Spis treści:
- Problemy z koncentracją i luki w pamięci
- Diagnoza była druzgocąca
- Zaskakująca przyczyna choroby
- Grzyb na ścianie a konsekwencje zdrowotne
Problemy z koncentracją i luki w pamięci
Amie Skilton prowadziła aktywny tryb życia i zdrowo się odżywiała, będąc świadoma jak jest to istotne dla funkcjonowania organizmu, z zawodu jest bowiem dietetyczką i promotorką medycyny naturalnej.
Pierwsze problemy ze zdrowiem zauważyła u siebie w dwa miesiące po przeprowadzeniu się do nowego mieszkania w Manly, w Nowej Południowej Walii (Australia). Amie zauważyła u siebie nagły przyrost masy ciała, chociaż nic w jej dotychczasowym życiu się nie zmieniło, a także odczuwała przewlekłe zmęczenie.
Zauważyła również, że pojawia się problem w prozaicznych czynnościach, takich jak wybór ubrania czy wypełnienie kwestionariusza osobowego w urzędzie, kiedy zapomniała, jak się nazywa.
Diagnoza była druzgocąca
Amie zgłosiła się do lekarza i wykonała wszystkie podstawowe badania, których wyniki okazały się być w normie. Postanowiła poszukać pomocy u specjalisty neurologa, ponieważ jej kłopoty z pamięcią pogłębiały się, ale występowały również kolejne objawy.
Amie po kilku miesiącach otrzymała diagnozę, na podstawie wszystkich objawów stwierdzono, że choruję na chorobę Alzheimera typu 3. To genetycznie uwarunkowana odmiana choroby otępiennej, która występuje u ludzi młodych.
Zaskakująca przyczyna choroby
Amie trudno było pogodzić się z diagnozą, a całkowity przypadek sprawił, że poznała prawdziwą przyczynę swoich objawów. W mediach społecznościowych jej koleżanka zamieściła wpis, że jej mąż uległ zatruciu toksynami pochodzącymi z pleśni w ich mieszkaniu.
Amie przypomniała sobie, że mieszkanie, w którym zamieszkała wraz z mężem, przed ich wprowadzeniem się przeszło remont. Rozpoczęła poszukiwania ewentualnych przecieków w mieszkaniu z pomocą technika budowlanego.
To, co odkryli w trakcie kontroli budynku, wprawiło Amie i jej męża w przerażenie. Po remoncie, na skutek uszkodzenia instalacji wodnej, woda przeciekała przez ścianę. Pod dywanem w łazience odkryto czarną pleśń, a po dokładniejszym sprawdzeniu mieszkania Amie odkryła, że pleśń znajduje się nawet pod pokrowcem materaca w jej sypialni.
Po tym odkryciu lekarze zlecili specjalistyczne badania w kontekście długotrwałych procesów zapalnych w organizmie, wywoływanych toksynami, jakie wytwarza pleśń. Amie zmieniła swoje miejsce zamieszkania, a objawy powoli ustępowały.
Zobacz również:
Grzyb na ścianie a konsekwencje zdrowotne
Pleśń znajdująca się w mieszkaniu nie tylko nieestetycznie wygląda, ale niesie szereg konsekwencji zdrowotnych dla organizmu. Pleśń wytwarza toksyny, zwane mytotoksynami, które działają zapalnie i nowotworowo na człowieka.
Objawami związanymi z oddziaływaniem toksyn na organizm są:
- ogólne osłabienie,
- przewlekłe bóle mięśni,
- nawracające infekcje dróg oddechowych,
- nawracające infekcje skóry,
- rozdrażnienie,
- bezsenność.
Oprócz uogólnionej reakcji organizmu, pleśń ma szczególnie toksyczny wpływ właśnie na układ nerwowy. Osoby narażone na nadmierną ekspozycję skarżą się na drętwienia rąk i nóg, zaburzenia równowagi ale także są one podatne na zapalenia stawów kręgosłupa. Bardzo często u osób narażonych na działanie pleśni, pojawiają się zaburzenia pamięci, problemy z koncentracją, zaburzenia oraz uzyskują one gorsze efekty w nauce.

Wieloletnie badania ujawniły także, że pleśń jest kancerogenna, bowiem niektóre grzyby wytwarzają aflatoksyny - szczególnie niebezpieczne dla wątroby, mogące wywołać raka tego narządu. Uszkadzają również nerki oraz działają niekorzystnie na układ hormonalny, co w konsekwencji może prowadzić m.in. do spadku lub zwiększenia masy ciała, niepłodności, wad rozwojowych płodu u kobiet ciężarnych
CZYTAJ TAKŻE:
Objawy raka wątroby i metody leczenia
Grzybica układu pokarmowego - jak się przed nią ustrzec?











