Reklama

Na co będziemy chorować w 2023 roku? Eksperci zgodni "Depresja zbierze żniwo"

Zapytaliśmy czterech lekarzy specjalistów o to, co będzie naszą narodową zdrowotną bolączką w 2023 roku. Listę problemów zdrowotnych, jakich możemy spodziewać się w najbliższych miesiącach, otwiera bolesny efekt nadmiaru stresu i postpandemicznej rzeczywistości, czyli depresja i pokrewne jej problemy psychologiczne. "To będzie choroba numer jeden" - mówią zgodnie eksperci. Wszyscy wskazują ponadto narastający problem szerzących się chorób dietozależnych - złym stylem życia Polacy wykańczają sobie serca i wątroby, a liczba chorych na zaburzenia metaboliczne, z cukrzycą na czele, urośnie w zastraszającym tempie. Dlaczego tak się dzieje i jakie przyniesie to skutki dla i tak już zakorkowanego systemu ochrony zdrowia? Odpowiedzi na te pytania, specjalnie dla Interii ZDROWIE, udzielili lekarze: dr Lidia Stopyra, lek. Katarzyna Świątkowska, dr Dagmara Boduch i dr n. med Michał Chojnicki.

Depresja chorobą numer 1 w 2023 roku

Dr Lidia Stopyra, pediatra i specjalista chorób zakaźnych ze szpitala im. Stefana Żeromskiego w Krakowie zapytana o to, na co w tym roku będziemy chorować częściej niż do tej pory, nie pozostawia złudzeń: - Schorzeniem nr 1, czynnikiem zagrażającym zdrowiu i największym wyzwaniem w 2023 roku będą choroby psychiczne - głównie depresja i stany lękowe. Ostatnio obserwujemy olbrzymi wzrost tego typu problemów, zarówno wśród dzieci, młodzieży, jak i osób dorosłych. Wzrasta ilość samobójstw i prób samobójczych. Jest coraz więcej pacjentów wymagających pomocy specjalistycznej - mówi lekarka. 

Reklama

Dr Dagmara Boduch, krakowska pediatra POZ, zwraca uwagę zwłaszcza na problemy psychologiczne najmłodszych. - W Polsce z roku na rok pogłębiają się problemy zdrowia psychicznego wśród młodego pokolenia. Sytuację pogorszyła znacząco pandemia COVID-19, która wymusiła izolację dzieci w domach i długie miesiące spędzone z daleka od rówieśników - mówi. 

Wtóruje im dr n. med. Michał Chojnicki, specjalista chorób zakaźnych z Katedry Biologii Medycznej, Uniwersytetu Medycznego im. K. Marcinkowskiego w Poznaniu, który przyczyny masowych zachorowań na depresję upatruje w stresie i społecznym poczuciu zagrożenia, podsycanym m.in przez medialne doniesienia o pandemii, wojnie i kolejnych globalnych kryzysach. 

"Przeciążone obwody poznawcze". Objawy symulują boreliozę i choroby serca

- Podstawowy problem zdrowotny, którego efekty dostrzegamy od kilku lat, a szczególnie nasiliły się one w ostatnim roku - to wyższy poziom przewlekłego stresu. Wynika to oczywiście z czynników obiektywnych, takich jak wojna, pandemia oraz kryzys finansowy i ekologiczny. Te sytuacje nałożyły się na walkę o naszą uwagę przez różnego rodzaju media - mówi. - Mózg człowieka lubi informacje, gromadzenie ich jest pobudzające, to nasza cecha ewolucyjna, umożliwiająca w poprzednich tysiącleciach przetrwanie. Jednak ciągłe informacje o zagrożeniu przekładają się na stały, wyższy poziom lęku. To, czego teraz doświadczają nasze obwody poznawcze, nie było nawet częściowo możliwe w historii człowieka - wyjaśnia dr Chojnicki.

Jego zdaniem, nie wystarczy wyłączyć telewizora, radio czy zamknąć gazetę, by odciąć się od tego problemu. - Jesteśmy zalewani wiadomościami w internecie, w social mediach czy nawet przez znajomych, którzy dzielą się z nami sensacyjnymi memami - mówi. I przestrzega, że to nie może się nie odbić na naszym zdrowiu, a efektem będzie nie tylko spadek nastroju. 

- Obecnie jako lekarze spotykamy znacznie więcej osób młodych, które przychodzą z nietypowymi dolegliwościami, stymulującymi inne choroby np. boreliozę czy choroby serca, których źródło tkwi właśnie w przewlekłym stresie. Wydaje się, że w kolejnych latach będziemy na to narażeni jeszcze bardziej - dodaje.

Depresja sparaliżuje służbę zdrowia?

Dr Stopyra zauważa, że rosnąca liczba pacjentów borykających się ze skutkami przewlekłego stresu i depresją może dosłownie sparaliżować i tak już przeciążone placówki medyczne, a sami pacjenci - mogą nie otrzymać niezbędnej pomocy na czas. 

- Są trudności z dostępem do pomocy psychologicznej zarówno w trybie ambulatoryjnym jak i dla pacjentów wymagających hospitalizacji. Wiele osób pozostaje niezdiagnozowanych. Osoby nieleczone przestają funkcjonować, albo starają się funkcjonować nadal w społeczeństwie i to powoduje kolejne trudności w wielu dziedzinach również w ochronie zdrowia - coraz mniej osób się szczepi, coraz więcej bardziej wierzy w komentarze internautów niż w opinie ekspertów - wylicza dr Lidia Stopyra.   

- Sytuacja systemu psychiatrii dziecięcej w naszym kraju jest dramatyczna, brakuje rozwiązań systemowych, brakuje psychiatrów dziecięcych. To stanowi największe wyzwanie tego roku i kolejnych lat - dodaje dr Boduch. I podkreśla - pamiętajmy, że walczymy o poprawę kondycji psychicznej dzieci, walczymy o poprawę stanu całego społeczeństwa - te dzieci przecież kiedyś staną się dorosłymi.

Styl życia nas zabije, czyli o epidemii cukrzycy

Zdaniem ekspertów, tak powszechny teraz niehigieniczny styl życia, zbyt szybkie tempo nauki i pracy, za mało snu, aktywności fizycznej i zła dieta, odbijają się nie tylko na samopoczuciu i stanie psychicznym Polaków, ale wywołują bardzo konkretne fizyczne dolegliwości - choroby dietozależne, które bezpośrednio zagrażają życiu. 

- Można wymieniać tutaj otyłość, choroby układu krążenia czy cukrzycę. Ich źródłem jest to samo, co w przypadku depresji i stanów lękowych - fatalny tryb życia - mówi dr n. med. Michał Chojnicki. 

- Epidemia otyłości, która we wcześniejszych dekadach dotknęła świat zachodni - obecna jest już w Polsce. Pojawiają się choroby wcześniej prawie niespotykane - jak cukrzyca typu 2 u otyłych dzieci, coraz powszechniejsza staje się insulinooporność. Rozwiązaniem pozostaje profilaktyka, tryb życia w którym aktywność fizyczna jest kultywowana w każdej grupie społecznej i każdym wieku. Rozpowszechnienie wiedzy o szkodliwości cukrów, przetworzonej żywności nie powinno mieć końca - bo to są oczywiste źródła chorób, które są właściwie niewyleczalne - dodaje.

Tkanka tłuszczowa groźniejsza niż smog i papierosy

Na pytanie, jaki czynnik zagrażający zdrowiu będzie najgroźniejszy dla przeciętnego Polaka w nadchodzącym roku, autorka książek z cyklu "Medyczne mity", lek. Katarzyna Świątkowska mówi bez namysłu: - Otyłość i nadwaga. Są coraz bardziej powszechne i występują w coraz młodszym wieku. 

- Nadmiar tkanki tłuszczowej przyczynia się do rozwoju nadciśnienia, cukrzycy, depresji, chorób sercowo-naczyniowych, chorób zwyrodnieniowych stawów, wielu nowotworów i innych - wyjaśnia lek. Świątkowska i przytacza fakty. - W badaniach wykazano, że szkodliwość smogu jest większa w przypadku współwystępowania otyłości. O szkodliwości palenia papierosów wiedzą już dzieci w przedszkolu, jednak z tego, że tkanka tłuszczowa brzuszna produkuje hormony (adipokiny) szkodzące naszemu ciału zdaje sobie sprawę niewiele osób - wyjaśnia. 

Bagatelizowanie problemu otyłości jest powszechne. Mała świadomość profilaktyki chorób, przy jednoczesnym dużym lęku o swoje zdrowie - również. Polacy z jednej strony boją się chorób, z drugiej - nie słuchają zaleceń, nie szczepią się, nie wykonują badań profilaktycznych. I to niejedyny paradoks, na jaki zwracają uwagę eksperci. 

Polski paradoks, czyli brak szczepień i z katarem na SOR

Zdaniem dr Stopyry, z jednej strony pacjenci narzekają na przedłużające się terminy oczekiwania na wizytę i tłok w przychodniach i szpitalach - z drugiej - sami, co częste, zajmują miejsce innym. Dzieje się tak z dwóch powodów - albo przychodzą z błahostkami, albo - narażają ochronę zdrowia na przeciążenie m.in. odmawiając szczepień i nie stosując do zaleceń profilaktycznych. 

Dr Stopyra podaje konkretny przykład: - Trafia do mnie 3-letnie dziecko z rodzicami. Dziecko to przedszkolak, choruje od trzech dni - ma temperaturę 37-38 st. Celsjusza. Ma katar, pokasłuje i marudzi. Ale ja jestem piątym lekarzem, który je ogląda. Pół godziny po tym, jak u dziecka pojawiła się temperatura 38 stopni, matka zadzwoniła do POZ, gdzie uzyskała termin wizyty za dwa dni. W związku z tym, wieczorem zgłosiła się z dzieckiem do Opieki Całodobowej, gdzie została przyjęta. Następnego dnia u dziecka pojawił się niewielki katar i matka pojechała na SOR. Potem przypomniała sobie, że ma prywatne ubezpieczenie zdrowotne i pojawiła się w prywatnej przychodni. Kolejnego dnia skorzystała z umówionej wcześniej wizyty w POZ. Dziecko miało niewielkie przeziębienie, najbardziej pomogłoby mu posiedzenie w ciepłym domu i popijanie herbaty z sokiem malinowym. Do tego wizyta u lekarza (jednego) w razie pogorszenia lub braku poprawy. Rodzice byli oburzeni stanem służby zdrowia i niezadowoleni, że w każdym z tych miejsc musieli poczekać. Nie mieli świadomości, że SOR oznacza Szpitalny Oddział Ratunkowy - przeznaczony do pomocy w stanach bezpośredniego zagrożenia zdrowia i życia - wyjaśnia lekarka.  I dodaje:

- Rodzice tego dziecka zapewne słyszeli wypowiedzi ekspertów rekomendujące szczepienie przeciwko grypie, ale dziecka nie zaszczepią. Żaden system ochrony zdrowia tego nie wytrzyma, a takich pacjentów jest coraz więcej. Konieczna jest praca u podstaw, edukacja, uzyskanie zaufania do ekspertów z doświadczeniem. 


CZYTAJ TAKŻE:

Dietetyk wyjaśnia dlaczego Polakom tak trudno jest schudnąć

"Depresja? To jakieś wymysły. Kiedyś takiej choroby nie było". Ekspert mówi, jak o niej rozmawiać

INTERIA.PL

W serwisie zdrowie.interia.pl dokładamy wszelkich starań, by przekazywać wyłącznie sprawdzone, rzetelne informacje o objawach i profilaktyce chorób, bo wierzymy, że świadomość i wiedza w tym zakresie pomogą dłużej utrzymać dobre zdrowie.
Niniejszy artykuł nie jest jednak poradą lekarską i nie może zastąpić diagnostyki i konsultacji z lekarzem lub specjalistą.

Dowiedz się więcej na temat: depresja | cukrzyca | choroby dietozależne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL