Reklama

Prof. Adam Antczak: Można szczepić jednocześnie przeciw COVID-19 i przeciw grypie

Czwarta fala koronawirusa przybiera na sile, weszliśmy też w sezon grypowy. Szpitale zapełniają się pacjentami i kolejne miesiące znów będą wyzwaniem dla służby zdrowia. Już teraz tygodniowo notujemy ponad 115 tys. przypadków zachorowań i podejrzeń zachorowań na grypę, a pamiętajmy, że są to tylko te przypadki, które docierają do lekarzy. Z pewnością jest ich więcej. Jak zauważa w rozmowie z Interią ZDROWIE prof. Adam Antczak, kierownik Kliniki Pulmonologii Ogólnej i Onkologicznej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, przewodniczący Rady Naukowej Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Grypy, niemałą grupę stanowią osoby, u których jednocześnie stwierdza się grypę i COVID-19. Przeciwko obu chorobom można się zaszczepić i, co ważne, są to preparaty, które się nie wykluczają. - Mało tego, szczepienie przeciw grypie sprawia, że przebieg COVID-19 jest łagodniejszy - mówi lekarz.

Izabela Rzepecka, Interia ZDROWIE: Niemieccy eksperci ostrzegają przed "szczególnie ciężką epidemią grypy" w tegorocznym sezonie jesienno-zimowym. Zauważają, że wirusy grypy mogły stać się bardziej agresywne, co w połączeniu z kolejną falą koronawirusa może przyczynić się do załamania systemu ochrony zdrowia. Czy mamy powody do większego niż zazwyczaj niepokoju? Czego możemy spodziewać się po trwającym już sezonie grypowym w Polsce?

Prof. Adam Antczak, kierownik Kliniki Pulmonologii Ogólnej i Onkologicznej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, przewodniczący Rady Naukowej Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Grypy: - Grypa i jej przebieg, epidemiologia w danym sezonie, są bardzo trudne do przewidzenia. To, co jednak obserwujemy w tej chwili w Polsce, to znaczący wzrost zachorowań na grypę i choroby grypopodobne w porównaniu z sezonem jesiennym w 2019 roku, kiedy jeszcze o COVID-19 nikt nie słyszał, nie wspominając o jesieni 2020 roku, gdy grypy było bardzo mało. Ten sezon jest zupełnie inny niż sezon 2020/2021. Możemy się spodziewać, że będzie cięższy niż poprzedni. 

Reklama

Ze statystyk udostępnianych przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH - PIB wynika, że od przełomu września i października notujemy w kraju ponad 115 tys. zachorowań i podejrzeń zachorowań na grypę tygodniowo. Porównując te dane do danych z analogicznego okresu rok temu, takich przypadków jest obecnie o ponad 50 tys. więcej. To znaczący wzrost.

- Niestety, i mamy raczej do czynienia z tendencją wzrostową. O ile był czas względnego spokoju - miedzy czerwcem a wrześniem, to teraz szpitale zaczynają pękać w szwach. Z jednej strony oddziały covidowe bardzo szybko wypełniają się pacjentami zakażonymi wirusem SARS-CoV-2, z drugiej strony jest mnóstwo osób mających infekcje grypopodobne.

Na grypę możemy zachorować przez cały rok, ale szczyt zachorowań przypada między styczniem a marcem. Jeśli ta tendencja będzie się utrzymywać...

- ... to będziemy w bardzo trudnej sytuacji za ok. 8-12 tygodni.

Zdaniem naukowców istnieje siedem pewnych objawów COVID-19: utrata smaku, zaburzenie węchu, gorączka, stały i wyraźny kaszel, dreszcze, bóle mięśni i spadek apetytu. Podobne objawy występują przy grypie. Jak mamy odróżnić te dwie choroby?

- Na poziomie klinicznym są one nieodróżnialne - wysokogorączkowe, niskonieżytowe, mają wypisz wymaluj ten sam przebieg. Można je odróżnić laboratoryjnie, jeśli wykonamy test PCR zarówno w kierunku grypy, jak i COVID-19. W ten sposób jesteśmy w stanie wyizolować materiał genetyczny wirusa i potwierdzić zakażenie. Oczywiście istnieje ryzyko, że możemy być współzakażeni, to znaczy, że zaatakowały nas grypa i COVID-19 jednocześnie. Takie przypadki się zdarzają i to często. Jeśli doszłoby jednocześnie do masowych zachorowań na grypę i jednocześnie na COVID-19, to wtedy byłaby to rzeczywiście katastrofa. Ale czy możemy teraz mówić w takim duchu pesymizmu - absolutnie nie, bo jest to nieprzewidywalne.

Co powinna zrobić osoba, która podejrzewa u siebie grypę?

- Przede wszystkim się izolować. Większość przypadków grypy stanowią przypadki o łagodnym przebiegu. Wymagają one stosowania leków przeciwgorączkowych, nawodnienia i izolacji. Mamy też leki przeciwgrypowe - inaczej więc niż w COVID-19, gdzie mamy szczepionkę, a nie mamy dedykowanych leków. Takim preparatem stosowanym w grypie jest np. oseltamiwir. Im wcześniej go zażyjemy, tym lepiej. Jeśli weźmiemy go do 48 godzin od pojawienia się objawów, to jego skuteczność jest największa. Lepiej jednak zapobiegać, niż leczyć, i zaszczepić się przeciwko grypie. Nie chodzić po przychodniach, nie używać środków komunikacji miejskiej, bo to bardzo zakaźna choroba i możemy pozakażać innych. Osobiście jestem zdania, że właściwie u każdego pacjenta z podejrzeniem grypy należy włączyć leczenie przeciwwirusowe, ponieważ jest ono bardzo bezpieczne, skuteczne i nieobarczone ryzykiem niepożądanych objawów. Ale najważniejsze - stosujmy się do zaleceń lekarza.

Ich nieprzestrzeganie, traktowanie grypy w kategoriach "grypki", grozi poważnymi powikłaniami, o czym chorzy zdają się zapominać. To nie tylko ciężkie zapalenie płuc.

- Pacjentom grożą również: ciężka niewydolność oddechowa, zapalenie mózgu, zawał serca, udar mózgu, niewydolność nerek. Istnieje też cała grupa powikłań neurologicznych. Poprzeczne zapalenie rdzenia kręgowego - wprawdzie rzadka choroba, ale bardzo tragiczna w swoich skutkach. Tych powikłań jest bardzo dużo i mogą nam one na stałe zabierać nie tylko zdrowie, ale również życie. A przecież na wyciągnięcie ręki jest szczepionka, którą możemy się zaszczepić i takich powikłań uniknąć. To jest bardzo skuteczna metoda profilaktyki różnych fatalnych stanów chorobowych.

Problem w tym, że bardzo mało Polaków szczepi się przeciw grypie. Zaledwie kilka procent.

- To prawda, jednak w ubiegłym roku zaszczepiło się 6 proc. Polaków i był to przyrost o 50 proc. wobec poprzedniego jeszcze roku. W tym roku do Polski dotarły lub powinny dotrzeć ok. cztery miliony szczepionek przeciwko grypie i to jest wzrost o kolejne 40 proc. Jeśli wszystkie te preparaty zostaną wykorzystane, to da to wyszczepialność na poziomie ok. 10 proc., co z punktu widzenia ochrony indywidualnej jest jak najbardziej pożądane, dlatego że osoby zaszczepione są osobami chronionymi przed ciężkim przebiegiem grypy i jej powikłaniami. Mało tego, szczepienie przeciw grypie sprawia, że przebieg COVID-19 jest łagodniejszy. Natomiast wciąż pozostaje 90 proc. Polaków lub więcej, którzy nie przyjmą szczepionki przeciwgrypowej, i oni tej ochrony będą pozbawieni.

10 proc. zaszczepionych Polaków przeciw grypie to założenie bardzo optymistyczne. Czy jednak w tym roku liczba ta nie spadnie ze względu na równoczesne szczepienia przeciw COVID-19 i obawy związane z przyjęciem dwóch różnych preparatów w krótkim czasie?

- Istnieje takie zagrożenie. Dlatego musimy jasno powiedzieć, że te szczepienia się nie wykluczają. Mogą zostać przyjęte jednocześnie, w tym samym dniu, tylko trzeba szczepić w dwa różne miejsca. U części pacjentów mogą wystąpić objawy niepożądane, dlatego można również rozdzielać przyjęcie dawek, ale nie odczekując kilku tygodni, tylko kilka dni. Październik, listopad i grudzień to jest świetny czas na szczepienia przeciw grypie.

Pewne obawy może budzić również fakt, że co roku mamy do czynienia z nową szczepionką przeciwko grypie. Dlaczego na każdy sezon przygotowywany jest inny preparat?

- To na pewno wada szczepionki przeciw grypie. Z punktu widzenia pojedynczego człowieka byłoby dobrze, gdyby można było zaszczepić się raz i mieć święty spokój. Niestety, tak nie jest. Wirus grypy łatwo się zmienia i szczepionkę przeciw grypie trzeba modyfikować. Taka też jej natura, że nie daje bardzo trwałej odporności po zaszczepieniu, dlatego szczepienia trzeba powtarzać. Szczyt działania szczepionki przeciw grypie obserwowany jest po miesiącu od podania, a w ciągu kolejnych miesięcy przeciwciała spadają mniej więcej w tempie 10 proc. na miesiąc. Po roku już nie mamy praktycznie żadnych.

Na rynku dostępne są dwa rodzaje szczepionek przeciwko grypie - szczepionka atenuowana (żywa) i szczepionka inaktywowana. Obie są równie skuteczne?

- Skuteczność obu jest bardzo wysoka, ale są to różne preparaty. Szczepionki atenuowane, donosowe, mają spreparowane żywe wirusy, które wywołują bardzo łagodną postać grypy. Są zarejestrowane dla dzieci od trzeciego do 18. roku życia. Natomiast szczepionki inaktywowane - mamy dwie takie zarejestrowane dla dorosłych - to szczepionki, które nie mają wirusa, tylko fragmenty wirusów. Do szczepienia przeciw grypie za pomocą szczepionki żywej musimy być zdrowi, z kolei w przypadku szczepionek inaktywowanych przeciwskazaniem jest wyłącznie choroba gorączkowa. Niewielki katar czy niewielkie przeziębienie nie jest przeciwwskazaniem.

Kto zwłaszcza powinien się zaszczepić przeciw grypie?

- Osoby, które ciężej przechodzą grypę i u których ryzyko powikłań i śmierci jest wyższe, to po pierwsze dzieci do piątego roku życia oraz osoby po 50. roku życia, przy czym ryzyko komplikacji, ciężkiego przebiegu choroby i zgonu wzrasta wraz z wiekiem. Mamy też zawodowe grupy ryzyka - to pracownicy służby zdrowia, nauczyciele, służby mundurowe. Kluczowe są współchorobowości, których przebieg może zostać zintensyfikowany przez grypę albo grypa ma cięższy przebieg w związku z ich występowaniem. Do tych chorób zalicza się np. cukrzycę, przewlekłą chorobę nerek, przewlekłą obturacyjną chorobę płuc, astmę oskrzelową, niewydolność serca, a także stany po udarze mózgu czy zawale serca. Wszyscy chorzy na nowotwory to także osoby, które powinny przyjąć szczepionkę przeciwko grypie. Warto pamiętać, że szczepienie przeciw grypie jest bardzo bezpieczne, na co mamy niezbite dowody z 90 lat doświadczenia takiego szczepienia i miliardów podanych dawek.

Rozmawiała Izabela Rzepecka

Czytaj także: 

Dr Dagmara Boduch: Odra wróciła, bo dzieci nie są szczepione

"Będzie z górki". Prof. Andrzej Horban wskazuje koniec pandemii

Ilu Polaków zamierza zaszczepić się przeciwko grypie?

Jak odróżnić grypę od przeziębienia?

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje