Reklama

Zakochanie - chemiczny koktajl w mózgu. Co nam funduje?

Przyspieszone bicie serca, przyspieszony oddech, problemy z koncentracją, rozszerzone źrenice, wypieki, brak apetytu… Ktoś powie - opis choroby, jak nic. I pewnie znajdą się tacy, dla których stan zakochania będzie niczym choroba, z której jak najszybciej trzeba się wyleczyć, ale dla większości to zdecydowanie najpiękniejsze uczucie na świecie. Dobrze jednak, że zakochanie… mija. "Mimo że uczucie miłości jest takie przyjemne, dla organizmu oznacza potworny stres. Na takim poziomie aktywności nie dałby on rady dłużej istnieć bez uszczerbku na zdrowiu" - pisze w swojej książce "Zakochany mózg i inne niezwykłe stany" dr nauk medycznych Julia Fischer.

Gdzie rodzi się zakochanie?

Wszystko zaczyna się w mózgu, nie w sercu, co sprawia, że kiedy jesteśmy zakochani, "wariuje" całe ciało. "Zakochanie się powoduje, że nasze ciało uwalnia powódź chemikaliów poprawiających samopoczucie, które wywołują określone reakcje fizyczne" - wskazuje prof. Patricia Mumby z Wydziału Psychiatrii i Neuronauki Behawioralnej Uniwersytetu Loyola. Jak się wkrótce okaże, nie tylko pozytywne. 

Uwaga skupia się właściwie na jednym obszarze mózgu - układzie nagrody (inaczej - ośrodku przyjemności), który jest częścią układu limbicznego odpowiadającego za emocje, zachowanie, motywację czy pamięć długotrwałą. Jego aktywność w stanie zakochania naukowcy zaobserwowali za pomocą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego - uczucie rozświetlało ośrodek przyjemności, kiedy badanym pokazywano zdjęcia ukochanej osoby.

Reklama

Układ nagrody motywuje nas do podjęcia pewnych biologicznie ważnych czynności - np. jedzenia, picia czy seksu, który ma służyć przedłużeniu gatunku. "Aktywność tego ośrodka równa się pożądaniu w czystej postaci. Jeśli mu ulegniemy, podejmiemy wysiłek i w końcu otrzymamy to, czego pragnęliśmy (...), wtedy w drugiej fazie przepełni nas błogie uczucie szczęścia i satysfakcji. Nasz mózg wysyła nam wiadomość: 'Wow, to jest świetne! Chcę więcej!'" - wyjaśnia dr Julia Fischer. W skrócie - za pewne czynności mózg nas "nagradza", sprawiając, że czujemy się dobrze. Układ nagrody "włączany" jest w sytuacjach zaspokajania popędów, a także w trakcie innych czynności ocenianych jako przyjemne. Za każdym razem, gdy jest aktywowany, mózg stwierdza, że dzieje się coś ważnego, co warto zapamiętać i powtórzyć.

Dlaczego zakochani pragną seksu?

Działanie mózgowego układu nagrody opiera się na dopaminie. Szczególną rolę w tym obszarze przypisuje się odcinkowi biegnącemu z pola brzusznego nakrywki (jądra limbicznego śródmózgowia) do jądra półleżącego, który nazywany jest szlakiem mezolimbicznym. Mniejsza o skomplikowane nazewnictwo - neurony wchodzące w skład tej ścieżki, pod wpływem stymulacji, uwalniają dopaminę, wywołując uczucie euforii, satysfakcji, niewyczerpanej energii, szybsze bicie serca, ale też skupienie na określonym celu. By tak się stało, jak pisze Fischer, wystarczy iskra, którą rozpalają np. konkretne cechy zewnętrzne drugiej osoby. Dopamina napędza też produkcję testosteronu - hormonu obecnego zarówno w organizmie mężczyzn, jak i kobiet, wpływając na uczucie pożądania. "(...) u świeżo zakochanych osób dopaminowe odurzenie w mózgu zapewnia odpowiednią ilość testosteronu we krwi. Narządy płciowe są silniej ukrwione, zgłaszają się przy każdej myśli o pożądanej osobie (...), i efektem jest gotowość do współżycia. Jeśli w końcu nastąpi to, co w podniecających fantazjach wyobrażaliśmy sobie setki razy, nasz mózg przechodzi w stan wyjątkowy" - pisze Fischer.

Skąd uczucie odurzenia i haju?

W uczuciu zakochania nie mniej ważne są dwa inne neuroprzekaźniki - endorfiny i kwas gamma-aminomasłowy (GABA). Ten ostatni blokuje dalsze wydzielanie pobudzającej dopaminy - powstrzymuje układ nagrody, kiedy otrzyma on to, czego pragnie, np. uścisk ukochanego. Z kolei jeśli chodzi o endorfiny, musimy zdawać sobie sprawę z tego, że są one endogennymi opioidami, dobrze znanymi jako substancje łagodzące ból i wywołujące uczucie zadowolenia i szczęścia. Organizm sam może je wytwarzać. Jak wskazuje Fischer, to właśnie endorfiny przejmują stery, gdy słabną zjawiska nerwowe wywołujące pożądanie. Za ich sprawą, kiedy jesteśmy zakochani, zachowujemy się jak odurzeni.

Procesom zachodzącym w tym czasie w naszym mózgu zawdzięczamy m.in. lepsze samopoczucie i większą odwagę. Moglibyśmy przenosić góry, a na świat patrzymy przez różowe okulary. Brzmi jak opis doznań osoby, która sięgnęła po substancje psychoaktywne. Stan zakochania i stan odurzenia narkotykowego są do siebie podobne. "(...) metabolizm w mózgu osób zakochanych przebiega tak samo jak w mózgu osób po wciągnięciu kreski kokainy. Stan zakochania wprawia nas w euforię, pobudza nas jak kokaina i może uzależniać tak samo jak narkotyk. Jeśli nie dostaniemy tego, czego chcemy, pożądanie niemal nas pożera. Umieramy z tęsknoty za ukochanym/ukochaną, niekiedy przez tygodnie i miesiące, nieraz za oceanami, a ta tęsknota boli" - zwraca uwagę autorka "Zakochanego mózgu i innych niezwykłych stanów". Dlaczego tak się dzieje? Jeśli kogoś nam brakuje, za kimś tęsknimy, układ nagrody wytwarza więcej dopaminy, co jeszcze bardziej "nakręca" nas na daną osobę.

Dlaczego dobrze, że zakochanie mija?

Jednych neuroprzekaźników w stanie zakochania będzie więcej, poziom innych z kolei będzie spadał. Zakochanie obniża poziom serotoniny. To sprawia, że, po pierwsze - nie potrafimy myśleć o niczym innym jak o obiekcie swoich uczuć, a po drugie - raz czujemy się szczęśliwi, a raz przygnębieni, podróżujemy emocjonalnym rollercoasterem.

Ale w grę wchodzą jeszcze: adrenalina, noradrenalina i kortyzol, hormony stresu, wydzielane przez nadnercza. Skąd ich obecność w całym procesie? W pewnym momencie pobudzone zostaje bowiem podwzgórze, z którego sygnał następnie trafia do przysadki, a potem właśnie do nadnerczy. To tzw. "oś stresu". Zakochanie, zwłaszcza na początkowym etapie, jest stresujące - nie mamy pewności, czy druga osoba czuje to samo, boimy się odrzucenia, nie wiemy, kiedy i czy w ogóle przyznawać się do swoich uczuć, a wiemy, że to gra o wysoką stawkę. Adrenalina i noradrenalina odpowiadają chociażby za przyspieszone bicie serca, wzrost ciśnienia krwi i przyspieszony oddech, kiedy spotykamy się z ukochaną osobą. Hormony te wywołują też niepokój czy zwiększają potliwość. Jednocześnie za ich sprawą nie czujemy głodu. Kortyzol powoduje, że stan ten nie trwa kilka minut, ale kilka tygodni czy nawet miesięcy.

Wysoki poziom kortyzolu może osłabiać układ odpornościowy i podnosić ryzyko infekcji. Zwiększa również prawdopodobieństwo rozwoju nadciśnienia tętniczego i cukrzycy typu 2. Nadmiar kortyzolu może zaburzać funkcje mózgu, pamięć, a niektórzy sugerują, że może nawet zmniejszać objętość mózgu. Sytuacja z hormonami stresu stabilizuje się, jak twierdzą naukowcy, po upływie 12-24 miesięcy, gdy znajomość przechodzi na kolejny etap, a my w relacji czujemy się pewniej. Gdybyśmy nieustannie żyli w stresie z powodu stanu zakochania, moglibyśmy spodziewać się problemów z sercem (długotrwałe wystawienie na czynniki stresogenne może prowadzić m.in. do zawału mięśnia sercowego), problemów z układem pokarmowym (choćby wrzodów żołądka), a nawet zaburzeń psychicznych.

Jak zakochanie przeradza się w miłość?

Skoro o przywiązaniu i stabilnej relacji mowa, przechodzimy do miłości. Jak rodzi się to uczucie?

Naukowcy, w tym Helen Fisher, znana amerykańska antropolog i psycholog zajmująca się m.in. miłością romantyczną, badając pary przy użyciu funkcjonalnego rezonansu magnetycznego, doszli do wniosku, że z czasem, w miarę wydłużania się stanu zakochania, inne obszary mózgu wysuwają się na pierwszy plan - szczególnie przednia część kory zakrętu obręczy i wyspa, które znaleźć można w korze mózgu, a które powiązane są z opisanym wyżej układem nagrody. Przednia część kory zakrętu obręczy odpowiada m.in. za uwagę, ocenę emocji czy kontrolę impulsów, z kolei wyspa umożliwia m.in. odbieranie fizjologicznego stanu wnętrza ciała.

"Funkcjonujące bez zakłóceń, aktywne wyspa i przednia część kory zakrętu obręczy u zakochanych od długiego czasu osób, jakie można było zaobserwować na monitorach, pozwalają przypuszczać, że im dłużej trwa nasza miłość do partnera/partnerki, tym bardziej się do niego/niej przyzwyczajamy i budzi się w nas pożądanie przypominające nałóg. Zwracamy uwagę na jego/jej uczucia, uwzględniamy je w naszych rozważaniach i działaniach. Nasze ja przemienia się w my" - wskazuje Fischer.

Jak stworzyć stały związek?

W kolejnych badaniach zwrócono uwagę na inne struktury mózgu, chociażby wzgórze czy gałkę bladą. Łączy je jedno - ich receptory wiążą oksytocynę. To właśnie oksytocyna ma odpowiadać za to, że ze stanu zakochania przechodzimy do miłości. Jest to hormon wytwarzany w podwzgórzu, a uwalniany okresowo do krwiobiegu przez przysadkę mózgową. Dochodzi do tego, kiedy przebywamy z ludźmi, których lubimy. 

Oksytocyna zaangażowana jest w interakcje społeczne i tworzenie więzi międzyludzkich. Wyzwala potrzebę bliskości, silne przywiązanie, uczucie zaufania. Pozwala utrzymać bliskie stosunki i stworzyć stabilną relację. Jej poziom zaczyna znacząco wzrastać po pierwszym roku związku. 

Zastrzyk oksytocyny zapewniają: przytulanie, całowanie, stosunek seksualny. Sprawia on, że czujemy się bardziej przywiązani do swojego partnera, a jednocześnie wydaje się nam on bardziej atrakcyjny. Jak podkreślają badacze, regularne przytulanie (które dodatkowo obniża stres, ciśnienie krwi, częstotliwość bicia serca, wzmacnia układ odpornościowy), okazywanie sobie bliskości, regularny seks, mają niezwykle pozytywny wpływ na związek. Jednakże, choć oksytocyna promuje tworzenie więzi, może również tworzyć bariery między ludźmi. Oksytocyna może skutkować uprzedzeniami wobec tych, którzy nie są tacy jak my, prowadzi do uprzedzeń społecznych i mentalności "grupy własnej/obcej".

Czy to wszystko na temat zakochania i miłości? Oczywiście, że nie. Pod wieloma względami oba uczucia wciąż stanowią dla naukowców zagadkę. "(...) to, co miłość wyprawia z naszym mózgiem, i to, co mózg robi z miłością, to szalenie skomplikowane procesy. Jest niemal pewne, że opisane procesy są jedynie elementem przechodzenia ze zwariowanego, podniecającego stanu zakochania do stabilnej, satysfakcjonującej miłości. Czy rozszyfrowanie wszystkich mechanizmów będzie kiedyś możliwe? Praca nad odkryciem tych funkcji jest z całą pewnością jednym z najbardziej skomplikowanych i fascynujących zadań stojących przed neurobiologią XXI wieku" - stwierdza Fischer. 

CZYTAJ TAKŻE: 

Niedobory serotoniny, czyli gdzie zaczyna się smutek

Jak podnieść poziom dopaminy bez leków?

Korzyści z uprawiania seksu. Jak często powinniśmy współżyć?

INTERIA.PL

W serwisie zdrowie.interia.pl dokładamy wszelkich starań, by przekazywać wyłącznie sprawdzone, rzetelne informacje o objawach i profilaktyce chorób, bo wierzymy, że świadomość i wiedza w tym zakresie pomogą dłużej utrzymać dobre zdrowie.
Niniejszy artykuł nie jest jednak poradą lekarską i nie może zastąpić diagnostyki i konsultacji z lekarzem lub specjalistą.

Dowiedz się więcej na temat: kochać | miłość | mózg | dopamina | oksytocyna | serotonina

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL