Reklama

Fizjoterapeutka uroginekologiczna: Jest masa kobiet, które nie wiedzą, kiedy mają orgazm

Można nauczyć się zarządzać mięśniami dna miednicy - przekonuje fizjoterapeutka uroginekologiczna /123RF/PICSEL

Reklama

Fizjoterapia uroginekologiczna zajmuje się dysfunkcjami mięśni dna miednicy. Jej zadaniem jest nauka świadomości kobiecego ciała poprzez specjalne ćwiczenia. Jeszcze dwa lata temu mówiono, że jest to dość nowa dziedzina fizjoterapii. Dziś coraz więcej osób korzysta z usług fizjoterapeutów i widzi efekty. Z jakimi najczęściej problemami przychodzą pacjenci? Dlaczego ginekolog to zły adres, gdy mamy problem z nietrzymaniem moczu? Jak nauczyć się zarządzać mięśniami dnia miednicy i dlaczego lepiej zrezygnować z ćwiczeń na skakance - o tym rozmawiamy z Karoliną Buczyńską, fizjoterapeutką uroginekologiczną.

Magda Weidner, Interia ZDROWIE: Kiedy kilka lat temu dowiedziałam się, że istnieje ktoś taki jak fizjoterapeuta uroginekologiczny, nie ukrywam, byłam zdziwiona. Podobnie zareagowały moje koleżanki. Chyba mało kto wiedział o tej części fizjoterapii. Czy to się zmieniło?

Karolina Buczyńska, masażystka, fizjoterapeutka: Tak. Coraz więcej fizjoterapeutów uroginekologicznych mówi o tym, jakie zaburzenia można leczyć. Jest duże zainteresowanie i coraz większa świadomość. Zdecydowanie więcej pacjentów decyduje się na spotkanie z nami i widzi efekty naszej pracy.

Reklama

Z jakimi problemami najczęściej się zgłaszają?

- Nietrzymanie moczu, bolesny stosunek.

Problem z nietrzymaniem moczu, to nie jest już tylko problem starszego pokolenia.

- To prawda. Pomagam nawet 20-letnim dziewczynom. To jest też efekt tego, że młodsze pokolenie się źle odżywia, nie dba o swój stan psychologiczny - ma za dużo stresu i go olewa, pojawia się za dużo używek, siedzący tryb życia, albo w drugą stronę chodzą na siłownie i naparzają, bez zastanowienia się, jaki ma to wpływ na ciało. Aktywność fizyczna, jak najbardziej, ale to musi być z głową. Jestem zdania, że crossfit absolutnie nie jest dla kobiet.

Dlaczego crossfit, który cieszy się ogromną popularnością również wśród pań, nie jest dla nich? 

- Miała pani kiedyś okazję brać udział w takich zajęciach?

Tak.

- I zauważyła pani, jak reagowały kobiety, kiedy była skakanka?

Znikały do toalety.

- No właśnie. Zazwyczaj, jak jest czas na ćwiczenie na skakance, pojawiają się częste wyjścia do toalety. Dla mnie jest to działanie wbrew ciału. Wiele kobiet, jak jest skakanka, to już ma z tyłu głowy, że musi się wysikać, bo popuści, ale wraca i dalej skacze. Tak naprawdę pogłębia sobie w ten sposób dysfunkcję. To jest wbrew sobie, niesłuchanie ciała. Który facet przed skakanką idzie do toalety? No chyba że ma biegunkę, to wtedy pójdzie. Mężczyźni mają układ zamknięty. Im ewentualnie może coś przez odbyt wypaść i to będzie odbytnica. A u nas są dwie dziury na dole. Rzadziej u nas wypada coś przez odbyt, ale przez pochwę może bardzo dużo rzeczy wyjść, bo może wyjść pęcherz, macica, jeśli są źle zabezpieczone, to mogą wypaść jelita. Ryzyko jest dla mnie szacunkowo za duże, żeby crossfit uprawiać.

Ale w innych treningach też mamy skakankę, pajacyki, podskoki. To co wtedy zrobić? Najlepiej zrezygnować z wykonywania tych ćwiczeń? Poprosić prowadzącego zajęcia, aby pokazał zestaw innych?

- Tak. Albo nauczyć się zarządzać mięśniami dna miednicy, żeby to było bezpieczne. Łatwiej jest jednak po prostu zrezygnować z tego. Skakanka pod kątem fizyczności za dużo nam nie wniesie sylwetkowo. Ewentualnie przebudowane będą łydki i może poprawa będzie wydolnościowo. Ale samo ćwiczenie nie jest super budującym.

Mówi pani o tym, że można nauczyć się zarządzać mięśniami dna miednicy. Jak?

- Są dwa podejścia - w zależności, kto, na jakim sprzęcie pracuje. Mam możliwość podczas badania sprawdzenia, co się dzieje na brzuchu, czy na jakiejkolwiek części ciała i w okolicach pochwy. Dokładnie widać na ekranie, co pacjentki robią, jeśli chcą podbić siłę mięśni dna miednicy. Potrafią np. wysuwać język, zaciskać żuchwę czy pośladki albo po prostu mocno aktywują przywodziciele na udach. Ja pracuję na sprzęcie, gdzie jest elektromiografia (EMG), mam bezpośredni zapis  pobudliwości mięśni dna miednicy poprzez sondę waginalną oraz dwie elektrody naklejone w dowolnym miejscu na ciele pacjentki. Dzięki temu pacjentka sama widzi, co robi i można wprowadzać korektę, aby faktycznie wykonywała trening dna miednicy. A to wbrew pozorom nie jest takie łatwe. Większość kobiet aktywuje odbyt. Jak się przebodźcuje odbyt - zwieracze odbytu wyglądają, jak pierścienie - jeśli się za mocno zastymuluje zwieracz, to dojdzie do tego, że się pojawi problem wtórny i nie będzie można się załatwić.

Inna metoda? Ćwiczenia w domu? Czy lepiej nie ryzykować bez wcześniejszej konsultacji ze specjalistą?

- Mam pacjentki, które chodziły na różnego rodzaju zajęcia, które miały aktywować mięśnie dna miednicy. Miałam nawet instruktorki różnych dziedzin sportowych i każda uważała, że pięknie potrafi napinać dno miednicy, a okazywało się, że tak nie jest. Osoba, która nigdy tego nie robiła, powinna skonsultować się najpierw ze specjalistą. Jak przeprowadzam warsztaty z dna miednicy często słyszę, że to jest mega ciężkie. Wykonanie prawidłowo dwóch napięć jest naprawdę męczące.

Co z kulkami gejszy czy różnego rodzaju sprzętami, które reklamują właśnie, jako pomoc przy takich ćwiczeniach - faktycznie pomogą czy zaszkodzą?

- Kulki gejszy są gadżetem erotycznym do stosowania tylko na leżąco. Absolutnie nie chodzi się z nimi. Niektórzy ginekolodzy mówią: "to sobie pani włoży i pochodzi". To proponuję, żeby sobie to sam włożył w odbyt i pochodził. Tak się mu wszystko zepnie, że będzie miał problem z wypróżnieniem. Takie podejście, to jest błędne rozumowanie dna miednicy. Dno miednicy nie jest przystosowane do tego, żeby mieć w sobie dodatkowy, zewnętrzny ciężar. Ono nie jest do tego stworzone. To tak samo, jakby ktoś powiedział, proszę sobie wziąć hantelek 2 kg, zgiąć łokieć i tak sobie cały czas chodzić. Mięsień się tak zepnie, że w końcu albo pojawi się stan zapalny, albo się tak zmęczy, że przestanie reagować na bodźcie przez jakiś czas. 

- Dno miednicy ma być dynamicznie zmienne. Kiedy jest potrzeba, to ma się zacisnąć, czyli np. w trakcie spontanicznej aktywności fizycznej. A kiedy jest potrzeba, powinno się rozluźnić, czyli np. przy stosunku. Bo im lepiej rozluźnione mięśnie w trakcie stosunku, tym nawilżenie pochwy też jest lepsze i orgazm też później jest lepszy, bo jest co się zmobilizować do skurczu. Orgazm jest skurczem, a jeśli mięsień jest nadmiernie napięty, to się za dużo nie napnie, bo jest zmęczony. Więc jakość orgazmu też będzie słabsza, a przy okazji taki stosunek będzie bolesny.

A co, gdy orgazmu brak? Jednak coraz więcej kobiet sygnalizuje tego typu problem. 

- Tutaj trzeba rozróżnić. Jest tylko jeden orgazm i on pochodzi z łechtaczki. Nie ma czegoś takiego, jak orgazm pochwowy. Łechtaczka jest organem, który służy tylko i wyłącznie do orgazmu. Jeżeli nie ma uszkodzeń neurologicznych, to nie ma czegoś takiego, że pacjentka nie może pod kątem anatomii, przeżyć orgazmu. Chyba że jest niemożność osiągnięcia orgazmu pod kątem psychologicznym. Czyli pojawiają się jakieś przekonania, blokady, które uniemożliwią osiągnięcie orgazmu. Ale poprzez samo drażnienie łechtaczki, jeśli nie ma takich blokad w głowie i neurologicznie wszystko jest ok, to nie ma opcji, żeby go nie mieć. 

- Jeżeli jest jakaś dysfunkcja dna miednicy, to ona może faktycznie wpływać na to, że orgazm będzie trudniejszy do osiągnięcia. Jeżeli nas coś boli w obrębie miednicy mniejszej, to ciężko oczekiwać orgazmu. Pojawia się wtedy blokada nie tylko z ciała, ale z głowy, która ma za zadanie nas chronić przed bólem. Są czasami sytuacje, że dysfunkcja blokuje przyjemność w orgazmie, ale jeżeli nie ma żadnej dysfunkcji - to, jeżeli nie można osiągnąć orgazmu, to problem jest w głowie. Mam sporo takich pacjentek. 

Wróćmy jeszcze do problemu, jakim jest nietrzymania moczu. Niektóre panie machają ręką, mówiąc:, to normalne w moim wieku. Inne są przekonane, że to naturalne po porodzie.

- Pacjentki mówią, że to jest normą, bo lekarze ich w tym utwierdzają. Często słyszą: "Czego się pani spodziewała? Jest pani w ciąży, czy po ciąży, tak już będzie". Albo na zasadzie "eee, każdemu się trochę zdarza".  

- Fizjoterapia uroginekologiczna dla wielu ginekologów jest chwilową modą, a moda mija. Są też tacy, którzy uważają, że coś takiego nie istnieje. Często słyszę to u siebie w gabinecie. Albo, jak pacjentki mają cięcie krocza w wyniku porodu i blizna ich boli, no to pojawiają się komentarze typu "o kolejna sobie wymyśliła, że to z blizny problem".

Dlaczego tak reagują?

- Wynika to z ich niewiedzy. Lekarze się uczą patologii. Jeżeli blizna nie ma żadnych oznak stanu zapalnego, ale w pełnym znaczeniu, czyli nie spełnia klinicznych norm, aby mówić o zapaleniu, to nie wiedzą, że blizna może być zaburzona (czyli w dysfunkcji) i wpływać na całe ciało. Obecnie w gabinecie pracuję również z kobietami, które same są ginekologami i przyznają, że lekarzy się tego nie uczy. A lekarze, szczególnie te starsze roczniki, jak czegoś nie znają, to albo negują, albo się nie odzywają. Jest część ginekologów, którzy są bardziej otwarci, sami odsyłają do nas, ale ci starsi zazwyczaj negują. 

To obalmy te wszystkie teorie, o których pani wspomniała. Powiedzmy sobie dokładnie, kiedy kobieta powinna udać się do fizjoterapeuty uroginekologicznego?

- Stan po ciąży, nieważne czy poród był metodą naturalną, czy było to cesarskie cięcie. Warto umówić się na taką wizytę kontrolną. Wszelkiego rodzaju dolegliwości bólowe w obszarze miednicy. Bolesne miesiączki, bolesne współżycie, stany zapalne pęcherza np. takie, które nie pokazują się w wynikach badań, brak orgazmu, problemy z odbytem (nietrzymanie stolca, nietrzymanie gazów, problemy z wypróżnianiem się, pieczenie w obrębie odbytu, zaparcia), czucie ciała obcego w pochwie, nietrzymanie moczu bądź wrażenie, że już wręcz wypada coś z miednicy. Tutaj jeszcze takie rozróżnienie, nie każdy fizjoterapeuta działający w dziedzinie uroginekologii, zajmuje się odbytem. Jeżeli kobieta ma problemy z odbytem, warto aby przed wizytą dopytała, czy dana osoba jest po szkoleniach z terapii anorektalnych, czyli proktologicznych - odbyt, odbytnica.

Dla wielu taka wizyta może być dość stresująca. Jak się do niej przygotować?

- Fizjoterapeuci uroginekologiczni trochę się dzielą. Niektórzy zajmują się tylko okolicą pochwy, a niektórzy wykonują badania całościowo (odbyt plus np. narządy wewnętrzne). W zależności, który sposób postępowania wybrał dany fizjoterapeuta, to wywiad będzie inaczej wyglądać i badanie też. Podstawowe badanie (bynajmniej u mnie w gabinecie) wygląda tak, że bada się brzuch, zewnętrznie krocze, waginalnie przeprowadza się badanie. Jeśli pacjentka zasugeruje, że coś jest nieprawidłowo z odbytem, to wtedy też proponuję badanie odbytu. Jeśli jest zestresowana, to proponuję na spokojnie badanie podczas następnej wizyty. Odbyt jest mocno tematem tabu. Pacjentki się stresują, że to będzie boleć, że nie wiadomo, co się będzie działo. A badanie jest bardzo krótkie i jedyne, co się będzie odczuwało, to uczucie rozpychania, i to tak naprawdę przez chwilę. 

- W zależności, co wyjdzie w badaniu ustalamy dalszą współpracę. Jeśli struktura u pacjentki jest uszkodzona czy osłabiona, to wtedy głównie pracuję manualnie, a pacjentka leży i odpoczywa. Czasami zadaję jakieś dodatkowe ćwiczenia do domu. Jeżeli mówimy o typowym treningu dna miednicy, czyli najczęściej, kiedy jest nietrzymanie moczu i jest duża komponenta niewydolności mięśni, to najpierw trenuję z pacjentką na sprzęcie, a potem pacjentka kontynuuje ćwiczenia w domu, samodzielnie. To są spotkania cykliczne, ale ciężko jest określić ile ich ma być, bo każdy pacjent jest inny i u niektórych wystarczą dwie wizyty, a innym 15. Rozpiętość jest bardzo duża, w zależności, co wyjdzie po badaniu.

Efekty, jak wspomniała pani na początku, są, czyli jest to sygnał, że nie trzeba od razu umawiać się na laser.

- Żadne towarzystwo urologiczne w Polsce nie rekomenduje lasera, z tego względu, że laser nie jest na nietrzymanie moczu. Powstał dziwny trend w naszym kraju, że kobiety, które mają problemy z nietrzymaniem moczu, idą do ginekologa. Ginekolog nie jest urologiem. On się na tym nie zna. Ale są to dobre pieniądze. Jeden zabieg laserowy tzw. rewitalizacja pochwy, to koszt od 1200 zł do 2 tys. zł. To są czyste pieniądze, bo zabieg trwa krótko. Laser powoduje obrzęk wszystkich struktur wkoło i faktycznie wtedy jest mechaniczne domknięcie cewki moczowej, i jest efekt, że panie trzymają mocz. Ale to jest efekt tylko, dlatego, że tkanka jest obrzęknięta. To trwa mniej więcej pół roku. Później znowu pojawia się problem. Bo tkanki się już obkurczą, a cewka dalej jest niewydolna.

- Laser powoduje zbliznowacenie tkanki, jeśli za dużo razy został użyty, to nawet taśmy już nie można zastosować. Pacjentka po prostu będzie się borykać z tym do końca życia. Nie jest tak, że nietrzymanie moczu pojawia się wtedy, gdy są osłabione mięśnie. Może być tak, że np. macica jest obniżona i napiera na pęcherz, on wtedy staje się niewydolny. Ale pierwotnie przyczyną jest macica. I takie pacjentki kieruje się na operacje, żeby przywrócić macicy prawidłowe położenie. Wtedy się sprawdza, jak pęcherz sobie radzi.

* Karolina Buczyńska, masażystka, fizjoterapeutka. Swoją przygodę zawodową rozpoczęła w 2006 r. w Zielonogórskim Medyku na kierunku technik masażysta. Po skończeniu studium podjęła naukę na studiach licencjackich na kierunku fizjoterapii w Jeleniej Górze, a następnie magisterskich w Poznaniu na AWF. W 2020r. skończyła studia podyplomowe na kierunku "Seksuologia Kliniczna - Opiniowanie, Edukacja, Terapia" na Uniwersytecie Adama Mickiewicza. Co roku doszkala się z nowych technik pracy z ciałem, aby podnosić swoje kwalifikacje i jeszcze skuteczniej pomagać klientom. W gabinecie, który prowadzi od 2012 roku, zajmuje się przypadkami z zakresu stawów skroniowo-żuchwowych, uroginekologii, proktologii, urologii męskiej, seksuologii oraz terapią wisceralną.

INTERIA.PL

W serwisie zdrowie.interia.pl dokładamy wszelkich starań, by przekazywać wyłącznie sprawdzone, rzetelne informacje o objawach i profilaktyce chorób, bo wierzymy, że świadomość i wiedza w tym zakresie pomogą dłużej utrzymać dobre zdrowie.
Niniejszy artykuł nie jest jednak poradą lekarską i nie może zastąpić diagnostyki i konsultacji z lekarzem lub specjalistą.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL