Reklama

Hashimoto zaczyna się w głowie. Zwolnij i oswój stres, by odzyskać kontrolę nad ciałem

W chorobie autoimmunologicznej, jaką jest hashimoto, organizm atakuje sam siebie. Zachowuje się trochę jak niesforne dziecko, które chce zwrócić na siebie naszą uwagę. Ciało zaczyna boleć bez powodu, tyć z powietrza, puchnąć lub swędzieć. Osoba, którą to dopada, budzi się zmęczona, mimo że przespała całą noc, jest rozdrażniona i ma skłonność w depresji, ciągle jest jej zimno. Zanim przyczynę dostrzeże lekarz, bywa, że mijają lata. Jak przekonują autorki projektu "Ogarnij Hashimoto", Kamila Bogucka i Lidia Wójcik, same leczące się na hashimoto, to zaniedbane emocje wołają o pomoc za pośrednictwem ciała. Proces chorobowy zaczyna się w głowie, a u podłoża wszystkiego leżą stres i napięcia z dzieciństwa. Specjalnie dla Interii ZDROWIE pytamy je o to, czy leczenie hashimoto to leczenie emocji, i czy w ogóle możliwe jest wyzdrowienie ciała, bez zdrowego ducha.

Karolina Dudek, Interia ZDROWIE: Nie mam chyba koleżanki, która nie miałaby choćby jednego z długiej listy objawów występujących przy hashimoto lub niedoczynności tarczycy. Problemy z wagą, rozdrażnienie, zły sen, depresje, alergie skórne i pokarmowe, wiecznie zimne dłonie, wypadanie włosów... Każda podejrzewa problemy z hormonami. A kolejki do endokrynologów są jednymi z najdłuższych w kraju. Nie mówiąc już o kolejnych celebrytkach, które jedna po drugiej ogłaszają, że cierpią na hashimoto. Dość wymienić chociażby Kayah, Joannę Krupę, Karolinę Szostak, czy ostatnio ujawnioną chorą - Julię Wieniawę. Plaga?

Reklama

Kamila Bogucka: Kiedyś było po prostu trudniej o diagnozę, choroba Hashimoto była mało znana, pacjentki odsyłano z kwitkiem uznając wręcz, że zmyślają lub przesadzają. Dziś już na szczęście lekarze mają dużo więcej wiedzy i doświadczenia w diagnostyce hashimoto, a chorzy - więcej świadomości, by szukać głębiej przyczyn swoich licznych problemów ze zdrowiem. Ale na początku musimy wyjaśnić jedno - choroba Hashimoto to najogólniej mówiąc stan zapalny całego organizmu, choroba autoimmunologiczna, w przebiegu której organizm sam atakuje siebie i wywołuje kolejne objawy, często w ogóle ze sobą nie związane. Do najczęstszych przyczyn niedoczynności tarczycy zalicza się m.in. chorobę Hashimoto, ale nie są one ze sobą równoznaczne. Nie zawsze też występują w parze.

Pytanie tylko, dlaczego organizm nagle zapada na tę chorobę? Lekarze ciągle nie podali jednoznacznej przyczyny, nauka nadal poszukuje rozwiązania. Zapytam więc Was, bo jesteście autorkami najpopularniejszej strony o hashimoto i społeczności związanej z niedoczynnością tarczycy Polsce. Skąd taki wysyp "hashimotek"? Jakoś nasze babki na to nie chorowały.

Lidia Wójcik: Faktem jest, że Hashimoto to choroba cywilizacyjna - przyczynia się do niej współczesny, wymagający styl życia. Stres, fatalna jakość jedzenia, wszechobecna elektronika, pęd życia, brak snu to wszystko sprawia, że organizm wariuje.

Kamila: Czynników wywołujących hashimoto jest wiele. Wśród nich podejrzewa się m.in. czynniki genetyczne. Coraz jednak głośniej i coraz częściej wśród możliwych przyczyn Hashimoto na pierwszym miejscu wymienia się obciążenia emocjonalne. O Hashimoto mówi się wręcz, że jest chorobą o podłożu psychosomatycznym. I potwierdzają to nasze obserwacje.

Jakiś czas temu zrobiłyśmy ankietę, w której wzięło udział prawie dwa tysiące kobiet. Podkreślam, że nie są to badania naukowe, ale na nasze potrzeby to było niezwykle cenne źródło informacji. Zapytałyśmy w niej m.in. o to, czy początek choroby poprzedzały jakieś szczególne okoliczności stresowe, czy osoby te doświadczyły tak zwanego przekraczającego dzieciństwa lub przewlekłego stresu. Wyniki niestety w ogóle nas nie zaskoczyły. 90 proc. ankietowanych wskazało problemy ze stresem, a 70 procent dodatkowo zaznaczyło, że zmagało się z trudnym dzieciństwem.

Możemy więc podejrzewać, że czynnikiem który przyczynia się do wystąpienia choroby, lub zaostrzenia jej objawów, jest właśnie chroniczny stres.

Chcecie powiedzieć, że hashimoto zaczyna się w głowie? Co oznacza w tym przypadku psychosomatyczne podłoże choroby.

Lidia: To jest trochę tak, że my, dopóki coś nas porządnie nie zaboli, kompletnie nie dostrzegamy tych wszystkich zależności między stanem naszego organizmu, a tym, w jaki sposób żyjemy i jak traktujemy siebie. Gdy zaczęłyśmy prowadzić projekt "Ogarnij Hashimoto", oraz bardziej szczegółowo przyglądać się chorobie i chorującym, same byłyśmy zaskoczone tym, jak bardzo czynniki środowiskowe wpływają na rozwój tej choroby. Wśród nich bardzo ważny jest wątek dzieciństwa.

Dostrzegam tu książkowy scenariusz wizyty u psychoterapeuty. Człowiek przychodzi z nerwicą natręctw lub depresją po rozwodzie, a terapeuta pyta o wczesne relacje z matką.

Lidia: I ma rację! Coraz więcej badań mówi o tym, że wczesnodziecięce doświadczenie, poczucie bliskości, bezpieczeństwa, jakość relacji z rodzicem, uważność opiekuna na dziecko... determinują tak zwane style przywiązania, które później - w dorosłym życiu - mają niebagatelny wpływ na zdrowie. Jeśli styl przywiązania był bezpieczny, pełen dobrych emocji, ciepła, jeśli było w nim miejsce na okazywanie słabości czy samodzielne eksplorowanie świata, dostaliśmy od rodziców piękny dar, ale należymy do  mniejszości. Większości społeczeństwa, nawet jeśli nie zdaje sobie z tego sprawy, doznała zaburzonego, dysfunkcyjnego stylu przywiązania do opiekuna. To negatywnie wpływa na percepcję świata w dorosłym życiu. Osoby tak wychowane postrzegają wszystko przez pryzmat swoich dziecięcych doświadczeń, czyli bardzo często niepewności, nadmiernych lęków, braku poczucia bezpieczeństwa, niskiego poczucia własnej wartości

Wszystko to święta prawda. Ale jak się to ma do hashimoto?

Lidia: Związek jest bezpośredni. Bo osoba z takim spojrzeniem na świat, nazwijmy to osoba zewnątrzsterowna, której dobre samopoczucie zależy od tego, co o niej myślą inni, co zrobiła w pracy, ile waży i jak czysty jest jej dom, to osoba, która się przepracowuje, bierze na siebie za dużo, za mało sypia, zajada nerwy i nie dba o osobie. To osoba, która na wszelkie trudności reaguje ogromnym napięciem. Taka osoba wręczcie nierzadko - zapada na depresję. To wszystko są czynniki ryzyka rozwinięcia się kolejnych chorób autoimmunologicznych. 

Zupełnie jakby organizm buntował się, żeby zwrócić na siebie uwagę. Jak dziecko, które jest niesforne, bo chce, żeby rodzice wreszcie znaleźli dla niego czas.

Kamila: Tak nasz organizm woła o pomoc. W chorobie psychosomatycznej dochodzi do sytuacji, w której osoba realnie odczuwa ból, czasem bardzo "silny, przewlekły, obserwuje u siebie  fizyczne objawy choroby, ale wszystkie wyniki badań pokazują, że jest zdrowa. Osoby, z którymi współpracujemy, z którymi spotykamy się na naszych warsztatach, czy w grupie "Ogarnij Hashimoto na Facebooku, to często takie właśnie przypadki. Latami cierpią na przykład na bóle głowy czy kręgosłupa, puchną, mają problemy żołądkowe, ciągle się przeziębiają, a badania nie wykazują niczego. Nie mają niedoboru witamin, wyniki badań z krwi są w porządku, a obrazy z USG czy prześwietleń - prawidłowe. Stoją za tym dramaty ludzi, którym lekarze  nie potrafią pomóc, odsyłają ich z gabinetu bez pomysłu na to, jak im pomóc. Nie mogą ich leczyć, bo i na co, skoro wyniki są dobre?

Internista czy endokrynolog nie wyleczy choroby, której nie widać.

Kamila: Są oczywiście liczne osoby, u których choroba Hashimoto czy niedoczynność tarczy daje o sobie znać także w wynikach badań. Spada poziom witamin, jak na dłoni widać niedobory, jest nieprawidłowy poziom TSH, fT3, fT4 i innych hormonów. I paradoksalnie taka diagnoza: "Ma pani hashimoto" to dla wielu osób wręcz ulga - bo wreszcie można zacząć się leczyć, bo choroba istnieje i można coś z tym zacząć robić. Ale samo leczenie tabletką z hormonem to za mało. Tu konieczna jest zamiana diety, stylu życia i fundamentalny element - zajęcie się własną głową, bo to właśnie tam często choroby i złe samopoczucie mają swoje źródło.

Nie przeceniamy znaczenia stresu? Mam wrażenie, że ostatnio wszystko nim tłumaczymy.

Lidia: Jest książka, którą wszystkim gorąco polecamy "Dlaczego zebry nie mają wrzodów?". Tam bardzo dokładnie wytłumaczone jest jak stres bezpośrednio przekłada się na nasze zdrowie. Przytoczone są m.in. badania grupy osób z zaburzeniami hormonalnymi, konkretnie z insulinoopornością, w trakcie których okazało się, że większość z nich cierpiała lub nadal cierpi na chroniczny stres.

Zebry jednak mają nieco łatwiej. Kto z nas dziś nie doświadcza stresu!? Wszyscy powinniśmy być chorzy.

Lidia: W pewnym wymiarze - każdy doświadcza stresu. Ale każdy inaczej sobie z nim radzi. Wielu ludziom się wydaje, że stres wynika wyłącznie z czynników zewnętrznych, wiadomo - praca, brak czasu, dzieci, kredyty, trudne relacje. Ale zapominamy, że za sporą częścią stresu stoją nasze emocje, przekonania, schematy i uwarunkowania wyniesione z dzieciństwa. Bardzo często to my sami dajemy naszemu życiu przestrzeń do generowania stresu. Warto pamiętać, że stres nie wynika tylko z czynników od nas niezależnych, przeciwnie - możemy o ten obszar samodzielnie zadbać i poprawić swoją odporność na stres.

Czyli leczenie hashimoto to leczenie emocji?

Lidia: Zadbanie o ten obszar, to jeden z kluczowych elementów terapii. Leczenie hashimoto to złożony proces. Konieczne jest też uzupełnienie niedoborów witamin i mikroelementów, ustabilizowanie poziomu hormonów - zwykle farmakologiczne, totalna zmiana nawyków żywieniowych i wprowadzenie aktywności fizycznej, niezbyt intensywnej, wręcz przyjemnej, ale regularnej. To jest dużo do zrobienia, zdajemy sobie z tego sprawę, ale tylko lecząc się holistycznie możemy wyciszyć stan zapalny w organizmie, jaki wiąże się z tą chorobą.

Kamila: W procesie leczenia potrzebne i pomocne jest poszerzenie swojej świadomości na temat tego, według jakich schematów działamy, zwłaszcza gdy spotyka nas sytuacja trudna czy stresowa. Nagle okazuje się, że zamiast sięgnąć po batonik czy butelkę wina, można pooddychać, pomedytować lub iść na długi spacer.

Wyobraźmy sobie, że czyta to samotna matka trójki dzieci, która ma chorego rodzica pod opieką, słabo płatną pracę, a przy tym wszystkim sypie jej się zdrowie. Ta kobieta być może chciałaby coś zmienić, ale czuje, że nie ma ani warunków ani czasu na to całe dbanie o siebie. A wy jej proponujecie oddychanie i spacer... Brzmi naiwnie.

Lidia: Spotykam w swoim gabinecie coachingowym mnóstwo osób, które podobnie myślą. Wiele z nich niechęć lub lęk przed zmianą zasłania właśnie trudną sytuacją życiową. Mówią: "Nie mogę zrobić nic dla siebie, bo mam pracę, dzieci, rozwód, bo pandemia, bo zima." Większość z nas prędzej czy później staje przed trudną sytuacją w życiu, pytanie tylko, czy wystarczy nam wewnętrznych zasobów, by sobie z nimi zdrowo poradzić. Takie nastawienie - że ja nic nie mogę, na nic nie mam wpływu, sprawia tylko, że zamiast sobie pomóc, odbieramy sobie siły do sprawczego działania.

Zawsze powtarzam coś, co mnie też kiedyś bardzo pomogło, że miejsce, w którym jesteśmy, jest konsekwencją naszych wyborów, decyzji i przekonań. Niestety świat nie zawsze jest idealny, uczciwy ani sprawiedliwy. Każdy z nas, naprawdę każdy, ma za sobą trudne doświadczenia w życiu, bo to jest nieuniknione. Są zderzenia ze śmiercią bliskich, chorobami, brakiem pieniędzy, ale są też narodziny, sukcesy i wiosna. Kwestia - jak sobie radzimy z tym, co trudne, i czy umiemy dostrzegać, to co dobre.

Kamila: Warto uświadomić sobie, że zdrowa reakcja na stres to jest coś, czego można się nauczyć. Problem tkwi w tym, że nas nikt nigdy tego nie uczył. Ani w domach, ani w szkołach nie było lekcji z radzenia sobie z emocjami. Mamy jako społeczeństwo ogromny deficyt w tej sferze. Pierwszym krokiem jest więc dostrzeżenie potrzeby zamiany. A potem należy zrobić krok kolejny i najlepiej ze specjalistą - rozpracować swoje napięcia. Nie ważne, czy popracuję z psychologiem, psychodietetykiem, czy coachem, grunt, żeby się odważyć sobie przyjrzeć, żeby się zastanowić jak prawidłowo mogę i powinnam reagować, gdy kolejny raz przygniecie mnie świat. To nie jest proste, ale jak najbardziej możliwe. I jest to pierwszy konieczny warunek do leczenia takich chorób jak hashimoto.

Czy hashimoto da się wyleczyć?

Lidia: Całkowicie jeszcze nie, ale można zminimalizować i wyciszyć jej objawy. My jesteśmy tego najlepszym przykładem. Bo choć, jako zdiagnozowane hashimotki, już do końca życia będziemy pod kontrolą endokrynologa, to ja funkcjonuję już całkowicie bez leków hormonalnych. Kamila przyjmuje hormony, ale dzięki holistycznemu podejściu do choroby, żadna z nas nie odczuwa dyskomfortu z nią związanego bo nie doskwierają nam jej objawy. Kiedyś niestety bywało różnie.

Osobom cierpiącym na hashimoto czy niedoczynność tarczycy często powtarzamy, że aby uzyskać przewagę nad tą chorobą, aby zatroszczyć się z naszym ciałem, poprawić metabolizm, to zamiast katowania się na siłowni czy odstawiania na siłę glutenu, skuteczniej i z większą korzyścią dla zdrowia będzie ostawić toksyczną relację, zakończyć toksyczny związek, czy zmienić toksyczną pracę. Być może nawet na taką, w której płacą trochę mniej, ale która gwarantuje zdrowsze emocje. To się naprawdę opłaci.


Czytaj także:

Jak rozpoznać depresję? Cztery sygnały, że bliski potrzebuje pomocy

Gdy brakuje cynku, szwankuje odporność, wypadają włosy, spada libido

TSH, fts3 i ft4 - po co badać te hormony?

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: choroba hashimoto | stres

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Rekomendacje