Reklama

Psycholożka Joanna Gutral: To normalne emocje w tej nienormalnej sytuacji

Dajmy ludziom czas na przeżywanie swojej straty, swojego lęku, wypłakiwanie - apeluje w rozmowie z Interią ZDROWIE psycholożka Joanna Gutral /AP Photo/Visar Kryeziu /East News

Reklama

- Emocje pełnią rolę informacyjną. Informują nas m.in. o zagrożeniach. Gdyby nie strach, nie mielibyśmy szansy przetrwać w warunkach ekstremalnych. To on nas dopinguje do walki. "Walcz, uciekaj, stój" - to dzięki niemu. Jeżeli nasze napięcie jest wzmożone, dzieje się obiektywnie trudna, zagrażająca życiu i bezpieczeństwu sytuacja przy naszej wschodniej granicy, nie oczekujmy, że pozostaniemy niewzruszeni - mówi w rozmowie z Interią ZDROWIE Joanna Gutral, psycholożka i certyfikowana psychoterapeutka poznawczo-behawioralna. Słyszymy, że musimy zadbać najpierw o siebie, by móc nieść pomoc innym. A jednocześnie, że na specjalistyczną pomoc, pomoc terapeutyczną, jest za wcześnie.

Wojna w Ukrainie. Tak wiele różnych emocji

To, co jeszcze kilka tygodni temu wydawało się nie do pomyślenia, 24 lutego stało się faktem. Tego dnia obudziliśmy się w nowej rzeczywistości. Brutalnej. Z niedowierzaniem śledziliśmy i śledzimy relacje napływające zza wschodniej granicy. Rosja zaatakowała Ukrainę. Giną żołnierze i cywile. Z kraju uciekają matki z dziećmi, młodzież, seniorzy. Na przejściach granicznych tłumy. Nie wszyscy idą dalej. Mężczyźni w wieku poborowym zostają, by bronić ojczyzny. Żegnają się z bliskimi. Nie wiadomo, czy jeszcze kiedyś się zobaczą. Nie wiadomo, czy ci, którzy zostają po drugiej stronie, będą mieli do czego wracać, czy będą chcieli wracać. Po raz kolejny przekonaliśmy się, że nic nie jest na zawsze, że w każdej chwili świat, jaki znamy, może diametralnie się zmienić.

Reklama

To, czego przyszło nam być świadkami, jest niewyobrażalnym dramatem milionów ludzi. Strach o własne życie, strach o życie bliskich, niepewność - nawet nie o to, co przyniesie następny dzień, a co przyniosą kolejne minuty. Nikt nie powinien tak żyć.

Wojna to doświadczenie traumatyczne - przypominają eksperci. Ogrom przeróżnych emocji. - Ale wszystkie trudne emocje są normalnymi emocjami w tej nienormalnej sytuacji - zaznacza w rozmowie z Interią ZDROWIE Joanna Gutral, psycholożka i certyfikowana psychoterapeutka poznawczo-behawioralna.

- Osobom, które przebywają w Ukrainie, a także tym, które uciekają, towarzyszy olbrzymi strach, ogromne napięcie, bo mówimy o sytuacji zagrożenia życia, zdrowia. Pojawiają się emocje związane z żałobą, niekoniecznie w rozumieniu utraty bliskiej osoby, a utraty dotychczasowego życia. To mieszanina lęku, smutku, rozpaczy wręcz. My, jako bliscy obserwatorzy, włączający się w pomoc, także odczuwamy różne emocje. Przede wszystkim współczucie w stosunku do osób, które przyjeżdżają do Polski, które otaczamy opieką, ale też lęk o zdrowie nasze i naszych bliskich, wdzięczność, za to, że mamy to, co mamy, za to, że nie jesteśmy w tym momencie w kraju, który jest pogrążony w wojnie. U każdego kombinacja emocji będzie inna. Będzie się różnić w zależności od tego, z jakimi sytuacjami jednostka się mierzy, jakie ma zasoby i jakie źródło wsparcia. Pamiętajmy, że emocji nie należy unikać. One są bardzo ważne, są nam potrzebne - wskazuje specjalistka.

- Emocje pełnią rolę informacyjną. Informują nas m.in. o zagrożeniach. Gdyby nie strach, nie mielibyśmy szansy przetrwać w warunkach ekstremalnych. To on nas dopinguje do walki. "Walcz, uciekaj, stój" - to dzięki niemu. Jeżeli nasze napięcie jest wzmożone, dzieje się obiektywnie trudna, zagrażająca życiu i bezpieczeństwu sytuacja przy naszej wschodniej granicy, nie oczekujmy, że pozostaniemy niewzruszeni. To trochę tak, jakbyśmy dotychczas przebywali nad spokojnym morzem, a teraz rozpętał się na nim sztorm. Jeśli ktoś kiedyś był nad morzem podczas sztormu, to wie, że trzeba mocno się trzymać, łapać się bezpiecznych rzeczy, które pozwolą nam przetrwać. Podobnie jest teraz. Trudno jest oczekiwać, że burza będzie przechodzić, a na nas w żaden sposób nie wpłynie - zauważa Gutral.

Wojna a zespół stresu pourazowego

U osób, które doświadczyły lub były świadkami traumatycznego zdarzenia, może wystąpić zespół stresu pourazowego (PTSD). W latach I wojny światowej PTSD występował jako "szok pociskowy", po II wojnie jako "zmęczenie bojowe". Zaburzenie to nie zdarza się jednak tylko weteranom. Może być ono wynikiem klęski żywiołowej, poważnego wypadku, aktu terrorystycznego, przemocy seksualnej czy śmierci bliskiej osoby. Może wystąpić u każdego, bez względu na wiek.

Jak wskazuje Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne, typowe dla PTSD są: retrospekcje traumatycznego wydarzenia (często tak żywe, że chorzy czują, że ponownie przeżywają traumatyczne doświadczenie lub widzą je na własne oczy), unikanie ludzi, miejsc, czynności, przedmiotów i sytuacji, które mogą wywoływać niepokojące wspomnienia, negatywne myśli i uczucia prowadzące do ciągłych i zniekształconych przekonań na temat siebie lub innych, zniekształcone myśli o przyczynie lub skutkach zdarzenia prowadzące do niesłusznego obwiniania siebie lub innych, ciągły strach, przerażenie, złość, poczucie winy lub wstyd, znacznie mniejsze zainteresowanie zajęciami, które wcześniej cieszyły, uczucie oderwania lub odseparowania od innych, niemożność przeżywania pozytywnych emocji, drażliwość, wybuchy gniewu. 

Aby PTSD został zdiagnozowany, objawy muszą występować dłużej niż miesiąc i muszą powodować znaczny stres lub problemy w codziennym funkcjonowaniu danej osoby. Mogą utrzymywać się miesiącami, a czasem latami. Wojna w Ukrainie, niestety, może doprowadzić do wysypu przypadków zespołu stresu pourazowego.

- Żeby zespół stresu pourazowego wystąpił, musi wystąpić zagrożenie życia lub zdrowia. Sytuacja wojny jak najbardziej sprzyja występowaniu PTSD. Ale dopiero za kilka miesięcy będziemy widzieć, kto wytworzył ostrą reakcję na stres, kto PTSD. Nie będzie jednak tak, że PTSD będzie dotyczył wszystkich obywateli Ukrainy. Nasz organizm ma możliwości do tego, by samodzielnie regulować emocje, dlatego dajmy ludziom czas na przeżywanie swojej straty, swojego lęku, wypłakiwanie - apeluje psycholożka Joanna Gutral. I przestrzega "przed tym, żeby ruszać tu i teraz z pomocą terapeutyczną"

- Wszystkie emocje, których doświadczają osoby z Ukrainy, są normalne w tej nienormalnej sytuacji. Najważniejsze jest teraz zabezpieczenie życia i zdrowia, zapewnienie bezpieczeństwa, a potem potrzeb biologicznych. Możemy przyrównać tę sytuację do wypadku. Najpierw ruszają służby ratujące życie, a dopiero potem sprawdzamy, czy coś więcej możemy dla danej osoby zrobić, w razie potrzeby wdrażamy długoterminowe leczenie. Psychologia to nie jest branża z pierwszej linii frontu. Ale kiedy ta fala opadnie, na pewno będziemy mieli bardzo dużo pracy. Zarówno na rzecz osób, które przyjechały z Ukrainy, jak i na rzecz osób, które im pomagały - zaznacza ekspertka.

Chcesz wesprzeć uchodźców? Lista zweryfikowanych zbiórek z pomocą dla Ukrainy

Jak poradzić sobie z emocjami?

Każdy z nas ma różną odporność psychiczną. Każdy z nas różnie odbiera bodźce pochodzące z otoczenia i różnie je przetwarza. Niebezpieczna jest sytuacja, w której emocje gromadzą się, a nie znajdują ujścia. Oddziałuje to nie tylko na nas samych, ale również ma wpływ na otoczenie.

- To bardzo ważne, abyśmy nawet w tej wyjątkowo trudnej sytuacji pamiętali o swoich emocjach. Z prostej przyczyny - by nie doszło do wypalenia. Pomoc będzie bowiem jeszcze przez długi czas potrzebna. Postępujmy jak w samolocie - najpierw załóżmy maskę sobie, żeby móc udzielić pomocy innym pasażerom. Musimy zadbać o swoje zasoby, byśmy mogli nieść pomoc innym - zwraca uwagę nasza rozmówczyni. Musimy mimo wszystko jakoś "ładować nasze baterie".

- Jeśli o to nie zadbamy, doświadczymy konsekwencji na poziomie somatycznym - wszelakich dolegliwości bólowych, dolegliwości poznawczych - pojawią się trudności z koncentracją, zapamiętywaniem, planowaniem, a także dolegliwości emocjonalnych - będzie nam się pogarszał nastrój, podnosił poziom lęku, co z kolei przełoży się w sprzężeniu zwrotnym np. na jakość naszego snu - wymienia psycholożka.

Co możemy dla siebie zrobić? Istnieją pewne techniki, które pozwolą nam obniżyć nieco napięcie emocjonalne w taki sposób, by nie wpływało ono na nasze funkcjonowanie.

- Musimy pamiętać o podstawowych czynnikach regeneracji takich jak sen, właściwe odżywianie, dawkowanie bodźców, które podnoszą napięcie. Możemy samodzielnie działać na rzecz obniżenia napięcia i regulacji emocji także poprzez przebywanie z innymi ludźmi, poszukiwanie wsparcia, rozmowę, bliskość. Pomocna będzie też aktywność fizyczna (intensywny wysiłek obniża poziom kortyzolu - hormonu stresu - we krwi, co pomaga nam lepiej funkcjonować). Warto ograniczać dopływ informacji, wyznaczać sobie częstotliwość ich sprawdzania, nie zaczynać dnia od sprawdzania informacji. I warto robić sobie przerwy w pomaganiu. Pomaganie to nie wyścig. Jeżeli nie pomożemy dzisiaj, to nie znaczy, że za tydzień nie będzie potrzebne kolejne wsparcie. Pomoc będzie potrzebna jeszcze przez dłuższy czas. W ferworze pomagania powinniśmy pytać siebie: "Czego potrzebuję?", "Co jest dla mnie ważne?", "Na co mam ochotę?". Powinniśmy poszukiwać wsparcia społecznego, powinniśmy rozmawiać o emocjach, mówić, nazywać to, czego się boimy, co przeżywamy, co jest dla nas bardzo trudne - wskazuje Gutral.

Czy rozmawiać z dziećmi o wojnie?

W tym wszystkim nie możemy zapominać o najmłodszych. Dzieci czują, widzą, słyszą, reagują. - To mali ludzie, którzy tak samo przeżywają jak dorośli. Mają może inne zasoby do tego, by przetwarzać i rozumieć to, co się dzieje, ale nie jest tak, że na nich ta sytuacja w ogóle nie oddziałuje - przypomina ekspertka. I znów - wszystkie ich emocje są zupełnie normalne.

- Wojna doświadcza setki tysięcy ukraińskich dzieci. Często w kraju zostali ich ojcowie, dziadkowie, bracia. Nawet jeśli doświadczają trudnych emocji, to te emocje są naturalną odpowiedzią organizmu na to, co się teraz dzieje. Otoczmy je wsparciem, czułością i opieką. Warto próbować przywracać im elementy radości, normalności, zapewnić elementy zabawy, po to, by mogły znajdować regulację napięcia - sygnalizuje Gutral.

Od początku rosyjskiej inwazji wielu z nas zastanawia się, czy rozmawiać z dziećmi o wojnie. To naturalne - chcemy je w ten sposób chronić. Ale okazuje się, że milczenie w takiej sytuacji jest błędem.

- Nie ukrywajmy przed dziećmi informacji o wojnie, bo do nich prędzej czy później te wiadomości dotrą. Jeżeli my, jako rodzice, nie zabezpieczymy i nie wyposażymy dzieci w narzędzia do rozumienia i regulacji tematów związanych z wojną, niejako utracimy kontrolę nad tym, jak rozumieją i czują to, co się dzieje. Dzieci pójdą do szkoły i dowiedzą się od kolegów nie wiadomo czego. Albo usłyszą coś w radiu i przetworzą sobie te informacje na swój sposób. To niebezpieczne. Rozmawiajmy - słyszymy.

CZYTAJ TAKŻE: 

Przyczyny depresji - skąd się bierze to zaburzenie?

Strażnik graniczny o sytuacji w Hrebennem: Widać dzieci podróżujące same

Nawet jeśli Rosja wygra z Ukrainą, tak naprawdę... przegra

INTERIA.PL

W serwisie zdrowie.interia.pl dokładamy wszelkich starań, by przekazywać wyłącznie sprawdzone, rzetelne informacje o objawach i profilaktyce chorób, bo wierzymy, że świadomość i wiedza w tym zakresie pomogą dłużej utrzymać dobre zdrowie.
Niniejszy artykuł nie jest jednak poradą lekarską i nie może zastąpić diagnostyki i konsultacji z lekarzem lub specjalistą.

Dowiedz się więcej na temat: wojna | wojna w Ukrainie | emocje | zespół stresu pourazowego | PTSD

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL