdrowej ciąży, mogą bardzo utrudnić codzienne funkcjonowanie. Mówię tu o mdłościach, dużej senności, oraz sytuacji, gdy z powodów hormonalnych dochodzi do bardzo dużych zmian w sferach psychoemocjonalnej i intelektualnej, przez co wydolność zawodowa nie jest już taka, jaka była przed ciążą. To objawia się m.in. tendencją do przekręcania słów, skłonnością do ponadprzeciętnej emocjonalności, nieradzeniem sobie z uwagami ze strony pracodawcy. Skutkować może ogromnymi, nagłymi zmianami nastroju, a u kobiet z depresją w wywiadzie, depresja może powrócić.

Coraz więcej mówi się o depresji poporodowej, ale przecież mamy też do czynienia z depresją ciążową.

- Dlatego właśnie nie bez podstaw, w pierwszym i trzecim trymestrze ciąży, przeprowadza się tzw. kwestionariusz przesiewowy ryzyka wystąpienia depresji w ciąży. W tym czasie ciężarne są obarczone największym ryzykiem wystąpienia depresji, i nie chodzi tylko o kobiety predysponowane do depresji, ale o wszystkie ciężarne. Wpływ na to mogą mieć m.in. warunki fizyczne w miejscu pracy, ale też samo środowisko pracy, relacje między pracownikami, poziom stresu. Nie bez znaczenia są też zmiany hormonalne i sytuacja życiowa, w jakiej pojawiła się ciąża, oraz wcześniejsze niepowodzenia położnicze.

W Polsce ciężarna może pójść na pełnopłatne zwolnienie lekarskie, jeśli lekarz wskaże przyczyny zdrowotne. Pani zachęca, żeby łaskawym okiem spojrzeć na kobiety biorące zwolnienie już od pierwszych tygodni ciąży. W praktyce przyszłe mamy na długim L4 spotykają się z krytyką. Byłam świadkiem negatywnego oceniania ciężarnych, które wcześnie zrezygnowały z pracy, zarzucano im symulowanie złego samopoczucia i wykorzystywanie ciąży do uniknięcia pracy. Z drugiej strony - paradoksalnie - krytykowane są też kobiety, które pracują do ostatnich dni ciąży. "Życzliwi" komentują, że to niebezpieczne, że nie dbają one należycie o dziecko. Mam wrażenie, że najwięcej do powiedzenia mają - o ironio - inne kobiety. 

- Rzeczywiście, mężczyźni rzadziej się wypowiadają w tym temacie, dla nich jednak ciąża jest stanem mocno abstrakcyjnym. Natomiast komentarze innych kobiet często bywają bardzo bolesne. Warto zwrócić uwagą na to, kto te opinie wysnuwa? Ja obserwuję, że niewybredne komentarze w związku z L4 w ciąży zwykle formułują albo kobiety, które nigdy w ciąży nie były, albo te, którym, z różnych powodów, nie dane było z tego L4 skorzystać.

- Jest też, jak pani zauważyła, grono osób, które nie potrafi zrozumieć, że kobieta w ciąży może czuć się doskonale, zarówno fizycznie, jak i intelektualnie. Być w dobrej formie i chcieć pracować do rozwiązania, bo praca ją zwyczajnie nakręca, a wie, że gdy pojawi się dziecko, nie będzie przez pierwsze miesiące mogła się w tym obszarze realizować. Jeżeli praca powoduje, że ciężarna rozkwita i czuje się spełniona, to ona wręcz powinna pracować. 

Aż chciałaby się powiedzieć: nie oceniajmy innych przez pryzmat własnych doświadczeń i pozwólmy im być w ciąży po swojemu. 

- I pamiętajmy, że niektóre kobiety tak bardzo boją się o swoją ciążę, że pragną spędzić ten czas w domu, spokojnie, bez konieczności zrywania się o szóstej rano i gnania do pracy, w której panuje być może presja czasu i wyników. Zgodnie z kodeksem pracy, jeżeli warunki pracy są szkodliwe dla ciąży, to kobieta ciężarna powinna być przez pracodawcę przesunięta na bezpieczniejsze stanowisko czy miejsce pracy. 

W swojej książce "Lekko w ciąży" pisze pani do ciężarnych: "Spójrz w ciągu tych dziewięciu miesięcy na siebie łaskawie, nie mydl sobie oczu, że ciąża to tylko stan błogosławiony, pełen uniesienia (...) .Chroń siebie w tym czasie i opiekując się rozwijającym się dzieckiem, zaopiekuj się tak samo nową sobą - jesteś w procesie zmiany." Tymczasem właśnie stan błogosławiony bywa problematyczny. Panuje społeczne oczekiwanie, że ciężarna będzie uwznioślona, szczęśliwa i skłonna do poświęceń. Nie nazbyt "uduchowiliśmy" ciążę?

- Dla mnie, jako położnej, to już nawet jest normalne, że w organizmie człowieka wzrasta zarodek, z którego powstaje nowy człowiek. Ale jednak, jakby nad tym się zastanowić, to jest zadziwiające, piękne, wręcz metafizyczne. Stąd pewnie w polskim języku funkcjonuje to określenie o stanie błogosławionym.

- Ile kobiet ciężarnych, tyle opinii - niektóre panie ciążę znoszą fenomenalnie, inne fatalnie. Cały czas podkreślam, i robię to też w książce, że stan błogosławiony wcale nie znaczy, że cały czas mamy chodzić zadowolone i uśmiechnięte. Fizjologia i biologia fundują ciężarnym supermocny koktajl hormonalny. Organizm kobiety musi bardzo dużo znieść. Ponadto, pamiętajmy o tym, że nie każda ciąża jest ciążą chcianą i planowaną lub niepowikłaną. To wszystko powinno zmienić społeczne myślenie o ciąży, jako stanie błogosławionym.

Czy słyszała pani o pomyśle rejestracji ciąż? Wyobrażam sobie, że taki obowiązek wywoła patologiczną sytuację, w której kobiety będą unikać zgłaszania się do lekarzy, by utrzymać swoją wczesną ciążę jak najdłużej w tajemnicy...

- Szczerze powiem, że nie do końca rozumiem, czemu takie prawo miałoby służyć. Zawsze staram się zakładać, że motywacja, jaka stoi za podobnymi decyzjami, jest dobra, ale nie ukrywajmy, że zakrawa to pod duże ograniczenie prawa do intymności kobiety. Jeżeli motywacją jest faktycznie tylko digitalizacja dokumentacji to OK, ale przy obecnych nastrojach społeczno-politycznych z pewnością wzbudza to kontrowersje i, zapewne u wielu osób, lęk.

Czy w swojej codziennej praktyce położnej zaobserwowała pani, żeby kobiety będące obecnie w ciąży odczuwały większy niż kiedyś niepokój? Czy od ponad roku, kiedy kontrowersyjna decyzja Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej zaostrzyła w Polsce prawo do aborcji, kobiety z większym strachem podchodzą do badań prenatalnych i wszelkiej diagnostyki w ciąży? Zauważyła pani zmianę?

- Kobiety były, są i, miejmy nadzieję, będą w ciążach, i zawsze, jak świat światem, ciąża równała się lękowi o siebie i o dziecko. To jest zupełnie naturalne. Natomiast obserwuję, że zarówno kobiety, które są teraz w ciąży i stają przez diagnostyką prenatalną, jak i wszystkie inne kobiety, które dopiero planują być w ciąży, cechuje bardzo duży poziom lęku.

 

- Idealnie by było, gdyby kwestie światopoglądowe nie wchodziły w tematy okołoporodowe i te dotyczące płciowości kobiet. Bardzo bym sobie życzyła, żeby zamiast angażować się w kolejne ograniczenia, skupić się na edukacji, bo w Polsce ,niestety, edukacja dotycząca sfery seksualności, płciowości i wszystkich kwestii okołoporodowych - kuleje. A to tutaj wszystko się zaczyna. 

Temat edukacji przedporodowej, to jest nieodpłatnych zajęć dla przyszłych mam, realizowanych w ramach NFZ, wiąże się też z kwestią wciąż podważanej samodzielności zawodu położnej w Polsce. Ciągle słyszy się o pomysłach sprowadzenia położnych do roli pielęgniarek w gabinetach ginekologów. Tymczasem to położne pracują najciężej przy ciężarnych i rodzących. Za granicą to położne prowadzą ciąże.

- Na szczęście ciągle obowiązuje nas akt prawny, Standard Opieki Okołoporodowej, który jasno określa, że jeśli ciąża jest prowadzona przez lekarza, to lekarz ten ma obowiązek skierować ciężarną po 21 tygodniu ciąży na zajęcia z edukacji przedporodowej, prowadzone przez położną. Co więcej, ten sam akt prawny zakłada, że jeśli ciąża przebiega prawidłowo i jest to tzw. ciąża fizjologiczna, czyli niskiego ryzyka, to może prowadzić ją położna. 

- W krajach zachodnich jest to standard, że kobieta, która zachodzi w ciążę, w pierwszej kolejności widzi się z położną. Jeżeli coś odbiega od normy, jeśli pojawiają się jakieś komplikacje, wówczas jest ona kierowana do specjalisty od patologii ciąży. Ale w większości przypadków, gdy z ciążą jest wszystko dobrze, wystarczy kontakt z położną. 

W Polsce to niepopularne. Kobiety, które zwracają się ku naturalnej, niezmedykalizowanej opiece okołoporodowej, które chcą prowadzić ciążę u położnej, lub rodzić w domu, są wytykane palcami jako te nieodpowiedzialne, które ryzykują życie dziecka. Tymczasem przecież zdrowa ciąża nie wymaga ciągłej interwencji lekarza.  

- W praktyce w Polsce prowadzenie ciąży na NFZ przez położną jest niepopularne i mało dostępne, zwłaszcza w małych miastach. Wiele kobiet nawet nie wie, że ciąże może prowadzić lekarz internista lub położna, niekoniecznie ginekolog. Jest też ciągle małe zaufanie do położnych. Niewiele osób rozróżnia, kim jest położna, a kim pielęgniarka, jakie mamy kompetencje. Mało kto wie, że jesteśmy tak naprawdę dwoma różnymi zawodami. 

- Jest wreszcie i taki fakt, i to być może właśnie najsilniej wstrzymuje kobiety ciężarne przed kierowaniem się bezpośrednio do położnych, że obecnie tylko lekarz może wystawić zwolnienie. Położne nie mają możliwości wypisania L4. I tu wracamy do początku naszej rozmowy. Bo jeśli zwolnienie - to znaczy, że ciąża jest wysokiego ryzyka. Tymczasem ja marzę, aby kobiety same mogły decydować o tym, czy pracować w ciąży czy nie, i aby miały zagwarantowane świadczenia na ten okres, niezależnie od tego, czy ciąża jest zagrożona, czy fizjologiczna. 

Mam poczucie, że której kobiety by nie zapytać - z ciążą każdej coś było nie tak. Na ile to prawda, na ile to wyolbrzymianie, a na ile być może - znak czasów?  

- Siłą rzeczy, lekarze, którzy prowadzą większość ciąż w Polsce, są kształceni w patologiach i leczeniu chorób. Są często świetnymi specjalistami, ale skoncentrowanymi na poszukiwaniu nieprawidłowości. Opieka położnej jest holistyczna - to opieka medyczna w zakresie fizjologii, ale też w sferze psychoemocjonalnej. Opieka położnej nad kobietą ciężarną skoncentrowana jest na tym, by wspierać jej fizjologię, edukować, zapobiegać ewentualnym nieprawidłowościom. Podkreślam wspierać - nie straszyć.

Napisała pani książkę "Lekko w ciąży". Czy można mieć wpływ na to, jak się czujemy w ciąży? Ciąża z założenia lekka nie jest, nawet to wybrzmiewa w jej nazwie. Jest czymś, co ciąży.  

- Tak, i oczywiście kobiety mają pełne prawo czuć się w ciąży ciężko. Ale, co mam nadzieję udowadniam w książce, można zrobić wiele, by ciąża nie ciążyła. Zarówno fizycznie jak i psychicznie. Kluczowe jest zaopiekowanie się kobietą holistyczne i zadbanie o wszelkie aspekty jej zdrowia, duszy i ciała. Ciężarne Polki chodzą na potęgę do lekarza, ale nie mamy w zwyczaju odwiedzać fizjoterapeutów ani profilaktycznie korzystać np. z opieki psychologicznej. Zapominamy o tym, skupiamy się na brzuchu, a wszystko inne zostawiamy - i dopiero gdy się zepsuje, próbujemy to naprawiać.

- Ciąża sprzyja dużym zmianom posturalnym, które często po rozwiązaniu nie są już do odwrócenia. Kobiety, które na przykład borykają się z dużym bólem kręgosłupa, słyszą, że to normalne, że nic nie da się z tym zrobić, bo ciąża rośnie i musi boleć, a po porodzie samo przejdzie. Ale to nieprawda, nie przejdzie.  

Można powiedzieć, że ciąża jest papierkiem lamusowym stanu zdrowia kobiety. 

- Ciąża jest screeningiem organizmu.

 

- Istotne jest więc także samo przygotowanie do ciąży - to w jakim organizmie ciąża się rozwija, ma wielkie znaczenie. Czy już przed ciążą kobieta miała choroby przewlekłe, czy odżywiała się prawidłowo, czy się ruszała? To wszystko ma wpływ na ciążę i jej przebieg. Obecnie odnotowujemy ogromną liczbę ciężarnych z cukrzycą ciążową czy nadciśnieniem ciążowym. Jest to jest pokłosie tego, jaki styl życia prowadzą kobiety przed zajściem w ciążę, ale i też przykład tego, że boleśnie dosięgają nas zmiany cywilizacyjne.

Gorzej przechodzimy ciąże niż nasze babki?

- Na pewno więcej nas boli w ciele. Jesteśmy pokoleniem trzech krzeseł, fotela w samochodzie, krzesła przy biurku i sofy. Naszą dominującą pozycją jest pozycja siedząca, tymczasem organizm człowieka jest stworzony do ruchu. 

- No i mamy taki paradoks, że wraz z rozwojem cywilizacyjnym wzrósł nasz poziom wiedzy, ale dobrze było gdyby za nim nadążała też pierwotna samoświadomość swojego ciała, i gdyby za technologią nadążało dbanie o ciało w kontekście jego naturalnej ruchomości i mobilności. Tymczasem sprawność w życiu codziennym mamy na zdecydowanie niższym poziomie niż kiedyś. W ciąży to się boleśnie odczuwa. 

A potem jeszcze musimy rodzić w unieruchomieniu, na leżąco, co jest wbrew fizjologii. Czy gdyby zastosować wszystkie pani rady, dbać o ciało i psychikę w ciąży, ćwiczyć, dobrze się odżywiać, odwiedzać fizjoterapeutę, czy mamy szanse, nie tylko lżej być w ciąży, ale też lżej rodzić?

- Tak, choć tu znów muszę podkreślić holistyczne podejście do ciąży i porodu, jako do wyzwania dla ciała i emocji. Rodzi się przede wszystkim głową! Nastawienie do tego, co się dzieje, i świadomość ciała, o której wspominałam, mają ogromne znacznie. Bardzo dobrze by było, gdyby edukacja i przygotowanie do porodu nie ograniczały się tylko do tego, co spakować do torby do szpitala, albo wyuczenia się na pamięć, w którym momencie porodu może być podane znieczulenie, ale by kobiety poznawały fizjologię porodu, uczyły się otwarcia, metod radzenia sobie z kolejnymi etapami, jakie przynosi. Tymczasem retoryka okołoporodowa sprowadza się w Polsce do straszenia porodem, społeczny odbiór porodu jest martyrologiczny, straumatyzowany. 

- Marzę o tym, by nastała w Polsce kultura mówienia o porodzie w pozytywny sposób - by już małe dziewczynki uczono tego, że ciało kobiety potrafi urodzić, czasem ze wspomaganiem medycyny, ale potrafi. Bo jest wspaniałe i silne. Marzę, by edukacja okołoporodowa przygotowywała kobiety tak, by szły do porodu nie ze strachem, narosłym po przeczytaniu złych historii na forach internetowych, ale przekonane o swojej sprawczości i sile. 

INTERIA.PL

W serwisie zdrowie.interia.pl dokładamy wszelkich starań, by przekazywać wyłącznie sprawdzone, rzetelne informacje o objawach i profilaktyce chorób, bo wierzymy, że świadomość i wiedza w tym zakresie pomogą dłużej utrzymać dobre zdrowie.
Niniejszy artykuł nie jest jednak poradą lekarską i nie może zastąpić diagnostyki i konsultacji z lekarzem lub specjalistą.

Dowiedz się więcej na temat: ciąża | zwolnienie lekarskie w ciąży | położna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL