Męską, krętą drogę do gabinetu lekarskiego komentują dla Interii ZDROWIE Aga Kozak i Paweł Goźliński, autorzy książki "Sztuka męskości, czyli jak nie być ch*jem".
Męski listopad działa na młodych
Kończy się właśnie listopad - miesiąc świadomości męskich nowotworów. Instytucje, kampanie społeczne, lekarze, celebryci - wszystko i wszyscy wokół zachęcają mężczyzn do badań. Plakaty na mieście, reklamy w sieci, eventy na siłowniach i u barberów, przyklejane wąsy, instrukcje, jak badać jądra, co warto wiedzieć o prostacie i czemu badanie per rectum jest OK i nie ma się czego wstydzić, a generalnie to przecież krew się bada. Czy to nie pomaga?
- To nie tak, że wszystko na nic - z roku na rok jest lepiej i to trzeba z całą mocą podkreślić - odpowiada Aga Kozak, dziennikarka, coacherka i edukatorka. - Ale ciągle jest kiepsko. Unikanie gabinetów lekarzy przez mężczyzn to nie mit: po prostu faceci badać się nie chcą. I nie chodzi tylko o męskie nowotwory i strach, że ktoś będzie oglądał moje miejsca intymne. Chodzi o zdrowie w ogóle, bo mężczyźni - przypomnijmy - są najbardziej narażeni na choroby serca, wątroby, cukrzycę, raka jelita grubego, pęcherza czy płuc.
- W pracy nad książką wyszło nam to bardzo wyraźnie. Byli lekarze, którzy mówili wprost: wielu moich pacjentów przychodzi dopiero w IV stadium raka i jeszcze są z siebie dumni, że ostatni raz u lekarza byli 40 lat temu na komisji wojskowej - podkreśla autorka.

- Problem jest generacyjny - dodaje Paweł Goźliński, dziennikarz i redaktor, współautor "Sztuki męskości". - Im mężczyzna starszy, tym jego droga do lekarza jest dłuższa i bardziej kręta. "Jak czuję się dobrze, nic mnie nie boli, to znaczy, że nic mi nie dolega". Młodzi mężczyźni zaczynają na szczęście być bardziej świadomi swojego ciała, mniej od niego oderwani, ale między nami a pokoleniem naszych ojców i dziadków przepaść jest ogromna. Przychodzą do lekarza niechętnie, zwykle, gdy jest już za późno - dodaje.
- Sam nie jestem tu najlepszym przykładem, gdyby nie przymusowa operacja wyrostka nie dowiedziałbym się o poważnej chorobie. Nie było na szczęście za późno, ale szkoda, że dopiero takie sytuacje, dają do myślenia.
Potwierdzają to statystyki. Z najnowszego państwowego programu profilaktyki zdrowia skorzystało tylko 34 proc. mężczyzn. Szacuje się, że spośród wszystkich panów jedynie 55 proc. korzysta z porad medycznych. To właśnie mężczyźni częściej ignorują objawy chorobowe i znacznie chętniej leczą się samodzielnie w domu - także z poważniejszych chorób.
System ochrony zdrowia nie dla facetów?
- Paradoksem jest to, że choć system ochrony zdrowia jest stworzony przez mężczyzn, jest patriarchalny, to tak naprawdę nie jest uszyty dla wszystkich. A jak się okazało podczas pracy nad książką "Sztuka męskości", ta męskość potrzebuje być poinformowana specjalnie - mówi Aga Kozak. - Jeżeli chcemy dotrzeć do mężczyzn z komunikatem o zdrowiu, powinniśmy go odpowiednio sformułować. To trochę jak z jogurtem - wielu facetów nie zje jogurtu, jeśli na opakowaniu nie będzie napisane, że jest dla mężczyzn. Podobnie - mężczyzna sam z siebie raczej nie pójdzie do lekarza, bo kulturowo nie został tego nauczony - dodaje.
A czego został nauczony? - Że jak boli kolano przez trzy tygodnie, to trzeba poczekać, aż samo przejdzie. Tymczasem komunikat kierowany do mężczyzn, powinien być jasny i klarowny: "Roman, przyjdź zbadać cukier, masz na to miesiąc".

Problem? Leży głęboko w męskiej psychice
Rzecz w tym, że mężczyźni nie czują się najlepiej w kolejkach do lekarzy, gubią się w systemie profilaktycznym - nie są nauczeni obserwowania swojego ciała, ani też reagowania, gdy nie widać jeszcze objawu. Niechętnie dzielą się swoimi emocjami i przeżyciami, a gdy coś ich niepokoi, wolą zapytać internet niż przyjaciela lub lekarza.
Fatalnie jest tak, jeśli spojrzeć całościowo na zdrowie psychiczne mężczyzn. W Polsce korzystanie z pomocy psychologicznej wciąż jest domeną kobiet.
- Nie do wiary, ale wielu mężczyzn nadal tego nie uznaje i mówi między sobą, że chodzi się do "czubologa", a nie do psychologa. Sama to ostatnio usłyszałam. Korzystanie z pomocy psychologicznej równa się porażce i "chorobie psychicznej", a nie świadomemu dbaniu o własne emocje i zdrowie psychiczne - stąd tyle niepotrzebnych męskich śmierci - dodaje.
- Pracując nad książką, rozmawialiśmy z wieloma ekspertami, którzy to potwierdzają, m.in. z doktorem Michałem Bomastykiem, który w Toruniu prowadzi jedyny w Polsce telefon zaufania dla mężczyzn w kryzysach psychicznych. I można by zapytać: dlaczego musi być dla mężczyzn? Ano musi - i musi być komunikowany typowo do nich. Potrzebny jest plakat z jakimś smutnym facetem w jesionce, któremu nie chce się żyć. Gdyby był komunikowany pozytywnie, "dla wszystkich", żaden facet by nie zadzwonił. A dzwonią. Na szczęście - dodaje Kozak.
To fakt. Męska grypa istnieje
A co z mężczyznami, którzy cierpią z powodu grypy, kataru czy 38-stopniowej gorączki? Jak to się ma do tego "nieśmiertelnego wojownika", który zamiast jeść miód, żuje pszczoły, taki jest mocny? - pytam.
- Jedno drugiego nie wyklucza - odpowiada mi Paweł Goźliński. - Mamy w męskim podejściu do zdrowia dwie skrajności. Unikanie lekarzy to jedno, ale po drugiej stronie mamy hipochondrię i potwierdzają to i lekarze i psychologowie. Są mężczyźni, u których nadmierne skupienie się na swoich objawach jest tematem zastępczym dla innych problemów. I co ciekawe - to wcale nie przekłada się na skuteczne dbanie się o swoje zdrowie. To raczej komunikowanie "coś jest ze mną nie tak". Bo o ile unikanie badań to poza na bycie silnym, o tyle "umieranie z powodu kataru" to prośba o uwagę: "zaopiekuj się mną" - bo to właśnie mówi facet, który leży w domu przeziębiony.
- Mało tego, to nie blef - dodaje Aga Kozak. - Ta męska grypa naprawdę istnieje, w sensie biologicznym. Potwierdziła to lekarka, Ewa Kempisty-Jeznach, która posiada międzynarodowy certyfikat Lekarza od Zdrowia Mężczyzn. Powiedziała mi w wywiadzie, że mężczyźni są genetycznie inaczej przysposobieni niż kobiety, jeśli chodzi o odporność - mianowicie mają jeden chromosom X, a my mamy dwa. A na chromosomie X znajdują się geny odpowiedzialne za odporność. W związku z tym my nie tylko jesteśmy bardziej odporne, ale inaczej odbieramy choroby, co się łączy też między innymi z łagodniejszym sposobem przechodzenia przeziębień. Mężczyźni więc faktycznie odczuwają infekcję mocniej.
Jak często powinien badać się "z pozoru zdrowy" facet?
Z pozoru zdrowy mężczyzna to często ktoś, kto "nic nie czuje", "nic mu nie dolega" i "nie ma czasu na lekarzy". Ale zdrowie nie działa według tej logiki. Objawy pojawiają się zwykle wtedy, gdy choroba jest już rozwinięta, a na wyleczenie jest za późno. Dlatego profilaktyka to nie fanaberia, tylko obowiązek wobec samego siebie. Słusznie mówi jedna z kampanii społecznych - skoro raz w roku robisz przegląd samochodu, tak samo możesz raz w roku sprawdzić swoje zdrowie.
Zdrowy mężczyzna powinien:
- raz w roku zrobić podstawowy pakiet badań (morfologia, glukoza, lipidogram, próby wątrobowe, kreatynina, mocz);
- raz w roku skontrolować ciśnienie, masę ciała i obwód pasa;
- po 40. roku życia badać prostatę (PSA + konsultacja urologiczna);
- po 40. roku minimum co 5 lat robić kolonoskopię ("najgorszy jest pierwszy raz - głównie przez stres, potem to już normalka, standard" - zapewniają panowie, którzy badają się regularnie);
- co 2-3 lata zrobić USG jamy brzusznej;
- przy każdym niepokojącym objawie - iść do lekarza, a nie "czekać, aż przejdzie".
Badania nie odbierają męskości. Mogą ją uratować.













