Reklama

Doświadczenia pokolenia pandemii

/123RF/PICSEL

Reklama

W pandemii uczyli się i studiowali, dojrzewali i wchodzili w dorosłość. Czy tak wyobrażali sobie ten okres w swoim życiu? Zupełnie nie. Zamiast spotykać się ze znajomymi, tkwili w domach z rodzicami. I ciągle to pobrzmiewające: "dystans, dezynfekcja, maseczka". Z czym się zmagali? Co sprawiało im największą trudność? Czego brakowało im najbardziej?

Pierwszy lockdown oznaczał koniec

Kiedy miał miejsce pierwszy lockdown, Konrad wkraczał w ostatni etap studiów. Od tytułu magistra inżyniera dzieliło go niecałe 1,5 roku. Myślał, że to będzie najlepszy okres w jego życiu - mniej nauki, więcej czasu na pracę, ale i spotkania ze znajomymi. Że w końcu zacznie żyć. Nauki jednak wcale nie było mniej, magisterka sama się nie pisała, czas poświęcany na pracę przekładał się na konieczność nadrabiania materiału i odwrotnie, a znajomi w większości rozjechali się po Polsce. Zawiódł się.

- Brakowało mi czasu ze znajomymi, aktywności na mieście, chodzenia do barów, na siłownię - normalności, choć muszę przyznać, że nie jestem typem osoby, która aż tak łaknie kontaktów. Skoro nawet ja to odczułem, to co dopiero inni? - zastanawia się.

Reklama

Z rodziną spędził pierwsze miesiące pandemii. Oni panikowali, on starał się zachować spokój, ale nie ukrywa, że obawiał się o ich zdrowie. Sam w ciągu dwóch lat przeszedł covid więcej niż raz. - Za pierwszym razem choroba zabrała mi dwa tygodnie życia - mówi. 

Na uczelnię już nie wrócił. Raz na jakiś czas pojawiał się tylko na indywidulanych konsultacjach. Czasem, przypadkiem, spotkał po drodze kogoś znajomego. Magistra bronił zdalnie

Wie, że nie tak powinno to wyglądać, że nie tak powinien wspominać ostatnie lata studiów, że pandemia bezpowrotnie mu coś odebrała. Żałuje, ale obok wielu minusów potrafi dostrzec też pewne plusy.

- Jakość zajęć w trybie zdalnym i to, ile można było z nich wynieść... Gdyby odbywały się po staremu, na pewno dałyby mnie, moim koleżankom i kolegom wiele więcej. Jednak pandemia pozwoliła mi wcześniej zacząć pracę w zawodzie. Pozwoliła mi też rozwijać się w obszarach, które mnie interesują, w większym stopniu, niż byłoby to możliwe, gdybym musiał chodzić na uczelnię - podkreśla. 

Z drugą falą

Michał rok później niż koledzy z liceum poszedł na studia. Chciał nieco zarobić, zyskać trochę czasu na przemyślenia. Dlaczego tak wcześnie trzeba decydować o przyszłości? Czy w tym wieku można być czegokolwiek pewnym? - pyta zirytowany. Zdecydował po kilku miesiącach. Nie ukrywa, że rodzice naciskali. Padło na ekonomię, zaocznie. Nie chciał już bowiem rezygnować z pracy.

Początek studiów zbiegł się z drugą falą pandemii. Na uczelni zdążył pojawić się tylko na jednych zajęciach. Potem, przez długi czas, zajęcia odbywały się wyłącznie zdalnie. Osobom, które widział pierwszy raz w życiu na uczelnianym korytarzu, zdążył powiedzieć jedynie "cześć". - Co innego, gdy spotyka cię coś takiego w trakcie szkoły, gdy masz już znajomych, a co innego, gdy dopiero zaczynasz i musisz się jakoś odnaleźć - mówi. Jednak wszystko przemawiało za tym, że jego przygoda ze studiami zacznie się tak, a nie inaczej. Śledził przecież kolejne doniesienia. Ale, wraz z upływem czasu, z coraz mniejszym zainteresowaniem.

- Miałem czas, by się przyzwyczaić. Nie zaczynałem, kiedy covid się pojawił. Obawiałem się może przez pierwszych kilka tygodni. Na początku chyba każdemu trudno było przejść wobec tego wszystkiego obojętnie. W końcu po prostu do tego przywykłem, przestałem zwracać uwagę na ograniczenia. Doszedłem do wniosku, że trzeba żyć dalej - przyznaje.

Bez stresu się nie obyło, choć sam okres nauki zdalnej koniec końców wspomina bardzo dobrze. - Na początku nie wiedziałem, jak zajęcia będą wyglądały. Nasłuchałem się wielu historii. Szczerze - miałem wątpliwości, czy w taki, a nie inny sposób znajdę wspólny język z innymi. Przez pewien czas widziałem tylko awatary... Ale martwiłem się zupełnie niepotrzebnie. Perspektywa zdalnej nauki okazała się nie taka wcale zła - podsumowuje.

Za zamkniętymi drzwiami

Młodszym od Konrada i Michała było trudniej. Kilka lat różnicy, a doświadczenia? Podobne, a jednak różne. Oni z rodzicami utknęli. 

Niechodzenie do szkoły nijak miało się do wyobrażeń. Okazało się dobre tylko na chwilę. - Nagle przyszło nam spędzać z rodzicami całe dnie. Kochamy się, ale wtedy się nie lubiliśmy - mówi 15-letnia Emilia. Tęsknili, wyczekiwali powrotu.

Ci, którzy nie znaleźli wsparcia i zrozumienia wśród najbliższych, szukali ich u innych, niekiedy zupełnie obcych. - O pewnych rzeczach łatwiej powiedzieć komuś, kogo się nie zna, kto nie oceni, komu nie trzeba patrzeć w oczy, z kim w każdej chwili można urwać kontakt - wyjaśnia Aleksandra Milczarek, psycholog, konsultantka 116 111 Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży prowadzonego przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę. Kiedy 12 marca 2020 roku zawieszono zajęcia w szkołach, a niemal dwa tygodnie później wprowadzono naukę zdalną, konsultanci zaczęli prowadzić znacznie dłuższe rozmowy i odbierać więcej wiadomości. Najczęściej kontaktowały się osoby w wieku 13-15 lat, w drugiej kolejności 16- i 17-latki, również dzisiejsze "zetki". 

- W marcu 2020 roku otrzymaliśmy prawie 1,5 tys. wiadomości, kiedy w styczniu tego samego roku było ich 800. W ciągu ostatnich dwóch lat była to rekordowa liczba. Wiadomości przychodziły cały czas - wskazuje Milczarek.

Niektórzy bali się, że mogą zarazić bliskich. Jeszcze inni, że sami zachorują. Wielu zwierzało się, że rodzice nie pozwalają im wyjść z domu, że nie mogą spotkać się z kolegami.

To tematy, które w czasie pandemii nieustannie powracały, w każdej grupie wiekowej. Jeden jednak, niestety, się wyróżnia. 

Nie zawieść w przyszłości

Prawie dwukrotnie wzrosła w tym okresie liczba wiadomości z myślami samobójczymi. Statystyki Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę mówią o ok. 70 interwencjach w miesiącu. Dochodzi do nich w sytuacji bezpośredniego zagrożenia zdrowia lub życia, np., gdy ktoś jest w trakcie próby samobójczej. Milczarek alarmuje, że mimo iż niemal wszystko znów wygląda jak przed pandemią, konsultanci obserwują nasilenie myśli samobójczych i większą liczbę interwencji. Tylko w styczniu br. odnotowano ich 97.

- Choć wszystko wraca do normalności, oczekiwania od młodzieży są takie, jakie były. Trzeba zdawać maturę, egzaminy, trzeba żyć normalnie. Tylko wielu nie otrzymało pomocy w czasie pandemii, wtedy, kiedy tego najbardziej potrzebowało. Spowodowało to nawarstwienie problemów. Doniesienia o wojnie w Ukrainie też wpływają na młodzież, też generują dużo lęku, niepokoju, też przytłaczają. Jednocześnie nie mówi się już tyle o tym, że młodzież potrzebuje pomocy. Nasila to bezradność, która również powoduje myśli samobójcze - słyszymy. 

Brakowało i brakuje rozmowy i zrozumienia.

- Kiedy młodzi mają poczucie, że mogą rozmawiać z kimś bliskim, wiele trudności u nich nie wystąpi. Gdy wcześnie otrzymują pomoc, problemy nie mają szansy się nasilić i nawarstwić. Powinniśmy wysłuchiwać i traktować dzieci na serio, niezależnie od wieku, niezależnie od problemu, od tego, co o tym problemie myślimy i co dzieje się u nas w danym momencie. Jeśli z czymś się do nas zwracają, to jest to dla nich ważne. Znajdźmy czas, ale tylko taki dla nich - radzi psycholog. 

*Imiona bohaterów zostały zmienione

CZYTAJ TAKŻE: 

Osoby wysoko wrażliwe czują i widzą więcej. Cechy WWO

"Pokolenie płatków śniegu". Jakie problemy psychologiczne dotykają młode osoby? 

Stan psychiczny dzieci po pandemii. Przed nami kolejne wyzwanie? 

INTERIA.PL

W serwisie zdrowie.interia.pl dokładamy wszelkich starań, by przekazywać wyłącznie sprawdzone, rzetelne informacje o objawach i profilaktyce chorób, bo wierzymy, że świadomość i wiedza w tym zakresie pomogą dłużej utrzymać dobre zdrowie.
Niniejszy artykuł nie jest jednak poradą lekarską i nie może zastąpić diagnostyki i konsultacji z lekarzem lub specjalistą.

Dowiedz się więcej na temat: pandemia | COVID-19 | kondycja psychiczna

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL